Peptydy sygnałowe mogą wpływać na komunikację między komórkami mieszka włosowego, a przez to na procesy związane ze wzrostem włosa i przechodzeniem mieszzków między fazami cyklu. To kierunek badań, a nie dowód, że każdy kosmetyk z peptydami wydłuży fazę wzrostu lub zahamuje łysienie. Znaczenie ma konkretny peptyd, sposób jego podania oraz przyczyna wypadania włosów.

Jak przebiega cykl życia włosa?

Włos na skórze głowy nie rośnie bez przerwy. Jego mieszek przechodzi kolejno przez anagen, katagen i telogen, po czym może rozpocząć następny cykl. Sąsiednie mieszki nie pracują w tym samym rytmie, dlatego jednocześnie mamy na głowie włosy rosnące, pozostające w spoczynku i przygotowujące się do wypadnięcia.

Anagen to faza aktywnego wzrostu. Komórki w dolnej części mieszka intensywnie się dzielą i tworzą łodygę włosa. Na skórze głowy etap ten trwa zwykle około 2–8 lat; w danym momencie znajduje się w nim około 80–90% mieszków. Czas trwania anagenu wpływa na to, jak długi może stać się włos, zanim przestanie rosnąć.

Katagen jest krótką fazą regresji, trwającą około 1–3 tygodni. Wzrost włosa ustaje, a dolna część mieszka się przebudowuje. Następnie przychodzi telogen, czyli okres spoczynku trwający zwykle około 2–3 miesięcy. Po nim stary włos zostaje uwolniony, a mieszek może ponownie wejść w anagen. Podawane w badaniach proporcje katagenu i telogenu różnią się zależnie od metody oceny, ale nie zmienia to podstawowej zasady: tylko część mieszków jest w danej chwili poza fazą wzrostu.

Samo wypadnięcie włosa nie oznacza więc, że mieszek przestał działać. Jest naturalnym etapem cyklu. Problem pojawia się między innymi wtedy, gdy więcej mieszków niż zwykle przechodzi w spoczynek, faza wzrostu się skraca albo kolejne włosy stają się cieńsze.

Co oznacza „sygnałowe” działanie peptydów?

Peptydy to krótkie łańcuchy aminokwasów. W badaniach nad włosami interesujące są nie tylko jako składniki preparatu, lecz przede wszystkim jako cząsteczki mogące oddziaływać na sygnalizację komórkową. Chodzi o procesy, dzięki którym komórki mieszka i otaczającej go tkanki reagują na bodźce regulujące wzrost, przebudowę oraz spoczynek.

Nie oznacza to, że peptyd „karmi” gotowy włos i w ten sposób uruchamia jego wzrost. Widoczna nad skórą łodyga włosa nie steruje cyklem. Z punktu widzenia odrostu znaczenie mają żywe komórki mieszka i warunki panujące wokół niego. Dlatego badacze sprawdzają, czy określone peptydy mogą zmieniać aktywność tych komórek, wpływać na czynniki wzrostu lub na macierz zewnątrzkomórkową — strukturę otaczającą komórki w tkance.

„Peptydy” nie są jednak jedną substancją o jednolitym działaniu. Różnią się budową i badanymi właściwościami. Informacja, że jeden z nich wpłynął na określony proces biologiczny, nie pozwala przypisać tego efektu wszystkim składnikom opisywanym na opakowaniu jako peptydowe.

Na które etapy cyklu mogą wpływać peptydy?

Najczęściej badana możliwość dotyczy wejścia mieszka w anagen lub podtrzymania warunków sprzyjających aktywnemu wzrostowi. Gdyby taki wpływ udało się potwierdzić u ludzi dla konkretnego preparatu, mógłby mieć znaczenie dla liczby włosów rosnących w danym momencie. Samo wykrycie zmian w komórkach lub w aktywności wybranego szlaku sygnałowego jeszcze tego nie dowodzi.

Przykładem związku badanego w tym kontekście jest GHK-Cu, czyli peptyd wiążący miedź. Opisywano jego możliwy wpływ między innymi na VEGF — czynnik związany z powstawaniem naczyń krwionośnych — oraz na przebudowę macierzy zewnątrzkomórkowej. Są to procesy ważne dla środowiska mieszka, lecz ich zmiana nie musi automatycznie przełożyć się na zauważalny odrost włosów.

W doświadczeniu na myszach preparat z GHK-Cu przyspieszał przechodzenie mieszków do fazy wzrostu. Autorzy wiązali obserwowany efekt między innymi z czynnikami wzrostu i aktywnością szlaku Wnt/β-katenina, uczestniczącego w regulacji pracy mieszka. To cenna wskazówka dotycząca możliwego mechanizmu, ale wyniku uzyskanego u zwierząt nie można przenieść wprost na człowieka. Cykl włosowy myszy różni się od ludzkiego, podobnie jak warunki eksperymentu od codziennego stosowania kosmetyku.

Peptydy bada się również pod kątem wpływu na przebudowę tkanki wokół mieszka. Nie należy jednak sprowadzać katagenu i telogenu do „złych” faz, które trzeba wyeliminować. Są naturalnymi częściami cyklu. Ewentualne działanie preparatu miałoby znaczenie przede wszystkim wtedy, gdy poprawiałoby zaburzony przebieg tego cyklu w określonej sytuacji klinicznej.

Czy działanie na komórki oznacza skuteczność przeciw wypadaniu włosów?

Nie. Mechanizm biologiczny i skuteczność kliniczna to dwie różne kwestie. Badanie laboratoryjne może pokazać, że komórki reagują na peptyd. Badanie na zwierzętach może wskazać zmianę fazy cyklu włosowego. Dopiero odpowiednio zaprojektowane badania u ludzi pozwalają ocenić, czy dany sposób stosowania przynosi istotną poprawę, na przykład zwiększenie liczby włosów na określonym obszarze skóry głowy.

Przeglądy badań nad krótkimi peptydami opisują zarówno wyniki przedkliniczne, jak i dane uzyskane u ludzi, lecz wskazują też na niedostatek badań klinicznych i ograniczenia stosowanych modeli. Nie ma więc podstaw, by przypisywać całej grupie peptydów jednakową, potwierdzoną skuteczność w leczeniu łysienia. Nawet obiecujący wynik dla określonej cząsteczki nie potwierdza działania dowolnego serum zawierającego ją w innym stężeniu i postaci.

Istotna jest również droga podania. Substancja nałożona na skórę głowy musi dotrzeć tam, gdzie mogłaby oddziaływać na żywe komórki mieszka. Wynik doświadczenia z użyciem specjalnego nośnika lub innej metody dostarczania peptydu nie oznacza, że zwykły preparat nakładany na powierzchnię skóry zadziała tak samo.

Jak rozsądnie oceniać preparat z peptydami?

Jeśli rozważasz stosowanie takiego produktu, warto przyjrzeć się nie tylko obietnicy „pobudzenia mieszków”, ale też temu, co ją potwierdza:

  • Sprawdź, czy dane dotyczą konkretnego peptydu i gotowego preparatu, czy tylko ogólnej kategorii składników.
  • Ustal, czy efekt badano u ludzi, czy wyłącznie w hodowli komórek albo na zwierzętach.
  • Zwróć uwagę, co mierzono: zmianę w komórkach, liczbę włosów, ich grubość czy ocenę wyglądu fryzury.

Warto też ustalić, z jakim problemem masz do czynienia. Wypadanie włosów i ich stopniowe przerzedzanie nie muszą mieć tej samej przyczyny. Preparat oceniany u osób z jednym typem utraty włosów nie musi przynieść podobnego efektu przy innym. Peptydowy kosmetyk nie zastępuje rozpoznania przyczyny problemu.

Codzienna liczba włosów w odpływie również nie jest wiarygodnym testem skuteczności. Często podaje się utratę około 100–150 włosów dziennie jako typowy zakres, ale widoczna liczba zależy choćby od częstotliwości mycia i czesania. Do obserwacji zmian przydatniejsze mogą być zdjęcia przedziałka wykonywane regularnie w podobnym oświetleniu i z tej samej odległości. Jeśli przerzedzenie postępuje, pojawiają się wyraźne ogniska bez włosów lub nasilone wypadanie się utrzymuje, warto skonsultować się z dermatologiem zamiast opierać decyzję wyłącznie na obietnicach dotyczących cyklu włosa.

Przeczytaj również: