Każdy słyszał o Jedwabnem, nie każdy wie o tym, co zdarzyło się 6 grudnia 1942 r. „Spalili żywcem całą rodzinę, nawet malutkie dziecko”

Cały świat słyszał o stodole w Jedwabnem. Gross napisał w „Sąsiadach” o stodole, w której spłonęli Żydzi. Nie napisał za to o Polakach spalonych żywcem za ukrywanie żydowskich sąsiadów. Dlaczego? Czy dlatego, że prawda burzy jego chore widzenie świata? Dlaczego Gross nie napisał o rodzinie Kowalskich? O innych polskich rodzinach, które oddały życie za żydowskich sąsiadów, chociaż udzielanie im pomocy nie było ich obowiązkiem, a było szalonym ryzykiem, za które zapłacili najwyższą cenę?

Sąsiedzi spaleni żywcem, rozstrzelani i mordowani

Ciepielowo to wieś pod Radomiem. Wieś jakich wiele, której mieszkańcy, jak wielu innych w czasie drugiej wojny światowej, ukrywali Żydów. Zapłacili za to najwyższą cenę. W 1942 roku Niemcy za pomoc Żydom spalili żywcem trzydziestu czterech mieszkańców tej wioski. Wśród nich całą rodzinę Kowalskich – Bronisławę, Adama i pięcioro ich dzieci. Jesienią 1942 roku Adam i Bronisława Kowalscy przyjęli pod swój dach Elkę Cukier i Bereka Pinechesa, syna ciepielowskiego krawca. Podobnie zrobiły rodziny Obuchiewiczów, Kosiorów i Skoczylasów, które również udzieliły schronienia żydowskim sąsiadom.

[quote]Nie na długo. Już 6 grudnia wioskę otoczyli żandarmi. Adama Kowalskiego, jego żonę Bronisławę oraz ich dzieci – szesnastoletnią Janinę, dwunastoletnią Zofię, sześcioletniego Stefana, czteroletniego Henryka oraz rocznego Tadeusza – przeprowadzili do drewnianego domostwa Obuchów położonego w sąsiedztwie ich domu. Wrzucili ich do środka, zaryglowali drzwi, otoczyli budynek i podpalili go. Z płonącego domu udało się wybiec mocno poparzonej Janinie. Niemcy ją zastrzelili i ciągnąc za warkocz wrzucili spowrotem do środka. Spalili żywcem całą rodzinę, nawet malutkie dziecko. [/quote]

Za pomoc Żydom w Ciepielowie i pobliskiej Rękawce 6 i 7 grudnia 1942 roku Niemcy zastrzelili lub spalili żywcem także innych Polaków – sześcioosobową rodzinę Obuchiewiczów (w tym siedmiomiesięczne dziecko), czternaście osób z rodziny Kosiorów (w tym pięcioro dzieci poniżej 15. roku życia: ośmioletniego Jana, pięcioletniego Mieczysława, czteroletniego Mariana, trzyletnią Teresę oraz 13-letnią Henrykę Kordulę, która przypadkowo znalazła się w domu Kosiorów) oraz Piotra Skoczylasa z ośmioletnią córką Leokadią.

Warto zwrócić uwagę, że na trzydzieści cztery zamordowane osoby połowa to były dzieci. Dzieci, których rodzice zaryzykowali ich życiem, by pomóc żydowskim sąsiadom, czasem zupełnie obcym ludziom, którzy zapukali do ich drzwi. Wobec tych faktów, zarzuty, że Polacy pomogli zbyt małej liczbie Żydów są po prostu haniebne. Dlaczego Gross ani jemu podobni nie zadają dość prostego pytania – ilu Żydów zaryzykowało by życiem swoich dzieci, by ratować Polaków? A ilu z uratowanych zachowało się jak Abram Tauber, któremu w czasie wojny żołnierze AK uratowali życie, a który jako komendant Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa w Chodlu osobiście zamordował ludzi, dzięki którym przeżył wojnę? Ilu uratowanych Żydów zostało ubekami, wielce zasłużonymi w mordowaniu Polaków? Dlaczego nikt nie pamięta dziś o Jadwidze Sałek – Deneko, która wyprowadzała z warszawskiego getta Żydów i ukrywała ich po „aryjskiej” stronie, między innymi w klasztorach? Jadwiga nie tylko pomagała Żydom, ale także działała w konspiracji. 25 listopada 1943 roku punkt kolportażowy, który prowadziła, został odkryty przez Niemców. Podczas rewizji oprócz prasy znaleźli oni także ukrywającą się w mieszkaniu rodzinę żydowską. 6 stycznia 1944 r. Jadwigę Sałek-Deneko Niemcy rozstrzelali w ruinach getta wraz z 11 Żydówkami o nieustalonych danych.

Pomagali – mimo najstraszliwszych represji

Za pomoc Żydom rozstrzelane zostały także inne polskie rodziny, w tym rodzina Baranków. Łucja i Wincenty Barankowie, mieszkańcy podmiechowskiej wsi Siedliska, ukrywali w swym domu 4 Żydów – krawców z Miechowa. Nie wiadomo, jak na trop ukrywanych wpadli Niemcy – czy był to donos, czy Niemcy przechwycili listy rodzin żydowskich, czy wydał ich torturowany przez gestapo członek miechowskiej komórki AK. Faktem jest, że 15 marca 1942 roku nad ranem wpadli do gospodarstwa Baranków. Szybko znaleźli ukrywających się w chlewie Żydów. Rozstrzelali ich na podwórku, przy studni. Łucja i Wincenty oraz dwaj ich synowie dwunastoletni Henryk i dziesięcioletni Tadeusz zostali zamordowani w stodole. Podobny los spotkał czterech braci którzy wraz z innymi mieszkańcami wsi Pantalowice i Hadle Szklarskie na Rzeszowszczyźnie ukrywali w leśnym bunkrze kilkoro Żydów. Nie mieli dylematów Bartoszewskiego i nie zastanawiali się, czy ktoś zobaczy, ile chleba niosą – dostarczali Żydom jedzenie. Nie zdradził ich sąsiad. Nie wydali Polacy. Niemcy schwytali jedną z ukrywających się w bunkrze Żydówek. Podczas przesłuchania (zapewne bardzo brutalnego) zdradziła nazwiska swoich dobroczyńców. 4 grudnia 1942 roku Niemcy rozstrzelali braci: najstarszy, Władysław miał 31 lat, najmłodszy Tadeusz 19. Wraz z nimi za tę samą „zbrodnię” zginęli też Emilia i Wincenty Lewandowscy, Zofia i Jakub Kuszek oraz Zofia Kubicka.

Za pomoc Żydom Polacy ginęli każdego dnia przez całą okupację. Nie wszystkie przypadki zostały odnotowane, nie wszystkie zapamiętane. Część z nich żyje tylko w pamięci mieszkańców wsi i miasteczek, pamiętających, że któryś z sąsiadów ukrywał Żydów. I tylko w ich pamięci. Instytut Yad Vashem niestety nie o wszystkich wie i chce pamiętać. Oczywiście jest odznaczenie – „Sprawiedliwi wśród narodów świata” oraz drzewka dla ludzi, którzy ratowali Żydów. Hańbą jest, że jest ich tak mało. Hańbą jest, że dziesiątki Polaków, którzy pomagali Żydom nigdy nie doczekali się za to wdzięczności. Nikt im nigdy nie podziękował, nie wręczył orderu, nie zapisał ich nazwisk.

Wyolbrzymia się kilku szmalcowników, zachodnie media wciąż piszą o „polskich obozach koncentracyjnych” i niewiele osób ma tyle mądrości, co Szewach Weis, który potrafi dostrzec i docenić bohaterstwo Polaków. Ich głos zbyt często ginie w fali krytyki, której poddawane są nawet projekty upamiętnienia polskich bohaterów. Arkadiusz Gołębiowski i Maciej Pawlicki nakręcili film pt. „Rodzina Kowalskich” w zbeletryzowany sposób pokazujący ich męczeństwo.

Po jego premierze na stronie internetowej www.sprawiedliwi.org, prowadzonej przez Muzeum Historii Żydów Polskich można było znaleźć krytykę tego filmu, a w jego recenzji przeczytać o „nazistach”, którzy zabili polską rodzinę. Nazistach, nie Niemcach. Można też było przeczytać, że twórcy zawyżyli liczbę Polaków pomagających Żydom a jego fabularyzowane fragmenty są „propagandowe i sztuczne”. Cóż, każdy ma prawo do własnej oceny, ale może w takim razie autor recenzji odniósłby się z równym zacięciem do kłamstw opowiadanych przez Grossa?

Aldona Zaorska, tekst ukazał się w „Warszawskiej Gazecie”

Artykuł Każdy słyszał o Jedwabnem, nie każdy wie o tym, co zdarzyło się 6 grudnia 1942 r. „Spalili żywcem całą rodzinę, nawet malutkie dziecko” pochodzi z serwisu Niezłomni.com.

   źródło: niezlomni.com

czytaj dalej

Niewielu o nim dziś słyszało, a uratował tysiące Polaków przed śmiercią z rąk UPA. ,,Kilka tysięcy Ukraińców czekało, aby ich wymordować…” [WIDEO]

Kpt. Władysław Kochański ,,Bomba” to postać, której próżno szukać w podręcznikach historii. Kiedy w 1943 r. dla Polaków na Wołyniu rozpoczął się koszmar, dzięki niemu życie ocaliło wielu rodaków.

W cyklu ,,Bohaterowie” na łamach ,, Do Rzeczy” historyk Wojciech Königsberg przypomniał postać Kochańskiego.

Dzięki jego dowództwu od pięciu do dziesięciu tysięcy ludzi zdołało ewakuować się z Huty Stepańskiej, podczas gdy kilka tysięcy Ukraińców czekało, aby ich wymordować

– powiedział.

https://vimeo.com/244854076

Artykuł Niewielu o nim dziś słyszało, a uratował tysiące Polaków przed śmiercią z rąk UPA. ,,Kilka tysięcy Ukraińców czekało, aby ich wymordować…” [WIDEO] pochodzi z serwisu Niezłomni.com.

   źródło: niezlomni.com

czytaj dalej

„Wszystko dla Polski…”. 27 listopada 1942 r. Niemcy rozpoczęli akcję, której celem było ,,oczyszczenie” Europy Wschodniej ze Słowian. Ale Polacy powiedzieli dość [WIDEO]

„Wszystko dla Polski – Powstanie Zamojskie 1942-1944” to film Magdaleny i Rafała Kołodziejczyków. Opowiada o tragicznych losach polskiej ludności zamieszkującej Zamojszczyznę w okresie II wojny światowej, o niemieckich akcjach wysiedleńczych i pacyfikacyjnych na tym terenie oraz bohaterskiej walce zbrojnej oddziałów Armii Krajowej i Batalionów Chłopskich w obronie ludności cywilnej oraz na rzecz wywalczenia niepodległości.

Warto dodać, że obraz Magdaleny i Rafała Kołodziejczyków zajął drugie miejsce w kategorii dokument fabularyzowany na Festiwalu Polonijnym „Losy Polaków” w Warszawie.

https://www.youtube.com/watch?v=XR5Ie1CQCEA&feature=share

74 lata temu, w nocy z 27 na 28 listopada 1942 roku, Niemcy rozpoczęli na Zamojszczyźnie zakrojoną na szeroką skalę akcję wysiedleńczą. Jej bilans był tragiczny – do sierpnia 1943 roku, okupanci przeprowadzili brutalną pacyfikację prawie 300 polskich wsi. Ponad 100 tys. ich mieszkańców wywieziono z domów, a ich miejsce zajęli niemieccy koloniści z różnych części Europy. Wśród wypędzonych było przeszło 30 tys. dzieci.

Infografika PAP

Artykuł „Wszystko dla Polski…”. 27 listopada 1942 r. Niemcy rozpoczęli akcję, której celem było ,,oczyszczenie” Europy Wschodniej ze Słowian. Ale Polacy powiedzieli dość [WIDEO] pochodzi z serwisu Niezłomni.com.

   źródło: niezlomni.com

czytaj dalej

Człowiek, który nie pozwolił Niemcom zapomnieć o ich zbrodniach. Za jego sprawą Trzecia Rzesza została uznana za „państwo bezprawia”. [WIDEO]

Działając w powojennej, a więc pozornie sprzyjającej rzeczywistości, Fritz Bauer często natrafiał na niechęć czy wręcz sprzeciw kolegów, mających nierzadko niejasną przeszłość uwikłaną w narodowy socjalizm. Również państwo niemieckie starało się unikać rozliczania z udziału w zbrodniach nazistowskich.

Dlatego Bauer nie ufał jego organom. Stąd też o większości jego dokonań dowiedzieliśmy się dopiero po jego śmierci. Śmierci nader tajemniczej. Kim tak naprawdę był ten osamotniony wojownik o prawdę?

„Ciężkie dębowe drzwi przy frankfurckiej Gerichtstraße otwarły się bezgłośnie, gdy dwudziestosiedmioletni Michael Maor niepostrzeżenie wszedł do ciemnego budynku.

Drogę szczegółowo opisano mu już wcześniej. Na prawo kamienne schody prowadziły na drugie piętro, gdzie otwierała się rozległa przestrzeń niczym wspaniały, oświetlony światłem księżyca podwórzec, wyłożony zielonym linoleum. Wzrok padał od razu na wyróżniające się od reszty, jakby znajdowały się na podeście, białe drzwi, oflankowane z prawa i lewa przez marmurowe kolumny, które w ciemności nie wydawały się brązowo-czerwone, lecz czarne. Nie możesz nie trafić, powiedziano mu.

Zlecenie dla byłego izraelskiego komandosa brzmiało: sfotografować dokumenty leżące z lewej strony stołu. Stół znajdował się w biurze prokuratora generalnego Frankfurtu. Pachniało tam cygarami, długie zasłony były zaciągnięte, a na ścianach wisiały nowoczesne obrazy. Z lewej strony na biurku, oddzielony od pozostałych papierów, leżał stos dokumentów.

Były to dokumenty z okresu Trzeciej Rzeszy, raporty, również fotografie − przypominał sobie Maor. Wszędzie widniały swastyki.

[caption id="attachment_44868" align="alignleft" width="342"] Adolf Eichmann,
Eichmannreferat_BusStop3_2009.jpg: Sargoth
derivative work: Der Bischof mit der E-Gitarre/wikimediacommons.org[/caption]

Były to akta Adolfa Eichmanna, niesamowicie ambitnego głównego organizatora Holocaustu, który wymordowanie milionów Żydów zaplanował aż po najdrobniejszy biurokratyczny detal. Nie dalej jak po kilku tygodniach po tej nocnej akcji, wieczorem 11 maja 1960 roku, izraelskie służby specjalne Mossad uprowadziły narodowosocjalistycznego zbrodniarza z jego kryjówki w Buenos Aires. Eichmann, oszołomiony środkami farmakologicznymi i przebrany w mundur linii lotniczych El Al, został wywieziony w pierwszej klasie samolotu pasażerskiego do Izraela. Miało wtedy dojść do jednego z najbardziej znaczących procesów karnych XX wieku, stanowiącego moment zwrotny dla młodego jeszcze izraelskiego państwa. Ale najistotniejsze decyzje zapadły we Frankfurcie.

To tam w roku 1957 wpłynął list, od którego wszystko się zaczęło. Człowiek o nazwisku Lothar Hermann, Żyd urodzony w Niemczech, który przed narodowymi socjalistami schronił się w Argentynie, donosił w nim o odkryciu, że Eichmann ukrywa się pod fałszywym nazwiskiem na przedmieściach Buenos Aires. Dowiedział się tego przez przypadek: jego córka zakochała się akurat w synu masowego mordercy. W tym czasie nie było jeszcze instytucji, do której mógłby się zwrócić przerażony ojciec. Rząd izraelski skoncentrowany był wciąż jeszcze na pilnych sprawach obronności kraju, Amerykanie niedawno oddali odpowiedzialność za ściganie zbrodniarzy narodowosocjalistycznych stronie niemieckiej, a tam w wymiarze sprawiedliwości wielu sędziów i prokuratorów było uwikłanych w brunatną przeszłość. Jedynie prokurator generalny we Frankfurcie na własną rękę rozpoczął poszukiwania Eichmanna.

Prokurator generalny Fritz Bauer był postacią wyjątkową, dlatego jego sława sięgnęła po Argentynę i Izrael. Był to socjaldemokrata żydowskiego pochodzenia, któremu w roku 1936 udało się w ostatniej chwili uciec, a po roku 1945 powrócił właśnie do tej gałęzi niemieckiej administracji, która była najsilniej nacechowana działaniem brunatnych grup wsparcia, czyli do wymiaru sprawiedliwości, aby walczyć o ukaranie zbrodniarzy narodowosocjalistycznych. Do niego właśnie Lothar Hermann wysłał nieprawdopodobną, wywołującą wielkie poruszenie wiadomość na temat Eichmanna.

Izraelski agent w ciemnym biurze Fritza Bauera właśnie ustawiał swój aparat fotograficzny, gdy drgnął z przerażenia. „Nagle usłyszałem kroki, a przez szparę pod drzwiami wpadło światło”. Michael Maor szybko schował się za biurko; człowiek na zewnątrz zbliżał się po zielonym linoleum wolnymi, dziwnie ociężałymi krokami. Sprawiało to wrażenie, jakby ciągnął za sobą jakiś ciężar.

Maor zastygł w bezruchu aż do czasu, gdy uświadomił sobie, że musiała to być sprzątaczka. „Najwyraźniej była trochę niedbała”, gdyż zaoszczędziła sobie pracy w zadymionym, sześćdziesięciometrowym biurze prokuratora generalnego i poczłapała dalej. Światło za nią ponownie zgasło.

Akta Eichmanna, których zawartość jeszcze tego dnia dotarła do Mossadu, nie przypadkiem leżały osobno na biurku prokuratora. Nocnego gościa zaprosił sam Fritz Bauer. Było to raczej tajne przekazanie danych niż włamanie. Tak dyskretne, że nie dowiedział się o tym nikt, nawet najściślejszy krąg współpracujących z Bauerem prawników.
Fritz Bauer wystarczająco często był świadkiem sytuacji, gdy oskarżonych o zbrodnie Trzeciej Rzeszy ostrzegali o mającym nastąpić aresztowaniu funkcjonariusze, potajemnie przekazując im te niezwykle ważne informacje. W policji istniały niezliczone tego typu miejsca przecieków. Dlatego kierowanej przez Bauera i zajmującej się zbrodniami Trzeciej Rzeszy niewielkiej grupie śledczych zakazano używania dalekopisów do przesyłania meldunków, gdyż mogły przechodzić w ten sposób przez wiele rąk. Jeden z członków tej grupy, Joachim Kügler, przypomina sobie: „Gdy podczas mojej pracy nad procesem dotyczącym Auschwitz musiałem nadać meldunek, szedłem na rynek i prosiłem o tę przysługę handlarza warzyw”.

Dyskrecja była zatem przykazaniem numer jeden. Ukrywający się zbrodniarze narodowosocjalistyczni w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych otrzymywali systematycznie ostrzeżenia nawet za pomocą własnego biuletynu „Warndienst West”, rozsyłanego przez hamburski oddział Niemieckiego Czerwonego Krzyża – kierowany przez byłego Obersturmbannführera SS – do związków byłych żołnierzy Wehrmachtu i SS zamieszkałych w różnych krajach związkowych. Źródło tych ostrzeżeń ulokowane było bezpośrednio w bońskim centrum władzy. Stanowiło je założone w roku 1950 Centralne Biuro Ochrony Prawnej (Zentrale Rechtsschutzstelle) dla podejrzanych o zbrodnie narodowosocjalistyczne, które do 1953 roku znajdowało się w Ministerstwie Sprawiedliwości, a następnie w Ministerstwie Spraw Zagranicznych, i kierowane było przez byłego prokuratora działającego w sądzie specjalnym Trzeciej Rzeszy we Wrocławiu (Breslau). Gdy pewnego razu zespół Fritza Bauera natrafił na ślad najaktywniejszego współpracownika narodowosocjalistycznego programu eutanazji, Reinholda Vorberga, i złożył w bońskim sądzie prośbę o pozwolenie na dyskretne śledztwo, nawet sędzia osobiście przekazał tę istotną informację miejscowemu adwokatowi, dzięki czemu Vorbergowi udało się uciec do Hiszpanii.

Fragment rozdziału O Niemcu, który postawił Eichmanna przed sądem. Jego tajemnica, Ronen Steinke, Fritz Bauer. Auschwitz przed sądem, Wyd. Replika, Zakrzewo 2017.

Fritz Bauer ‒ człowiek który nie pozwolił Niemcom zapomnieć o przeszłości

Pracując w wymiarze sprawiedliwości rodzącej się Niemieckiej Republiki Federalnej, prokurator Fritz Bauer starał się być głosem jej sumienia. Więzień obozów, zbiegły żyd, który w 1949 r. powrócił do Niemiec, by objąć stanowisko prokuratora generalnego Hesji we Frankfurcie nad Menem.

Za jego sprawą zrehabilitowano uczestników zamachu na Hitlera z 20 lipca 1944 r., a Trzecia Rzesza oficjalnie została uznana przez sąd za „państwo bezprawia”. To Bauer przekazał izraelskiemu Mosadowi trop, który doprowadził do porwania i osądzenia Adolfa Eichmanna. Ogromny był także jego wkład w przeprowadzony w latach 60. we Frankfurcie proces zbrodniarzy SS z KL Auschwitz-Birkenau.

Działając w powojennej, a więc pozornie sprzyjającej rzeczywistości, Fritz Bauer często natrafiał na niechęć czy wręcz sprzeciw kolegów, mających nierzadko niejasną przeszłość uwikłaną w narodowy socjalizm. Również państwo niemieckie starało się unikać rozliczania z udziału w zbrodniach nazistowskich. Dlatego Bauer nie ufał jego organom. Stąd też o większości jego dokonań dowiedzieliśmy się dopiero po jego śmierci. Śmierci nader tajemniczej. Kim tak naprawdę był ten osamotniony wojownik o prawdę?

Ronen Steinke ‒ także prawnik, a zarazem dziennikarz ‒ zarysowuje historię człowieka, który po wojnie atakowany był w NRF jak nikt inny. Korzystając z niepublikowanych wcześniej źródeł, odtwarza dzieje wielkiego prawnika i humanisty, którego osobiste losy stały się sprawą polityczną. Spisuje biografię niemieckiego Żyda, który cudem uniknął nazistowskich prześladowań, po to by przywracać elementarne poczucie sprawiedliwości.

Gdy opuszczam moje biuro, wkraczam na wrogie terytorium – Fritz Bauer

Artykuł Człowiek, który nie pozwolił Niemcom zapomnieć o ich zbrodniach. Za jego sprawą Trzecia Rzesza została uznana za „państwo bezprawia”. [WIDEO] pochodzi z serwisu Niezłomni.com.

   źródło: niezlomni.com

czytaj dalej

Polacy uratowali brytyjskie miasto przed zagładą. Teraz Brytyjczycy podziękowali im w szczególny sposób – zobacz świetny klip! [WIDEO]

Oto świetny film nagrany podczas polskiego dnia w Exeter. Nad ratuszem zawisła polska flaga, a bohaterowie z Dywizjonu 307 zostali upamiętnieni w szczególny sposób.

Polacy mieli do dyspozycji zaledwie cztery samoloty przeciwko 40 niemieckim junkersom. Mimo takiej przewagi przeciwnika zdołali zestrzelić cztery samoloty pełne ładunków wybuchowych. To ocaliło miasto, które po ataku Niemców prawdopodobnie przestałoby istnieć.

https://www.youtube.com/watch?v=-NgJLxvyn20&feature=youtu.be

Piękna historia łączy obecne pokolenia, na co zwrócił uwagę burmistrz miasta Lesley Robson.

Dziś w mieście jest tak wiele dzieci o korzeniach polsko-angielskich. (…) W moim okręgu jest mnóstwo Polaków – niektórzy przybyli tu po rozszerzeniu Wspólnoty, ale wielu to ciągle dzieci i wnuki ludzi, którzy żyli tu podczas wojny

– powiedział. Przyszłe pokolenia o bohaterach będą pamiętać dzięki tablicy wewnątrz XI-wiecznej miejskiej katedry.

Od 1941 do 1943 r. Exeter było bronione nocą przez polski dywizjon 307 pod dowództwem Królewskich Sił Powietrznych. 4 maja 1942 r. dywizjon odegrał kluczową rolę w ocaleniu miasta przed zniszczeniem i większą liczbą ofiar

– czytamy na niej.

Artykuł Polacy uratowali brytyjskie miasto przed zagładą. Teraz Brytyjczycy podziękowali im w szczególny sposób – zobacz świetny klip! [WIDEO] pochodzi z serwisu Niezłomni.com.

   źródło: niezlomni.com

czytaj dalej

22 listopada 1940 dokonano pierwszego zbiorowego mordu w Auschwitz – na Polakach

Prowokatorzy z „New York Timesa” i inni kłamcy piszą o tym niemieckim obozie śmierci, że był „polskim obozem koncentracyjnym”. Potem obłudnie przepraszają. A potem znów kłamią… Badają wytrzymałość Polaków. A przecież Niemcy zamęczyli tu 70 tysięcy Polaków.

22 listopada 1940 r. w obozie dokonano pierwszego zbiorowego mordu – na 40 Polakach. Takich polskich dat w Auschwitz będzie więcej. Przez pamięć o naszych rodakach potępiajmy kłamców i żądajmy postawienia ich przed sądem.

Zofia Kossak-Szczucka, więźniarka Auschwitz, pisała w „Dekalogu Polaka”:

Nie pozwól, by ubliżano Polsce, poniżając Jej wielkość i Jej zasługi, Jej dorobek i Majestat.

KL Auschwitz-Birkenau wybudował rząd niemiecki w roku 1940. Utrzymywany był z budżetu Deutsches Reich. Stąd jego niemiecki charakter. Nie „nazistowski”, lecz niemiecki, rządowy. Utworzono go na polskiej ziemi, bo tu było najwięcej „podludzi” do unicestwienia.

Był obozem zagłady dla Polaków, Żydów i innych narodowości. Według Delegatury Rządu RP na Kraj, w Auschwitz-Birkenau około 51 proc. więźniów stanowili Żydzi, około 35 proc. Polacy, około 14 proc. przedstawiciele 30 innych narodów.

Był jednym z wielu niemieckich obozów niewolniczej pracy i śmierci. Jego wyjątkowość polegała na tym, że tu zamęczono najwięcej ludzi. Ile? Dokładnie nie wiemy, co najmniej milion. Szacuje się, że około 2/3 z nich to Żydzi. Po nich największą grupą byli Polacy. Umierali tu także obywatele sowieccy, Romowie, Belgowie, Czesi, Słowacy, Duńczycy, Francuzi, Grecy, Holendrzy, obywatele Jugosławii, Norwegowie, Rumuni, Węgrzy, Włosi, Hiszpanie, Szwajcarzy, Turcy, Brytyjczycy, Amerykanie, nawet nieliczni Niemcy i Austriacy, uznani za „zdrajców narodu niemieckiego”.

Cześć pamięci zamęczonych! Hańba kłamcom, którzy na ich śmierci robią po latach polityczne geszefty!

Piotr Szubarczyk, artykuł „Niemiecki KL Auschwitz” („Nasz Dziennik”, 22 listopada 2013 r.)

na zdjęciu powyżej: egzekucja pod Ścianą Straceń, obraz b. więźnia Władysława Siwka

Artykuł 22 listopada 1940 dokonano pierwszego zbiorowego mordu w Auschwitz – na Polakach pochodzi z serwisu Niezłomni.com.

   źródło: niezlomni.com

czytaj dalej

Niezwykle realistyczny animowany film o zbrodniach na Polakach podczas II wojny światowej [WIDEO +18]

Brutalnie realistyczny film animowany Arkadiusza Olszewskiego przedstawiający najbardziej dramatyczne z wydarzeń, jakie dotknęły Polaków w czasie II wojny światowej. Ukazane są początki II wojny światowej, jak i niemieckie obozy zagłady. Dramatyczne sceny ukazane w tym filmie uświadamiają nam ból i cierpienie ludzi którzy przeszli piekło w czasie tamtych dni.

Zwiastun filmu:

https://www.youtube.com/watch?v=DKT_QXAo1m4

Cały film:

https://www.youtube.com/watch?v=8u_4z0pmukE

Artykuł Niezwykle realistyczny animowany film o zbrodniach na Polakach podczas II wojny światowej [WIDEO +18] pochodzi z serwisu Niezłomni.com.

   źródło: niezlomni.com

czytaj dalej

O czym warto pamiętać, kiedy Niemcy szukają nazistów w Polsce… [WIDEO]

Gorzka prawda o stosunku SS-manów do polskich więźniów, czyli np. o tym, jak za zabicie Polaka Niemiec mógł dostać urlop okolicznościowy. Mówi Kazimierz Zając, więzień KL Auschwitz nr 261.

https://www.youtube.com/watch?v=QNOHfeNxG_4

dłuższa relacja:

https://youtu.be/QJ7Ueq0MbkA?t=2m32s

Artykuł O czym warto pamiętać, kiedy Niemcy szukają nazistów w Polsce… [WIDEO] pochodzi z serwisu Niezłomni.com.

   źródło: niezlomni.com

czytaj dalej

Szokujące doniesienia CIA na temat Stepana Bandery! Oto kim był NAPRAWDĘ!

CIA od jakiegoś czasu publikuje liczne dokumenty dotyczące wydarzeń z całego świata. Kilka tygodni temu pojawiły się zaskakujące informacje na temat największego terrorysty Osamy Bin Ladena. Teraz elektroniczna biblioteka CIA opublikowała prawie 300 stron dokumentów dotyczących lidera Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów […]    za wrealu24.pl

czytaj dalej

Histeryczny apel Niemców! A jednak się boją. Chodzi o reparacje?

Prawo i Sprawiedliwość kilka miesięcy temu poruszyło problem niespłaconych reparacji wojennych przez Niemcy. Miliony pomordowanych Polaków, straty materialne szacowana na biliony złotych. I choć niemieckie władze nic sobie nie robią z żądań rządu Beaty Szydło to wyjątkowy gest uczyniła 80-osobowa […]    za wrealu24.pl

czytaj dalej

IV rozbiór Polski – jak podzielono tereny II Rzeczypospolitej [mapy]

Pakt Ribbentrop-Mołotow został podpisany 23 sierpnia 1939. Jednak ostatecznego podziału Polski dokonano ponad miesiąc później, 28 września, podpisując tzw. II pakt Ribbentrop-Mołotow.

powyżej: Mapa podziału Polski (rozgraniczenie według paktu Ribbentrop-Mołotow) opublikowana w dzienniku „Izwiestia” 18.09.1939

Mapa podziału ziem II Rzeczpospolitej w latach 1939-1941
polska

Ostatecznie w wyniku dokonanego rozbioru Polski Niemcy zajęły obszar ok. 186 tys. km kw., zamieszkany przez ok. 22 mln osób. 8 października 1939 r., na mocy dekretu Adolfa Hitlera, do Rzeszy wcielone zostały województwa: pomorskie, poznańskie, śląskie, większa część łódzkiego, zachodnia część krakowskiego, część warszawskiego i część kieleckiego. W sumie 92 tys. km kw., na których mieszkało ponad 9 mln osób. Wymienione obszary zostały włączone do istniejących prowincji niemieckich oraz do dwóch nowych okręgów: Wartheland (Kraj Warty) oraz Gdańsk-Prusy Zachodnie.

Z pozostałych zagarniętych przez Niemcy ziem polskich, dekretem Hitlera z 12 października 1939 r. utworzono „Generalne Gubernatorstwo dla okupowanych ziem polskich”, składające się z dystryktów: krakowskiego, radomskiego, warszawskiego i lubelskiego.

Związek Sowiecki, uczestnicząc w rozbiorze Polski, zajął obszar o powierzchni ponad 190 tys. km kw., z ludnością liczącą ok. 13 mln osób. Okrojona Wileńszczyzna została przez władze sowieckie w październiku 1939 r. uroczyście przekazana Litwie. Nie na długo jednak, bowiem już w czerwcu 1940 r. Litwa razem z Łotwą i Estonią zostały wcielone do ZSRS.

Ribbentrop-Molotov

Artykuł IV rozbiór Polski – jak podzielono tereny II Rzeczypospolitej [mapy] pochodzi z serwisu Niezłomni.com.

   źródło: niezlomni.com

czytaj dalej

Tak Niemcy chcieli wykorzenić polskość na zawsze: ,,Polacy nie powinni mieć teatrów, kin i kabaretów, aby im nie przywodzić ustawicznie na oczy tego, co utracili…”

Hans Frank, od października 1939 r. do stycznia 1945 r. szef administracji cywilnej na okupywanych ziemiach polskich, a następnie generalny gubernator GG, na własny użytek prowadził Dziennik, z którego pochodzą poniższe fragmenty, dotyczące zasad niemieckiej polityki okupacyjnej i stosowania terroru wobec społeczeństwa polskiego.

31 października 1939

(…) Minister Rzeszy dr Goebbels wywodzi, że cała polska organizacja rozpowszechniania wiadomości musi być zdruzgotana. Polakom nie należy pozostawiać aparatów radiowych, lecz tylko czysto informacyjne dzienniki, żadnej prasy, która wyrażałaby pewne poglądy. Zasadniczo nie powinni mieć teatrów, kin i kabaretów, aby im nie przywodzić ustawicznie na oczy tego, co utracili. Jeżeli w dużych miastach zajdzie potrzeba, jak np. w Warszawie, odciągnięcia Polaków z ulicy za pomocą przedstawień kinowych, będzie się musiało decydować o tym od przypadku do przypadku.

Fűhrer oświadczył dopiero wczoraj, że nie należy budzić u Polaków mrzonek o odbudowie, niech sobie sami coś zbudują. Nie leży też w naszym interesie obcinanie bród Żydom i ich odwszawianie. Pan gubernator generalny oświadczył, że szkoły wyższe już zamknięto. Seminaria duchowne, które armia ponownie otworzyła, będą z zasady zamknięte, gdyż chodzi w danym przypadku o wylęgarnie nienawiści do Niemców. (…)

15 sierpnia 1942

(…) Sytuacja odnośnie Polaków jest o tyle szczególna, że z jednej strony musimy tu – mówię całkiem otwarcie – tak forsować niemczyznę, aby obszar Generalnego Gubernatorstwa w przewidzianych dziesiątkach lat stał się terenem czysto niemieckiego osadnictwa, a z drugiej strony skazani jesteśmy w obecnym rozwoju sytuacji wojennej na to, aby obcoplemieńcy ( tj. Polacy ) spełniali dla nas na tym obszarze pracę, którą muszą spełniać w służbie Wielkich Niemiec.(…)

Artykuł Tak Niemcy chcieli wykorzenić polskość na zawsze: ,,Polacy nie powinni mieć teatrów, kin i kabaretów, aby im nie przywodzić ustawicznie na oczy tego, co utracili…” pochodzi z serwisu Niezłomni.com.

   źródło: niezlomni.com

czytaj dalej

Widzowie musieli być zszokowani. Mocne słowa brytyjskiego posła o Polsce podczas II wojny światowej [WIDEO]

Poseł brytyjskiej Partii Konserwatywnej Daniel Kawczyński mocno popiera starania Polski o reparacje wojenne. Urodził się w Polsce, ale jako 7-latek trafił z rodzicami do Wielkiej Brytanii. Teraz na antenie jednej z telewizji zdradził poruszającą historię, która pokazuje dramat Polaków podczas II wojny światowej.

Rodzina Kawczyńskiego pomagała Żydom i zapłaciła za to najwyższą cenę. Brat jego dziadka ukrywał osiem żydowskich rodzin w swoim gospodarstwie na wsi. Kiedy Niemcy, dowiedzieli się o tym, otoczyli budynki. Mężczyzna, którego akurat nie było na miejscu, postanowił wrócić do domu, mimo że mieszkańcy wsi ostrzegali go, że znajdują się tam Niemcy. Ale postanowił pójść, bo była tam jego żona i córka. Jednak Niemcy, którzy odkryli ukrywających się Żydów, nie znali litości. Na jego oczach zastrzelili 13-letnią córkę, później żonę, a na końcu jego samego.

Kawczyński podkreślił, że Polska była jedynym krajem, gdzie pomoc Żydom oznaczała karę śmierci.

Artykuł Widzowie musieli być zszokowani. Mocne słowa brytyjskiego posła o Polsce podczas II wojny światowej [WIDEO] pochodzi z serwisu Niezłomni.com.

   źródło: niezlomni.com

czytaj dalej

Jej śmierć powinna być symbolem niemieckiego barbarzyństwa. Tak została potraktowana 10-latka, która umierała siedem tygodni w strasznych męczarniach

Najmłodszą ofiarą ataku na Pocztę Polską w Gdańsku była 10-letnia Erwina Barzychowska, która zmarła 20 października 1939 roku. Silnie poparzona miotaczem płomieni (przy próbie opuszczenia gmachu poczty) zmarła w szpitalu po 7 tygodniach strasznych męczarni.

Dziewczynka miała wszechstronne oparzenia po ataku miotaczem ognia. Miała zaledwie 10 lat i była jedną z pierwszych dziecięcych ofiar II wojny światowej, a na pewno symbolem barbarzyństwa najeźdźców. Jej grób znajduje się na gdańskiej Zaspie. Odwiedzający jej mogiłę przynoszą pluszowe misie. Takiego samego trzyma dziewczynka uwieczniona na rzeźbie wykonanej przez studentkę ASP Hannę Kostecką. Figura znajdująca się w Zespole Szkół Łączności do dziś przypomina o strasznej historii z 1939.

Dziewczynka była wychowywana przez małżeństwo Pipków, którzy mieszkali w budynku Poczty. Jan Pipka był dozorcą budynku. Prawdopodobnie trafiła pod ich opiekę po śmierci matki.

Rodzina w budynku została do końca w pełni świadomie.

Żona dozorcy nie chciała zostawiać męża i domu. Podczas walk pomagała obrońcom, opatrywała rannych. Piekło rozpętało się, gdy pocztowcy schronili się w piwnicy, do której Niemcy wpompowali benzynę i podpalili ją miotaczami ognia. Zachęcała ich wówczas do wspólnego odmawiania modlitwy

– mówił dr Janusz Trupinda z Muzeum Historycznego Miasta Gdańska Gazecie Wyborczej Trójmiasto.

Artykuł Jej śmierć powinna być symbolem niemieckiego barbarzyństwa. Tak została potraktowana 10-latka, która umierała siedem tygodni w strasznych męczarniach pochodzi z serwisu Niezłomni.com.

   źródło: niezlomni.com

czytaj dalej

Zbrodnie podczas II wojny światowej popełnili tylko ,,naziści”? Oto co odpowiedzieli zwykli Niemcy zapytani o eksterminację Żydów i Polaków

Rok po zakończeniu II wojny światowej, gdy znane były już jej przerażające konsekwencje, w Niemczech poparcie dla dokonanej eksterminacji Żydów i Polaków było ogromne. Niemcy uważali, że ludobójstwo było koniecznością.

W 1945 r. Amerykanie wyszli ze słusznego założenia, że do sprawnego zarządzania swoją strefą okupacyjną w Niemczech, przyda się znajomość opinii podbitej ludności na najważniejsze tematy. Badania sondażowe były prowadzone w USA już od dekady, amerykańska administracja dysponowała więc odpowiednimi narzędziami do pozyskania wiarygodnych danych. Opierając się na nich można było następnie udoskonalić kierowaną do Niemców propagandę

– można przeczytać w miesięczniku „Historia Do Rzeczy”.

Po zakończeniu wojennej zawieruchy Amerykanie w swojej strefie okupacyjnej w Niemczech przeprowadzili ankiety wśród mieszkańców. W ciągu czterech lat przeprowadzono 72 badania i zadano aż 191 pytań na najróżniejsze tematy. Zapytano m.in. o czytelnictwo prasy i ocenę decyzji o eksterminacji Polaków i Żydów. Wyniki okazały się szokujące.

Ankietowani w kwietniu 1946 roku Niemcy doskonale wiedzieli, że opowiadają o swoich poglądach przedstawicielom okupanta, a jednocześnie mieli już przecież szeroką wiedzy o skali i sposobach zagłady wielu milionów ludzi. Mimo tego aż 37 procent Niemców zamieszkujących amerykańską strefę odpowiedziało, że eksterminacja „nie-aryjczyków” była konieczna dla zapewnienia bezpieczeństwa Niemiec.

Z kolei w październiku 1946 roku aż 65 procent respondentów odpowiedziało, że ludzie byli zamykani w obozach koncentracyjnych z powodów politycznych. 14 procent uważało, że trafiało się tam za „mówienie prawdy nieodpowiednim ludziom w nieodpowiednim czasie”. Z kolei po 6 procent wybrało opcję, że do obozów wysyłano obywateli z powodów religijnych lub żydowskiego pochodzenia oraz oraz tę, która mówiła, że więziono zwykłych kryminalistów.

Natomiast w grudniu 1946 roku nadal aż 21 procent Niemców uważało, że III Rzesza zaatakowała Polskę, by chronić żyjących w niej swoich obywateli. Jednocześnie 46 procent uznało ten powód za nieprawdziwy. Badania z tego samego miesiąca wykazały, że aż 61 procent Niemców można uznać za rasistów, antysemitów lub radykalnych antysemitów, pozostali to nacjonaliści oraz uprzedzeni do Żydów w niewielkim stopniu. Rok później wyniki były podobne.

źródło: Historia Do Rzeczy

Artykuł Zbrodnie podczas II wojny światowej popełnili tylko ,,naziści”? Oto co odpowiedzieli zwykli Niemcy zapytani o eksterminację Żydów i Polaków pochodzi z serwisu Niezłomni.com.

   źródło: niezlomni.com

czytaj dalej

Szwedzka historyk uderzyła w Polaków. Od razu przypomniano jej, o czym Szwedzi starają się nie pamiętać

Ingrid Lomfors, szwedzka historyk, szefowa rządowej instytucji Forum foer levande historia (Forum…

Artykuł Szwedzka historyk uderzyła w Polaków. Od razu przypomniano jej, o czym Szwedzi starają się nie pamiętać pochodzi z serwisu Niezłomni.com.

   źródło: niezlomni.com

czytaj dalej

„Mały rycerz” z 720 żołnierzami kontra 40-tysięczny Korpus Pancerny Guderiana, czyli polskie Termopile. [WIDEO]

Ruiny małego betonowego bunkra w okolicach Wizny są grobem jego dowódcy, kapitana…

Artykuł „Mały rycerz” z 720 żołnierzami kontra 40-tysięczny Korpus Pancerny Guderiana, czyli polskie Termopile. [WIDEO] pochodzi z serwisu Niezłomni.com.

   źródło: niezlomni.com

czytaj dalej

„Stał na stopniach wagonu, a te wszystkie baby obcałowywały go po rękach!”. Mason, teozof, „kapłan”, wyznawca kamienia magicznego i miejsc mocy, Komendant Główny Służby Zwycięstwu Polsce

Najwybitniejszy w Polsce badacz wolnomularstwa,  prof.  Ludwik Hass, podaje:  „W pierwszej  połowie …

Artykuł „Stał na stopniach wagonu, a te wszystkie baby obcałowywały go po rękach!”. Mason, teozof, „kapłan”, wyznawca kamienia magicznego i miejsc mocy, Komendant Główny Służby Zwycięstwu Polsce pochodzi z serwisu Niezłomni.com.

   źródło: niezlomni.com

czytaj dalej

Misja „Alsos”. Jak alianci chcieli zdobyć tajemniczą broń III Rzeszy. WIDEO

W marcu 1945 roku ani Heisenberg i Hahn, ani Gerlach i Diebner…

Artykuł Misja „Alsos”. Jak alianci chcieli zdobyć tajemniczą broń III Rzeszy. WIDEO pochodzi z serwisu Niezłomni.com.

   źródło: niezlomni.com

czytaj dalej