Człowiek, który nie pozwolił Niemcom zapomnieć o ich zbrodniach. Za jego sprawą Trzecia Rzesza została uznana za „państwo bezprawia”. [WIDEO]

Działając w powojennej, a więc pozornie sprzyjającej rzeczywistości, Fritz Bauer często natrafiał na niechęć czy wręcz sprzeciw kolegów, mających nierzadko niejasną przeszłość uwikłaną w narodowy socjalizm. Również państwo niemieckie starało się unikać rozliczania z udziału w zbrodniach nazistowskich.

Dlatego Bauer nie ufał jego organom. Stąd też o większości jego dokonań dowiedzieliśmy się dopiero po jego śmierci. Śmierci nader tajemniczej. Kim tak naprawdę był ten osamotniony wojownik o prawdę?

„Ciężkie dębowe drzwi przy frankfurckiej Gerichtstraße otwarły się bezgłośnie, gdy dwudziestosiedmioletni Michael Maor niepostrzeżenie wszedł do ciemnego budynku.

Drogę szczegółowo opisano mu już wcześniej. Na prawo kamienne schody prowadziły na drugie piętro, gdzie otwierała się rozległa przestrzeń niczym wspaniały, oświetlony światłem księżyca podwórzec, wyłożony zielonym linoleum. Wzrok padał od razu na wyróżniające się od reszty, jakby znajdowały się na podeście, białe drzwi, oflankowane z prawa i lewa przez marmurowe kolumny, które w ciemności nie wydawały się brązowo-czerwone, lecz czarne. Nie możesz nie trafić, powiedziano mu.

Zlecenie dla byłego izraelskiego komandosa brzmiało: sfotografować dokumenty leżące z lewej strony stołu. Stół znajdował się w biurze prokuratora generalnego Frankfurtu. Pachniało tam cygarami, długie zasłony były zaciągnięte, a na ścianach wisiały nowoczesne obrazy. Z lewej strony na biurku, oddzielony od pozostałych papierów, leżał stos dokumentów.

Były to dokumenty z okresu Trzeciej Rzeszy, raporty, również fotografie − przypominał sobie Maor. Wszędzie widniały swastyki.

[caption id="attachment_44868" align="alignleft" width="342"] Adolf Eichmann,
Eichmannreferat_BusStop3_2009.jpg: Sargoth
derivative work: Der Bischof mit der E-Gitarre/wikimediacommons.org[/caption]

Były to akta Adolfa Eichmanna, niesamowicie ambitnego głównego organizatora Holocaustu, który wymordowanie milionów Żydów zaplanował aż po najdrobniejszy biurokratyczny detal. Nie dalej jak po kilku tygodniach po tej nocnej akcji, wieczorem 11 maja 1960 roku, izraelskie służby specjalne Mossad uprowadziły narodowosocjalistycznego zbrodniarza z jego kryjówki w Buenos Aires. Eichmann, oszołomiony środkami farmakologicznymi i przebrany w mundur linii lotniczych El Al, został wywieziony w pierwszej klasie samolotu pasażerskiego do Izraela. Miało wtedy dojść do jednego z najbardziej znaczących procesów karnych XX wieku, stanowiącego moment zwrotny dla młodego jeszcze izraelskiego państwa. Ale najistotniejsze decyzje zapadły we Frankfurcie.

To tam w roku 1957 wpłynął list, od którego wszystko się zaczęło. Człowiek o nazwisku Lothar Hermann, Żyd urodzony w Niemczech, który przed narodowymi socjalistami schronił się w Argentynie, donosił w nim o odkryciu, że Eichmann ukrywa się pod fałszywym nazwiskiem na przedmieściach Buenos Aires. Dowiedział się tego przez przypadek: jego córka zakochała się akurat w synu masowego mordercy. W tym czasie nie było jeszcze instytucji, do której mógłby się zwrócić przerażony ojciec. Rząd izraelski skoncentrowany był wciąż jeszcze na pilnych sprawach obronności kraju, Amerykanie niedawno oddali odpowiedzialność za ściganie zbrodniarzy narodowosocjalistycznych stronie niemieckiej, a tam w wymiarze sprawiedliwości wielu sędziów i prokuratorów było uwikłanych w brunatną przeszłość. Jedynie prokurator generalny we Frankfurcie na własną rękę rozpoczął poszukiwania Eichmanna.

Prokurator generalny Fritz Bauer był postacią wyjątkową, dlatego jego sława sięgnęła po Argentynę i Izrael. Był to socjaldemokrata żydowskiego pochodzenia, któremu w roku 1936 udało się w ostatniej chwili uciec, a po roku 1945 powrócił właśnie do tej gałęzi niemieckiej administracji, która była najsilniej nacechowana działaniem brunatnych grup wsparcia, czyli do wymiaru sprawiedliwości, aby walczyć o ukaranie zbrodniarzy narodowosocjalistycznych. Do niego właśnie Lothar Hermann wysłał nieprawdopodobną, wywołującą wielkie poruszenie wiadomość na temat Eichmanna.

Izraelski agent w ciemnym biurze Fritza Bauera właśnie ustawiał swój aparat fotograficzny, gdy drgnął z przerażenia. „Nagle usłyszałem kroki, a przez szparę pod drzwiami wpadło światło”. Michael Maor szybko schował się za biurko; człowiek na zewnątrz zbliżał się po zielonym linoleum wolnymi, dziwnie ociężałymi krokami. Sprawiało to wrażenie, jakby ciągnął za sobą jakiś ciężar.

Maor zastygł w bezruchu aż do czasu, gdy uświadomił sobie, że musiała to być sprzątaczka. „Najwyraźniej była trochę niedbała”, gdyż zaoszczędziła sobie pracy w zadymionym, sześćdziesięciometrowym biurze prokuratora generalnego i poczłapała dalej. Światło za nią ponownie zgasło.

Akta Eichmanna, których zawartość jeszcze tego dnia dotarła do Mossadu, nie przypadkiem leżały osobno na biurku prokuratora. Nocnego gościa zaprosił sam Fritz Bauer. Było to raczej tajne przekazanie danych niż włamanie. Tak dyskretne, że nie dowiedział się o tym nikt, nawet najściślejszy krąg współpracujących z Bauerem prawników.
Fritz Bauer wystarczająco często był świadkiem sytuacji, gdy oskarżonych o zbrodnie Trzeciej Rzeszy ostrzegali o mającym nastąpić aresztowaniu funkcjonariusze, potajemnie przekazując im te niezwykle ważne informacje. W policji istniały niezliczone tego typu miejsca przecieków. Dlatego kierowanej przez Bauera i zajmującej się zbrodniami Trzeciej Rzeszy niewielkiej grupie śledczych zakazano używania dalekopisów do przesyłania meldunków, gdyż mogły przechodzić w ten sposób przez wiele rąk. Jeden z członków tej grupy, Joachim Kügler, przypomina sobie: „Gdy podczas mojej pracy nad procesem dotyczącym Auschwitz musiałem nadać meldunek, szedłem na rynek i prosiłem o tę przysługę handlarza warzyw”.

Dyskrecja była zatem przykazaniem numer jeden. Ukrywający się zbrodniarze narodowosocjalistyczni w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych otrzymywali systematycznie ostrzeżenia nawet za pomocą własnego biuletynu „Warndienst West”, rozsyłanego przez hamburski oddział Niemieckiego Czerwonego Krzyża – kierowany przez byłego Obersturmbannführera SS – do związków byłych żołnierzy Wehrmachtu i SS zamieszkałych w różnych krajach związkowych. Źródło tych ostrzeżeń ulokowane było bezpośrednio w bońskim centrum władzy. Stanowiło je założone w roku 1950 Centralne Biuro Ochrony Prawnej (Zentrale Rechtsschutzstelle) dla podejrzanych o zbrodnie narodowosocjalistyczne, które do 1953 roku znajdowało się w Ministerstwie Sprawiedliwości, a następnie w Ministerstwie Spraw Zagranicznych, i kierowane było przez byłego prokuratora działającego w sądzie specjalnym Trzeciej Rzeszy we Wrocławiu (Breslau). Gdy pewnego razu zespół Fritza Bauera natrafił na ślad najaktywniejszego współpracownika narodowosocjalistycznego programu eutanazji, Reinholda Vorberga, i złożył w bońskim sądzie prośbę o pozwolenie na dyskretne śledztwo, nawet sędzia osobiście przekazał tę istotną informację miejscowemu adwokatowi, dzięki czemu Vorbergowi udało się uciec do Hiszpanii.

Fragment rozdziału O Niemcu, który postawił Eichmanna przed sądem. Jego tajemnica, Ronen Steinke, Fritz Bauer. Auschwitz przed sądem, Wyd. Replika, Zakrzewo 2017.

Fritz Bauer ‒ człowiek który nie pozwolił Niemcom zapomnieć o przeszłości

Pracując w wymiarze sprawiedliwości rodzącej się Niemieckiej Republiki Federalnej, prokurator Fritz Bauer starał się być głosem jej sumienia. Więzień obozów, zbiegły żyd, który w 1949 r. powrócił do Niemiec, by objąć stanowisko prokuratora generalnego Hesji we Frankfurcie nad Menem.

Za jego sprawą zrehabilitowano uczestników zamachu na Hitlera z 20 lipca 1944 r., a Trzecia Rzesza oficjalnie została uznana przez sąd za „państwo bezprawia”. To Bauer przekazał izraelskiemu Mosadowi trop, który doprowadził do porwania i osądzenia Adolfa Eichmanna. Ogromny był także jego wkład w przeprowadzony w latach 60. we Frankfurcie proces zbrodniarzy SS z KL Auschwitz-Birkenau.

Działając w powojennej, a więc pozornie sprzyjającej rzeczywistości, Fritz Bauer często natrafiał na niechęć czy wręcz sprzeciw kolegów, mających nierzadko niejasną przeszłość uwikłaną w narodowy socjalizm. Również państwo niemieckie starało się unikać rozliczania z udziału w zbrodniach nazistowskich. Dlatego Bauer nie ufał jego organom. Stąd też o większości jego dokonań dowiedzieliśmy się dopiero po jego śmierci. Śmierci nader tajemniczej. Kim tak naprawdę był ten osamotniony wojownik o prawdę?

Ronen Steinke ‒ także prawnik, a zarazem dziennikarz ‒ zarysowuje historię człowieka, który po wojnie atakowany był w NRF jak nikt inny. Korzystając z niepublikowanych wcześniej źródeł, odtwarza dzieje wielkiego prawnika i humanisty, którego osobiste losy stały się sprawą polityczną. Spisuje biografię niemieckiego Żyda, który cudem uniknął nazistowskich prześladowań, po to by przywracać elementarne poczucie sprawiedliwości.

Gdy opuszczam moje biuro, wkraczam na wrogie terytorium – Fritz Bauer

Artykuł Człowiek, który nie pozwolił Niemcom zapomnieć o ich zbrodniach. Za jego sprawą Trzecia Rzesza została uznana za „państwo bezprawia”. [WIDEO] pochodzi z serwisu Niezłomni.com.

   źródło: niezlomni.com

czytaj dalej

22 listopada 1940 dokonano pierwszego zbiorowego mordu w Auschwitz – na Polakach

Prowokatorzy z „New York Timesa” i inni kłamcy piszą o tym niemieckim obozie śmierci, że był „polskim obozem koncentracyjnym”. Potem obłudnie przepraszają. A potem znów kłamią… Badają wytrzymałość Polaków. A przecież Niemcy zamęczyli tu 70 tysięcy Polaków.

22 listopada 1940 r. w obozie dokonano pierwszego zbiorowego mordu – na 40 Polakach. Takich polskich dat w Auschwitz będzie więcej. Przez pamięć o naszych rodakach potępiajmy kłamców i żądajmy postawienia ich przed sądem.

Zofia Kossak-Szczucka, więźniarka Auschwitz, pisała w „Dekalogu Polaka”:

Nie pozwól, by ubliżano Polsce, poniżając Jej wielkość i Jej zasługi, Jej dorobek i Majestat.

KL Auschwitz-Birkenau wybudował rząd niemiecki w roku 1940. Utrzymywany był z budżetu Deutsches Reich. Stąd jego niemiecki charakter. Nie „nazistowski”, lecz niemiecki, rządowy. Utworzono go na polskiej ziemi, bo tu było najwięcej „podludzi” do unicestwienia.

Był obozem zagłady dla Polaków, Żydów i innych narodowości. Według Delegatury Rządu RP na Kraj, w Auschwitz-Birkenau około 51 proc. więźniów stanowili Żydzi, około 35 proc. Polacy, około 14 proc. przedstawiciele 30 innych narodów.

Był jednym z wielu niemieckich obozów niewolniczej pracy i śmierci. Jego wyjątkowość polegała na tym, że tu zamęczono najwięcej ludzi. Ile? Dokładnie nie wiemy, co najmniej milion. Szacuje się, że około 2/3 z nich to Żydzi. Po nich największą grupą byli Polacy. Umierali tu także obywatele sowieccy, Romowie, Belgowie, Czesi, Słowacy, Duńczycy, Francuzi, Grecy, Holendrzy, obywatele Jugosławii, Norwegowie, Rumuni, Węgrzy, Włosi, Hiszpanie, Szwajcarzy, Turcy, Brytyjczycy, Amerykanie, nawet nieliczni Niemcy i Austriacy, uznani za „zdrajców narodu niemieckiego”.

Cześć pamięci zamęczonych! Hańba kłamcom, którzy na ich śmierci robią po latach polityczne geszefty!

Piotr Szubarczyk, artykuł „Niemiecki KL Auschwitz” („Nasz Dziennik”, 22 listopada 2013 r.)

na zdjęciu powyżej: egzekucja pod Ścianą Straceń, obraz b. więźnia Władysława Siwka

Artykuł 22 listopada 1940 dokonano pierwszego zbiorowego mordu w Auschwitz – na Polakach pochodzi z serwisu Niezłomni.com.

   źródło: niezlomni.com

czytaj dalej

O czym warto pamiętać, kiedy Niemcy szukają nazistów w Polsce… [WIDEO]

Gorzka prawda o stosunku SS-manów do polskich więźniów, czyli np. o tym, jak za zabicie Polaka Niemiec mógł dostać urlop okolicznościowy. Mówi Kazimierz Zając, więzień KL Auschwitz nr 261.

https://www.youtube.com/watch?v=QNOHfeNxG_4

dłuższa relacja:

https://youtu.be/QJ7Ueq0MbkA?t=2m32s

Artykuł O czym warto pamiętać, kiedy Niemcy szukają nazistów w Polsce… [WIDEO] pochodzi z serwisu Niezłomni.com.

   źródło: niezlomni.com

czytaj dalej

Oto jak zareagowali amerykańscy i brytyjscy żołnierze, gdy dowiedzieli się, jak naprawdę wyglądała historia Polski. ,,To przerażające, co się tu działo” [WIDEO]

Stacjonujący w Polsce amerykańscy i brytyjscy żołnierze mogli poznać naszą historię. Spotkali się z Żołnierzem Wyklętym, odwiedzili Auschwitz oraz zwiedzali Muzeum Powstania Warszawskiego. Nie ukrywali, że zrobiło to na nich duże wrażenie.

96-letni Tadeusz Bieńkowicz do walki z okupantem ruszył jako 16-latek. Walczył zarówno w czasie okupacji niemieckiej, jak i po wojnie. Torturowany prze Sowietów nie złamał się.

– Tysiące z nas umierało za ojczyznę w boju.

– przypomina.

To bardzo ważne spotkanie, jest dla mnie wielką motywacją, co człowiek może osiągnąć w imię wyższych celów

– mówił Matthew Foster z wojsk lądowych Brytyjskich Sił Zbrojnych.

To wielki zaszczyt poznać pułkownika i historie, które opowiada

– dodał Trevor Rubel, żołnierz wojsk lądowych US Army.

Żołnierze na własne oczy mogli przekonać się, jak wyglądała niemiecka wojenna machina śmierci – zwiedzali Auschwitz-Birkenau.

– To przerażające, co się tu działo

– nie ukrywa zaskoczenia Matthew Bigins, żołnierz wojsk lądowych Brytyjskich Sił Zbrojnych.

Z kolei Richard Lee Chaplin z US Army mówi, że kiedy tylko była mowa o II wojnie światowej, rozmawiali o Polakach, bo to oni toczyli najcięższe walki.

Ogromny szacunek za to

– mówi.

Artykuł Oto jak zareagowali amerykańscy i brytyjscy żołnierze, gdy dowiedzieli się, jak naprawdę wyglądała historia Polski. ,,To przerażające, co się tu działo” [WIDEO] pochodzi z serwisu Niezłomni.com.

   źródło: niezlomni.com

czytaj dalej

Aż dziewięć portugalskich redakcji użyło sformułowania „polskie obozy koncentracyjne”

Wysyp „polskich obozów koncentracyjnych” w portugalskiej prasie. Ambasada RP w Lizbonie interweniowała aż w dziewięciu redakcjach po serii publikacji zawierających sformułowanie „polski obóz koncentracyjny”. „Większość z nich została skorygowana” —poinformował rzecznik prasowy placówki Bogdan Jędrzejowski. Powiadomił on, że od 21 października w portugalskich mediach pojawiła się seria publikacji zawierających zwroty sugerujące, że Auschwitz był polskim […]

Artykuł Aż dziewięć portugalskich redakcji użyło sformułowania „polskie obozy koncentracyjne” pochodzi z serwisu Parezja.

   źródło: parezja.pl

czytaj dalej

Brytyjski tabloid: Hans Frank to „polski masowy morderca”

Brytyjski tabloid „Daily Mirror” w swoim internetowym wydaniu zamieścił artykuł o skandalicznym tytule sugerującym, że niemiecki morderca z czasów wojny był Polakiem. Polski masowy morderca Hans Frank jest na liście wraz z Joachimem Von Ribbentropem, ministrem spraw zagranicznych Trzeciej Rzeszy, który został stracony za swój udział w rozpoczęciu się II Wojny Światowej – napisano. W sprawie natychmiast zainterweniowało Muzeum Auschwitz. Zażądano zmiany […]

Artykuł Brytyjski tabloid: Hans Frank to „polski masowy morderca” pochodzi z serwisu Parezja.

   źródło: parezja.pl

czytaj dalej

Holokaust czy 99 procentowy mit?

[video src="https://ia800201.us.archive.org/12/items/NS-ArchivVideosBefore1945/1944-DasLebenDerJudenImKonzentrationslagerTheresienstadt15m37s688x512.mp4" poster="https://codziennik24.pl/wp-content/uploads/2017/09/holokaust-czy-99-procentowy-mit"]Profesor Robert Jan van Pelt, człowiek określany jako jeden z największych współczesnych specjalistów historii obozu KL Auschwitz, w zupełnie przemilczanym przez główne media wywiadzie dla dziennika wydawanego w Toronto [1] wypowiedział słowa, które wskazują na zasadniczy zwrot w oficjalnie promowanej, martyrologiczno-mitologicznej wersji wydarzeń II Wojny Światowej określanej mianem Holokaustu, a szczególnie w dotychczasowej, wysoce zideologizowanej historiografii obozu Auschwitz. Van Pelt, który przyczynił się do słynnego zwycięstwa Deborah Lipstadt, żydowskiej profesor Czytaj całość    za www.klubinteligencjipolskiej.pl

czytaj dalej