„Nie bądźmy hierozolimską, ale polską szlachtą”

Poseł Jacek Wilk w wywiadzie dla tygodnika „Do Rzeczy” stwierdza rzecz tyleż oczywistą co przerażającą:

„To może być największy problem Polski od czasów II Wojny Światowej – podkreśla w rozmowie z DoRzeczy.pl poseł Jacek Wilk. Polityk partii Wolność, który odnosi się do podpisanej przez prezydenta USA Donalda Trumpa ustawy 447, wskazuje na ogromną bierność polskich władz w czasie prac nad nią. – To, co się wydarzyło w tej sprawie to absolutna kompromitacja – ocenia”.

[Jacek Wilk jest posłem na Sejm RP, członkiem partii Wolność. Był pierwszą osobą w Polsce, która osobiście przetłumaczyła ustawę 447 na polski.].

Cały wywiad   tu

Niestety, w języku ludzi kulturalnych nie ma słów na skomentowanie działań rządu warszawskiego w tej sprawie (piszę rządu warszawskiego, bo po gromkiej, wręcz ogłuszającej ciszy władz w tej sprawie nie można już ich niestety nazywać polskimi, co najwyżej polińskimi, od głoszonej przez też niepolskiego, a tylko belwederskiego prezydenta Judę „republiki przyjaciół” Polin).

Jacek Wilk ocenia, że roszczenia opiewające – według różnych szacunków na kwoty od 65 do 300 miliardów dolarów mogą stanowić dla naszego państwa „największy problem od czasów II Wojny Światowej”. Tymczasem zainicjowany przez niego apel do prezydenta Trumpa poparło… czterech posłów RP.

– Temat uchodzi za jakiś niepoprawny politycznie, niewygodny. Jest u nas obawa przed mówieniem czegokolwiek, co dotyczy kwestii związanych z restytucją mienia po obywatelach Polski narodowości żydowskiej. Posłowie po prostu się tego boją. Uważają, że ktoś ich od razu weźmie za antysemitów – stwierdził Wilk. (za  Bibula.com)

 

Zawsze w podobnych sytuacjach (jeśli chodzi o zachowanie Umiłowanych Przywódców) przyjmowałem za red. Michalkiewiczem dwa wyjaśnienia:

Wyjaśnienie uprzejme, że to banda skończonych durniów oraz

Wyjasnienie prawdopodobne, że to kupa gówna złożona z szubrawców, zdrajców i folksdojczów.

A tu nagle okazuje się, że tertium jak najbardziej datur, jest trzecie wyjasnienie, najbardziej prawdopodobne: że ci wszyscy Umiłowani Przywódcy to zwykli tchórze, walący w gacie ze strachu przed starszymi i mądrzejszymi, mający wobec nich postkolonialne kompleksy i nawyki postawy służebnej (które potem trzeba kompensować wobec miejscowego, polskiego plebsu, którym można pogardzać, skoro „za 6 tys. to pracuje złodziej albo idiota”, ale przed którym trzeba ukrywać swoje zobowiązania wobec starszych i mądrzejszych, bo przecież ten plebs raz na 4 lata będzie głosował). I że ten zapach przebijający mimo najdrożych perfum zakupionych na lotnisku to nie brak nawyków higienicznych, ale kupa w gaciach, ze strachu przed gniewem Prezesa (por. surowy zakaz wydany posłom PiS-u uczestniczenia w Marszu Św. Huberta – wszak wyrok na polską branżę futrzarską został już wydany) czy strachu przed oskarżeniem o antysemityzm, co w Polin tożsame jest ze śmiercią cywilną, a w szczególnych przypadkach (dr Dariusz Ratajczak) również fizyczną.

Po cholerę nam zatem takie cienkie bolki w Sejmie, zestrachane i zesrane dupki żołędne, lizodupy pokroju Marka Suskiego ([prezes PiS]Jest to polityk, który swoje dokonania, jeśli mówić o niwie politycznej, ma nawet większe od Józefa Piłsudskiego) czy Jarosława Sellina (Polska powinna poczynić jeszcze jeden wysiłek w ramach chronienia dziedzictwa kultury żydowskiej w Polsce i zbudować w przyszłości muzeum chasydyzmu polskiego).

 Po cholerę nam  tacy przywódcy, którzy na słowo „Żyd” albo stają na baczność albo srają pod siebie ze strachu i udają, że nie dostrzegają największego słonia w menażerii czyli np. ustawy 447.

Zacytuję fragment pamietników Jana Chryzostoma Paska z roku 1672, kiedy Rzeczpospolita trzeszczała już niestety w posadach, a łaskawy Czytelnik niech powie, czy nie ma wrażeniadéjà vu:

 

Posłałem ja tedy po owych swoich ludzi; przyszli tedy, w radę; a tymczasem po snopie zboża koniom położono. Jedni mowią: »Iść dalej«; drudzy: »Nie iść, wrocić się: pogubisz nas. Dość na tym, cośmy tu dotarli; nie wodź nas dalej«. Przecięż praevalui (przemogłem), żeśmy poszli. Idziemy milę i drugą; już tu vestigia (ślady) tatarskie, co to niektore rzeczy upuści, zgubi, niektore też i rzuca, kiedy mu się co lepszego trafi. Tchorz ich oblatuje; ja jednak cieszę, że to ludzie, uciekając, upuszczali, nie tata[rski podjazd]. Wtym szlachcic wyjechał do nas z lassa i ten dopiero prawi, że »tu, milę tylko pojechawszy, nabierzemy Tatarow, co chciemy, bo się włoczą po wsiach, nietrudno będzie o języka. Jam wczora między niemi jeździł, a nie śmieli się na mnie porwać; tak są obciążoni i konie mają pomordowane. Sam was poprowadzę ścieżkami, chrostami«. Po tych jego powieściach chwyciło się mnie tego serce bardzo i mowię: »Nu, Mści Panowie, teraz nam trzeba pokazać, że nas Bog i natura formavit (natura stworzyła)ludźmi, nie grzybami; będziemy mieli nad inszych, kiedy się z tym popiszemy krolowi, że przyprowadziemy języka. Sam to Bog podaje nam tę okazyą, tak snadną do nabycia dobrej reputacyej; pokażmy się, żeśmy ludzie«. O, Boże! kiedy to okrzyk na mnie: »Albo my to kwarciani? Albo my to Wołosza, albo ludzie służebni? Mamy my wojsko kwarciane, ktoremu płaciemy, żeby się za nas biło. Nie posłano tu nas dla języka, tylko dla wiadomości, ktorą już wziąwszy, nie pojdziemy stąd dalej. Mam ja żonę, mam ja dzieci; nie będę się tak szarzał (poniewierał), jak się komu podoba, bom nie powinien«. Perswaduję, jak mogę, że »to i my ludzie, jako i kwarciani;nie bądźmy hierozolimską, ale polską szlachtą; pamiętajmy na Boga i ojczyznę; wstydźmy się słońca tego, ktore nam świeci, gdy się ludzi nie wstydziemy«. Surdis fabula narratur (jak grochem o ścianę, do głuchych się gada); swoje oni prowadzą, że »nie powinniśmy, nie pojdziemy«. Pytam: »Kiedyście z domu wyjeżdżali, qua intentione (z jakim zamiarem)wyjeżdżaliście: czy jak na wojnę, czy jak na wesele?« Żadnym sposobem nie wyperswadowałem. Uczyniwszy votum (ślub) i wymowiwszy: »Poko żyw będę, nigdy się już takiej komendy nie podejmę i wolałbym paść świnie, niżeli z pospolitego ruszenia komenderowanych prowadzić na podjazd«, wrociliśmy się tedy nazad z owej wojny. 

 

PS

Poseł Jacek Wilk tak mógłby swoją historię Janowi Chryzostomowi opowiedzieć:

Perswaduję, jak mogę, że »to i my Polacy, jako i nasi wyborcy; nie bądźmy hierozolimską, ale polską szlachtą; pamiętajmy na Boga i ojczyznę; wstydźmy się słońca tego, ktore nam świeci, gdy się ludzi nie wstydziemy«. Jak grochem o ścianę; swoje oni prowadzą, że »nie będziemy interweniować w sprawie 447, to nie polska, ale wewnętrzna, amerykańska res i że Prezes-Naczelnik graviter vetuit (surowo zabronił)«. Pytam: »Kiedyście do Sejmu kandydowali, qua intentione: dla własnej prywaty, dla diet, biur i samochodów służbowych, czy na służbę i ku obronie Rzeczpospolitej? Frustra zaklinałem, ogon bowiem każdy pod siebie podwinąwszy, już to do sejmowego deversorium (hotelu), już to do swoich spraw prywatnych citissime (jak najprędzej) odbieżali.

 MacGregor  

   za neon24.pl

„Nie bądźmy hierozolimską, ale polską szlachtą”
ocena 5 głosów 1
Udostępnij

Napisz co myślisz