Kto zaczyna tego wina

Czy sędzia ma „wymierzyć karę”, czy przywrócić sprawiedliwość?

Co za sens mówić o prawie czy sprawiedliwości jeżeli rabuś czy zbrodniarz, agent, kłamca, manipulator czy zdrajca może pozostać bezkarnym, a zło które wyrządził nienaprawionym?

Czy sąd ma ukarać przestępcę wyznaczając tym samym cenę za jego zbrodnię, dając mu narzędzie do kalkulacji kolejnych przestępstw, czy raczej wybić mu z głowy pasożytniczy sposób życia ucząc pracy i współpracy społecznej, a przy tym egzekwując naprawę wszystkiego co zepsuł, i to jeszcze z nawiązką za tych mu podobnych którzy zepsuli więcej jak są w stanie naprawić?

Jaki jest sens sądzić według litery praw kiedy zaburzona jest sprawiedliwość? Jaki jest sens sądzić według praw lub sprawiedliwości tam gdzie się już rozpanoszyła nieprawość, wynaturzenie, demoralizacja czy bestializacja? Czyż tu coś mogą zmienić jakiekolwiek sądy, czy tu już koniecznie głos musi dać sam moralny z natury w swojej zbiorowej duchowości Naród?

Czy da się ustanowić realne środki przywrócenia sprawiedliwości bez udział autentycznych elit Narodu? Ich trzon wymordowała żydokomuna (po części i hitlerowcy), ale przecież się odradzają.

A sądy przysięgłych (jeżeli gdzieś jeszcze są?) – czyż starczy orzeczenie winny-niewinny, czy trzeba orzekać dalej – zwłaszcza kto winny a kto pokrzywdzony, kto krzywdził, a kto się bronił? Przecież sprawiedliwość nie może orzekać o dzieleniu winy, ani procesów w danej sprawie prowadzić w nieskończoność.

Czy traktat pokojowy ma być międzypaństwowy czy międzynarodowy?

Czy układać mają się władze państwowe czy elity narodów? A może układać mają się „sędziowie rozjemcy” i tak wykoncypować traktat „pokojowy” żeby wystarczył na czas przygotowań do następnej wojny umożliwiającej osiągnięcie wcześniej zaplanowanych celów agresora i grabieżcy?

Czy traktat pokojowy ma wybić agresorowi zęby czy przemienić go w baranka (i na jak długo się tak da?)?

Czy nie grozi że będzie głoszony pokój, a faktycznie będzie trwał pokój fałszywy, gorszy jak otwarta wojna – ta z bombami lecącymi na głowy, ścielącym się trupem, zburzonymi fabrykami i domami, pola nie wydadzą plonów, a fabryki produktów społecznie użytecznych – bo ten najgorszy wróg będzie wewnątrz. – Najgorszy wróg – ten wewnętrzny – kłamca i manipulator, zdrajca, przeniewierca, sabotażysta i wrogi agent. Granice będą nieszczelne, nie chronione, nawet otwarte dla tych co prawdziwie najgroźniejsi. Nadto i władze państwowe (choć wybierane przez tłumy naiwniaków) będą zdradzieckie czy agenturalne, a może i już namiestnicze wroga zewnętrznego. Fałszywy pokój – przegrana wojna bez wojny.

Czyż nie grozi już że nie będzie już warunków do życia i wychowania potomstwa, a krew będzie się lała strumieniami – głównie tych nienarodzonych, posypywanych chemtrailsami, karmionych GMO i chemią, faszerowanych „szczepionkami”; że jeszcze będzie postępowało zniewolenie przez rozdęte podatki i faktyczne „kontrybucje wojenne” z tytułu „długów”, albo „prywatyzacji zysków a uspołeczniania strat i kosztów”, pożyczek państwowych bezzwrotnych czy finansowania innych inicjatyw wspierających naszych wrogów, a wobec nas antynarodowych?

Czy sąd ma ukarać agresora, czy ustanowić sprawiedliwe warunki dalszego pokojowego współżycia narodów?

Jak mają się podnieść narody skoro to one, nie złe rządy są celem faktycznej i wciąż trwającej agresji z zaangażowaniem dysponujących środkami przymusu i terroru faktycznie okupacyjnych władz państwowych?

Czy trzeba wytępić najpierw awanturnicze władze, czy najpierw demoralizatorów i ich ideologie zwłaszcza szowinistyczne (zaczynając od satanizmu, genderyzmu i feminizmu, bo to też szowinizmy)?

Czy można przejść do moralnego ład życia narodu bez radykalnego wytępienia zdemoralizowanych i demoralizatorów?

Czy ktoś zdemoralizowany może się nawrócić na dobrą drogę, czy już pozostaje na zawsze niewolnikiem swojej demoralizacji, albo fanatykiem swojej obsesji, swojego opętania, swojej ideologii, swojego egoizm i indywidualizmu, swojej zachłanności i uzurpacji?

Czyż nie czas, aby narody się otrząsnęły z wszelkich narośli zewnętrznej agentury politycznej i gospodarczej, w tym firm kolonialnych (tu nie tylko że bez „odszkodowań”, ale z żądaniami i egzekucją zwrotu tego co nagrabione), partyjniactwa i ideologii, i same się wzięły za porządkowanie życia politycznego?

Czy jastrzębie wojenne – zwykle banksterzy, właściciele i szefowie przemysłów zbrojeniowych oraz wielkie firmy, zwłaszcza mające aspiracje bycia globalnymi monopolistami zawsze mają być po wojnie ukarani śmiercią a ich firmy zlikwidowane i zamienione w użyteczne wyłącznie w działalnościach pokojowych bez względu na wynik wojny, czy nie zawsze?

Po co są ONZ i inne organizacje międzynarodowe jak wciąż pracują przemysły zbrojeniowe, trute jest środowisko naturalne, w zbrodniczych intencjach trucizny są rozpylane z samolotów (podobno NATO-wskich, i nad Polską – np. nad Niemcami już nie), a lichwa nie jest z całą surowością karana jako zbrodnia? Czy to nie budowa iluzji że coś się dzieje pozytywnego a tymczasem stwarzanie pozorów dla ogłupienia naiwnych – faktycznie po to żeby dać czas wiadomym siłom czas na przygotowanie następnej wojny umożliwiającej osiągnięcie zaplanowanych celów agresora i grabieżcy tego co poprzednio, a nadto i tego co zawsze?

Czyż można mieć nadzieję na pokojowy ład międzynarodowy tam gdzie władze państwowe nie muszą być moralne i podległe nieustannej kontroli swoich wolnych narodów; gdzie mogą bezkarnie wchodzić w tajne układy i zmowy z władzami innych państw i biznesami wrogimi naszej krajowej przedsiębiorczości; gdzie same narody nie układają swoich pokojowych relacji z sąsiadami?

   za neon24.pl

Kto zaczyna tego wina
ocena 5 głosów 1
Udostępnij

Napisz co myślisz