JUST i Elekcja Chrystusa Króla

No i stało się to, czegośmy się najbardziej obawiali. 24 kwietnia również Izba Reprezentantów USA przyjęła ustawę JUST, dotyczącą monitorowania przez USA tempa i zakresu realizacji żydowskich roszczeń majątkowych, wysuwanych wobec krajów, które w czerwcu 2009 roku podpisały tzw. deklarację terezińską. Ta deklaracja w zasadzie nie rodziła żadnych zobowiązań dla państw-sygnatariuszy, jednak zawierała uznanie zasadności żydowskich roszczeń odnoszących się do tak zwanej „własności bezdziedzicznej”, która już w czasach starożytnych, zgodnie z zasadami prawa rzymskiego, przyjętymi później przez państwa cywilizowane, przypada państwu, którego zmarły był obywatelem. Żydowski pogląd na tę sprawę był inny – charakteryzowało go podejście trybalistyczne, plemienne, zgodnie z którym, do mienia pozostawionego przez jakiegoś Żyda, mają bliżej nieokreślone prawa wszyscy inni Żydzi, jako członkowie plemienia. Deklaracja terezińska stanowiła uznanie zasadności tego właśnie podejścia do zagadnień własnościowych i ten punkt widzenia przyświeca też amerykańskiej ustawie JUST – chociaż Stany Zjednoczone u siebie też respektują zasadę wywodzącą się z prawa rzymskiego – ale w stosunku do mniej wartościowych, tak zwanych „sojuszniczych” bantustanów forsują zasadę żydowską.

Deklaracja terezińska została w imieniu Polski podpisana przez Władysława Bartoszewskiego, który wysłany został tam przez ówczesnego ministra spraw zagranicznych w rządzie Donalda Tuska, czyli Księcia-Małżonka Radosława Sikorskiego, bez żadnych protestów ze strony ówczesnego prezydenta Lecha Kaczyńskiego – i teraz ten podpis odbija się nam bolesną czkawką. Bolesną – bo chociaż amerykańska ustawa pozornie nie dotyczy Polski – o czym deklamuje, być może nawet w dobrej wierze, jeden z człowieków Renesansu w PiS-owskim rządzie, wicepremier Jarosław Gowin, to tak naprawdę stwarza dla naszego i tak już przecież nieszczęśliwego kraju, realne i wielkie niebezpieczeństwo. Zobowiązuje ona mianowicie sekretarza stanu USA, by we współpracy z „organizacjami pozarządowymi”, czyli żydowskimi organizacjami przemysłu holokaustu, które doskonale potrafią wodzić amerykańskich szabesgojów za nos, „monitorował” tempo i zakres realizacji żydowskich roszczeń majątkowych przez państwa-sygnatariuszy deklaracji terezińskiej i składał Kongresowi regularne sprawozdania. W przypadku, gdy Kongres uzna, że jakiś sojuszniczy bantustan się ociąga, to na pewno znajdzie mnóstwo sposobów, by miejscowych kacyków podkręcić, no a wtedy ci będą się uwijać, jak w ukropie. Już to stwarza duże niebezpieczeństwo dla Polski, która jest przez Żydów upatrzona nie tylko na największego „dłużnika”, ale również – zastępczego winowajcę holokaustu. Nawet nie wiadomo, czy zastępczego – ponieważ usłużni renegaci lansują pogląd, że Żydom było znacznie bezpieczniej w obozach koncentracyjnych wśród złych „nazistów”, niż wśród Polaków. Ale nie to stanowi największe zagrożenie dla państwa i dla narodu polskiego. Największe zagrożenie stwarza postanowienie ustawy, według którego przychody z „własności bezdziedzicznej” mają być przeznaczone na wspieranie ocalałych z holokaustu, na finansowanie edukacji o holokauście oraz na „inne cele”. Konsekwencją tego postanowienia jest konieczność wyodrębnienia „własności bezdziedzicznej” choćby po to, by wiedzieć, jakie właściwie przynosi ona przychody. Skoro zaś własność ta zostanie już wyodrębniona, to trzeba będzie komuś powierzyć ją w zarząd – choćby po to, by przychody te były rozdzielane zgodnie z dyspozycją ustawy JUST. Nie trzeba być specjalnie przenikliwym, by się domyślić, że zarządcą tej własności będzie jakieś gremium żydowskie. To zaś z kolei oznacza, że środowisko żydowskie w Polsce zostanie obdarzone majątkiem być może o wartości ponad 300 miliardów dolarów – bo taka kwota pojawiła się w liście Światowej Organizacji Restytucji Mienia Żydowskiego, skierowanym do Ministerstwa Sprawiedliwości w Warszawie. To z kolei znaczy, że to środowisko z dnia na dzień, zyska w Polsce dominującą pozycję ekonomiczną, która natychmiast przełoży się na dominującą pozycję polityczną. Naród polski we własnym kraju może zostać zepchnięty do roli narodu drugiej kategorii. Dlatego wicepremier Gowin, bagatelizując zagrożenia, jakie ustawa ta niesie dla Polski i dla naszego narodu, albo nie wie, co mówi, albo kłamie. Nie wiadomo, co gorsze – czy dureń na stanowisku wicepremiera rządu, czy łajdak. Charakterystyczne jest to, że inni dygnitarze, to znaczy – ani Naczelnik Państwa Jarosław Kaczyński, ani prezydent Andrzej Duda, ani premier Mateusz Morawiecki, ani nawet przedstawiciele nieprzejednanej opozycji – nie odezwali się w tej sprawie nawet słowem. Akcję lobbingową przeciwko tej ustawie podjęły niektóre środowiska i osobistości z Polonii Amerykańskiej, ale ten desperacki lobbing okazał się nieskuteczny w konfrontacji z naporem zorganizowanym przez lobby żydowskie.

Jak się dowiedziałem, tylko środowiska narodowe zapowiedziały pikietę pod Ambasadą Stanów Zjednoczonych w Warszawie – ale obawiam się, ze ta demonstracja nie będzie miała wpływu na podpisanie tej ustawy przez prezydenta Trumpa – bo niby dlaczego miałby jej nie podpisywać, skoro polskie władze udają, ze ta sprawa ich absolutnie nie obchodzi? Za to 2 maja przewidziana jest wielka uroczystość w postaci Elekcji Chrystusa na Króla Polski. Ciekawe, że wybór Chrystusa na króla Polski już raz został dokonany z udziałem prezydenta Dudy i innych dygnitarzy, ale organizatorzy Elekcji najwyraźniej muszą uważać tamten akt albo za nieważny, albo za niewystarczający. Problem polega na tym, ze elekcja odbędzie się w sytuacji dla Polski kłopotliwej a to ze względu na wspomnianą amerykańską ustawę. Ale nie tylko ze względu na nią. Polska bowiem ma już Królową, w osobie Matki Bożej, która została obrana na polski tron za panowania Jana Kazimierza. Dogmat Kościoła katolickiego o wniebowzięciu Najświętszej Marii Panny oznacza, ze ów akt obioru nie dotyczył osoby zmarłej, tylko Osoby Żyjącej – w co muszą wierzyć przynajmniej katolicy. W takiej sytuacji jak wytłumaczyć fakt ratyfikacji traktatu lizbońskiego przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego, który to traktat amputował Polsce ogromny kawał suwerenności państwowej. O ile mi wiadomo, Królowa nie została w tej sprawie nawet skonsultowana i mogła potraktować to jako zniewagę nie tylko ze strony Sejmu, który upoważnił prezydenta do ratyfikacji tego traktatu, jak i ze strony prezydenta Lecha Kaczyńskiego, który ten traktat ratyfikował. A i teraz – jak przedstawić Chrystusowi Królowi ultimatum, jakie wobec Polski wysunął niemiecki owczarek Franciszek Timmermans? Czy Polska powinna spełnić postawione warunki, czy też przejść nad nimi do porządku? Być może kontakt z Królem może być utrudniony, ale takie trudności nie powinny nikogo zwalniać z obowiązku wysłuchania królewskiej woli.

Źródło: Stanisław MICHALKIEWICZ

   za: alexjones.pl

JUST i Elekcja Chrystusa Króla
Oceń artykuł
Udostępnij

Napisz co myślisz