Burning Man Festival – czyli jak zgnoić człowieka…

W San Francisco zmarł co tylko Larry Harvey – guru kontrkultury, jeden z niszczycieli normalnego świata, wynalazca imprezy o nazwie Burning Man Festival. Przypomnijmy kim był i jakie są jego „osiągnięcia”.

Seks, narkotyki i new age. Zarządzający światem pokazują swe twarze

Sesso, droga e new age. I poteri forti sono a nudo

(relacja i świetny komentarz odnoszą się do Burning Man Festival 2014)

 

Massimo Introvigne      30 wrzesień 2014      tłum. RAM

 

Kilka dni temu New York Times ujawnił, że spotkali się razem i wymienili z sobą kilka pomysłów na temat zarządzania światem. Zapytacie o kogo chodzi?  Otóż są nimi: założyciele i zarządzający Google-m:  Larry Page i Sergey Brin, i ich odpowiednicy – z Facebook-a: Mark Zuckerberg, i z Amazon: Jeff Bezos. Byli tam również inni bardzo wpływowi biznesmeni, ale nie wszystkich udało się zidentyfikować.

(…)

 

Otóż na przełomie sierpnia i września potężni władcy Internet-u wyznaczyli sobie spotkanie na amerykańskiej pustyni, wśród 50 tysięcy śmierdzących i półnagich hippie. Tutaj jakiś czytelnik może zapytać czy hippie są jeszcze w modzie? I tak i nie. Istnieją bowiem ex-hippie wspominający do dziś swą młodość i istnieje obecnie młodzież zauroczona modą retro.

Wszyscy oni spotykają się od wielu lat na pustyni, w amerykańskim stanie Nevada, właśnie na przełomie sierpnia i września, z okazji święta, które nazywa się „Burning Man Festival”, czyli „Festiwal Płonącego Człowieka”. Impreza powstała w 1986 roku, na jednej z plaż miasta San Francisco, ale od 1990 przeniosła się na pustynię Black Rock, w Nevada; miejsce, gdzie temperatura dochodzi do 50 stopni Celsjusza i które jest tak odizolowane od reszty świata, że nie funkcjonują tam ani Internet ani telefony komórkowe. (…)

Cóż to za impreza?  Na temat „Festiwalu Płonącego Człowieka” zostały opublikowane różnorodne traktaty akademickie, które wskazują na dwa źródła jego pochodzenia. Pierwsza teoria mówi o tzw. «strefach czasowo autonomicznych» (Taz, Temporary Autonomous Zones); ruch na poparcie tychże stref był lansowany przez amerykańskiego poetę anarchistę Petera Lamborna Wilsona, (pod pseudonimem Hakim Bey), urodzonego w 1945 roku. Popierał on ideę tworzenia miejsc – na kilka dni lub na kilka tygodni – gdzie nie istniałyby żadne prawa i gdzie nie mogłaby wejść policja, gdzie wszyscy tam zebrani mogliby robić dosłownie wszystko, czego tylko by się im zachciało. Wg. ideologii anarchistycznej w takich strefach żyłoby się bardzo dobrze, a osoby tam przebywające rządziłyby się same w sposób wesoły i szczęśliwy. (…)

Peter Lamborn Wilson

Wilson oprócz lansowania wolnego homoseksualizmu, chce także wolnej pedofilii. Jednakże jego współpraca z NAMBLA (North American Man/Boy Love Association), która jest największą amerykańską organizacją promującą legalizację pedofilii sprawiła, że stał się on postacią kontrowersyjną również wśród anarchistów. (…) Wilson – a nade wszystko jego „uczniowie” – odpowiedzieli więc na tę niechęć zmianą kierunku na „mistyczny„, (również krytykowany przez anarchistów tzw. „politycznych„), definiując strefy Taz jako miejsca gdzie większą część dnia miałoby się poświęcać na medytacje i rytuały na wzór New Age i neo-pogaństwa, inspirowane przez zwyczaje dawnych mieszkańców Ameryki, tj. Indian. Te rytuały – należące do drugiej teorii o pochodzeniu „Festiwalu Płonącego Człowieka” – powinny sprawić iż wszyscy stali by się spokojniejsi i lepsi, i w ten to sposób mogło by się uniknąć nieprzyjemnych dryfów, szczególnie w stronę pedofilii.

Pomysł Taz w „sosie” mistycznym z dodatkiem New Age został spopularyzowany z wielkim sukcesem przez Larry Harvey΄a, który „wynalazł” „Burning Man Festival”. Harvey zebrał wokół siebie grupkę przyjaciół w większości niehomoseksualnych, ale od samego początku szukał „przymierza” ze wspólnotą homoseksualną, która, jak twierdził miała «więcej pieniędzy, więcej narkotyków i wśród której było dużo bogatych kolekcjonerów sztuki współczesnej». „Bajeczny” sukces „Festiwalu”, narodził się więc tak z talentu organizacyjnego Harvey΄a, jak i z kryzysu innych inicjatyw środowiska hippie i New Age, uważanych za stare i przestarzałe (…).

Larry Harvey

Tak, jak w nazwie, centrum „Burning Man Festival” stanowi manekin, przedstawiający istotę ludzką – nazywany «Człowiekiem» – którego z całym przynależnym mu rytuałem podpala się. Wokół tego najważniejszego wydarzenia są organizowane inne rytuały, chwile medytacji, podpalanie innych struktur czy « dzieł artystycznych» stworzonych jedynie po to by zostały spalone.

Wracając do tygodnia w Taz, to jest to tydzień życia alternatywnego, który przypomina trochę Woodstock i inne koncerty i zebrania hippie z lat 60΄. Są narkotyki, które płyną jak rzeka, nagość i stosunki seksualne we wszystkich możliwych kombinacjach: tyle, że Harvey, znający pedofilijne tendencje zjawiska Taz, zabrania, lub przynajmniej stanowczo odradza przywożenie na „Burning Man Festival” dzieci. Jest tu natomiast możliwość eksperymentowania życia w społeczności anarchistycznej albo, nazywając to inaczej, w społeczności komunistycznej, gdzie nie istnieje własność prywatna – nie można niczego sprzedać, można tylko podarować lub wymienić, nie ma domów, śpi się na pustyni albo w namiocie, który przyniosło się w plecaku, nie ma pojęcia rodziny (idea festiwalu sprzyja seksowi ulotnemu i wolnemu, we wszystkich kierunkach) – nie ma żadnej religii, ponieważ jakby ją nie pojmować, uczestniczy się w najróżniejszych rytuałach, które są często jeden z drugim w kontraście.

Raz zniweczone: religia, rodzina i własność prywatna – jest się przygotowanym na dywanowe bombardowanie ideologią relatywistyczną. Jak wyjaśnia Harvey, „Płonący Człowiek” uczy filozofii «postmodernistycznej», która mogła by wydawać się skomplikowana, ale w gruncie rzeczy jest bardzo prosta: nie ma żadnych prawd absolutnych, są tylko doświadczenia, przeżycia; doktryny dzielą, rytuały jednoczą, pod warunkiem, że nie są nośnikiem doktryn, ale są jedynie ideą, wg. której wszystkie wyznania mają jednakową wartość. «Płonący Człowiek» – mężczyzna, ojciec, (wg. festiwalowej teorii), który, chociaż zasługuje by być palonym dłużej niż kobieta lub osoba homoseksualna – znika jednakże w ogniu każdego roku aby przypomnieć wszystkim, że żadna jednostka nie jest wieczna ani długotrwała.

 

Jedną z ładniejszych konstrukcji festiwalu jest tzw. Świątynia, realizowana zazwyczaj przez zdolnych rzeźbiarzy i architektów – oczywiście komu podoba się ten rodzaj sztuki – i każdego roku dedykowana jest ona innej religii, często nieistniejącej, po prostu wynalezionej. Ale; jaka by ładna ona nie była, też zostaje spalona, a to dlatego, że domniemana prawda nie powinna trwać dłużej niż tydzień; religia, która jest prawdziwa w tym roku, w przyszłym roku będzie fałszywa. Nie przerażajmy się jednak: w przyszłym roku Świątynia będzie jeszcze większa i jeszcze ładniejsza, choć  później jak zawsze, zostanie spalona, i na tę modłę w nieskończoność.

Prawdopodobnie współcześni hippie nie znają Engelsa, współzałożyciela razem z Marksem Partii Komunistycznej, ale „Płonący Człowiek” wyobraża właśnie jego motto: «wszystko to, co istnieje, zasługuje na śmierć».

Całość, dla patrzącego z zewnątrz, ma jedyną słuszną nazwę: dyktatura relatywizmu i to do n-tej potęgi. Kardynał Ratzinger, potwierdzając potępienie masonerii przez Kościół Katolicki, powiedział, że loże masońskie nie potrzebują bynajmniej uczenia ludzi relatywizmu używając słów: aby zarazić relatywizmem wystarczy «siła rytuału».

Wyobraźmy sobie jak potężny wpływ może mieć rytuał „Płonącego Człowieka” na osobę, u której kondycja umysłu i sumienia jest silnie pogorszona poprzez gorąco pustyni, narkotyki i ekscesy seksualne. (…).

A dziś zarządzający Google-m, Facebook-iem, i Amazon (…) spotykają się właśnie przy „Płonącym Człowieku”.

New York Times ujawnił jednak pewne fortele: VIP-y nie mieszają się tak naprawdę z hippie, czy z ex hippie, którzy nie myją się, pocą się i śmierdzą. (Znalazł się bowiem pewien ciekawski dziennikarz, który pojechał na festiwal i zobaczył, iż nie wszystko na „Festiwalu Płonącego Człowieka” jest przepojone  pokojem i miłością; zwiększa się ilość gwałtów, overdose, jak również samobójstw).

«Właściciele świata» jadą na festiwal prywatnymi samolotami, śpią w luksusowych namiotach z klimatyzacją, dysponują służbą i sławnymi kucharzami. Płacą  25.000 $, zamiast obowiązujących 300. (…) New York Times pisze, że w narkotyki obfitują również luksusowe namioty i że na pewno władcy Internet-u z entuzjazmem biorą udział w paleniu statui i „świątyń”, wyrażając tym samym akceptację ideologii „Festiwalu Płonącego Człowieka”.

Fakt, że, zarządzający światem wychodzą z zacisznej atmosfery lóż masońskich czy z klubów Bilderberg i włączają się w tłum nagich, znarkotyzowanych i brudnawych wielbicieli „Płonącego Człowieka”, pomaga jednakże lepiej zrozumieć to, co dzieje się na świecie, a także odkrywa wygląd przyszłości, jaką ci panowie chcieliby nam przygotować.

***

Burning Man Festival
 
Zdjęcia z Burning Man Festival 2015
 
The Event Burning Man Festival 2016
 

 

Wybór tekstów, tłumaczenie i opracowanie: RAM

Rozpowszechnianie treści przetłumaczonych artykułów (z podaniem nick’a autora tłumaczeń i wskazaniem adresu tekstu źródłowego) jest dozwolone wyłącznie na darmowych platformach elektronicznych.

   za neon24.pl

Burning Man Festival – czyli jak zgnoić człowieka…
Oceń artykuł
Udostępnij

Napisz co myślisz