Powszechna inwigilacja każdej treści w internecie? Taki plan dla UE Niemcy będą dziś forsować w Brukseli

Dziś w Brukseli odbędzie się posiedzenie Rady UE w/s zmian w dyrektywie o prawach autorskich. Brzmi niegroźnie? Nic bardziej mylnego! Eurokraci będą rozważać wprowadzenie zasady, zgodnie z którą właściciele serwisów społecznościowych będą zobligowani do monitorowania i raportowania wszystkiego, co publikują ich użytkownicy: komentarzy na FB, linków na Twitterze, filmów na YouTube. Wszystko po to, aby ustalić, czy nie wykorzystujemy bez licencji treści wyprodukowanych przez największe koncerny medialne. Jeśli tak, będziemy obciążani stosowną opłatą.

Dziś w Brukseli będzie miało miejsce posiedzenie Rady Unii Europejskiej na poziomie zastępców ambasadorów. Podczas spotkania ma zostać wypracowany kompromis w/s rewizji dyrektywy o prawach autorskich. Według wstępnych informacji ewentualne zmiany mają mieć charakter nieomal rewolucyjny, wpłyną istotnie na postrzeganie praw i wolności w internecie oraz wywrócą do góry nogami dotychczasowy ład medialny w Europie.  

Okazuje się, że proponowane zmiany mogą bardzo poważnie utrudnić udostępnianie i przeglądanie treści w internecie. Wprowadzona ma być zasada, zgodnie z którą właściciele serwisów społecznościowych takich jak Facebook, Twitter, Instagram czy Youtube, będą zobligowanie do bieżącego monitorowania i raportowania wszystkiego, co publikują ich użytkownicy – począwszy od komentarzy, poprzez linki, a skończywszy na filmach, gifach, memach i innych nośnikach elektronicznych treści. Wszystko po to, aby ustalić, czy dany użytkownik nie wykorzystuje licencjonowanych treści bez zgody ich właścicieli (najczęściej dużych koncernów medialnych).

W ten sposób dowolna osoba udostępniająca odnośnik z tekstem, na przykład nagłówek prasowy lub streszczenie artykułu, będzie mogła zostać obciążona opłatą licencyjną przez podmiot będący właścicielem udostępnianej treści.

W praktyce może to oznaczać, że wszystkie serwisy o charakterze otwartym (FB, Twitter, Youtube) stałyby się w 100 proc. odpowiedzialne za działania ich użytkowników na terenie UE, co zapewne oznaczałoby wprowadzenie płatnych licencji na ich użytkowanie lub wdrożenie kosztownego monitoringu i filtrowania wszystkiego, co jest w nich publikowane (tak, aby maksymalnie ograniczyć ryzyko naruszenia praw autorskich innych podmiotów). W efekcie doprowadziłoby to do wielkiego uszczerbku dla wolności słowa i wypowiedzi użytkowników internetu korzystających z serwisów społecznościowych, które stałyby się o wiele bardziej skłonne do usuwania publikowanych treści (z powodu tzw. ostrożności procesowej).

Co ciekawe – państwem, które najmocniej forsuje wprowadzenie wspominanych powyżej zmian w dyrektywie o prawach autorskich są Niemcy. Przypomnijmy, że kraj ten ma już pewne doświadczenia w zakresie sztucznego regulowania treści pojawiających się w internecie. Począwszy od 1 stycznia b.r. obowiązuje tam ustawa nakazująca administratorom portali społecznościowych blokowanie lub usuwanie informacji nieprawdziwych i mowy nienawiści (tzw. ustawa „NetzDG”). Problem polega na tym, że zapisy tej ustawy są bardzo nieprecyzyjne i niejasne, a przez to mogą umożliwiać stosowanie de facto cenzury prewencyjnej w zakresie treści, wobec których ktoś (tj. administrator portalu społecznościowego) doszuka się znamion „nieprawdziwych informacji” lub „hejtu”. Wpis taki będzie musiał zniknąć w ciągu 24 godzin. Jeśli tak się nie stanie, właścicielowi portalu będzie groziła gigantyczna kara finansowa do 50 mln euro.

Za: Stań w obronie prawa autorskiego w erze cyfrowej (changecopyright.org)
Za: Niemcy idą po jeszcze większą dominację w mediach, a polski rząd przyklaskuje?! (wPolityce.pl)
Za: Sieć na cenzurowanym (Wprost.pl)

Źródło: Niewygodne.info.pl

   za: alexjones.pl

Powszechna inwigilacja każdej treści w internecie? Taki plan dla UE Niemcy będą dziś forsować w Brukseli
Oceń artykuł
Udostępnij

Napisz co myślisz