Czyżby groziła nam katastrofa na nieobliczalną dotąd skalę ?

Podziemne miasta

Co może oznaczać budowanie podziemnych miast, gigantycznych schronów czy magazynów żywności? Jaka katastrofa grozi światu? Analizując prasę oraz inne dostępne źródła informacji dowiedziałem się, że wiele państw w ostatnim okresie zaczęło lub kontynuuje budowę podziemnych bunkrów i schronów. Zadałem sobie pytanie: komu i czemu te budowle mają służyć i jaka ewentualnie grozi nam katastrofa? Aby odpowiedzieć na te pytania, przeprowadziłem analizę tego problemu w oparciu o uzyskane informacje prasowe i własną wiedzę. Niech zatem przemówią fakty…

PODZIEMNY „WIELKI MUR”

Na wyspie Spitsbergen rząd Norwegii zbudował schron podziemny, do którego schowano 4,5 miliona sztuk nasion roślin jadalnych hodowanych na świecie oraz złożono duże ilości żywności. Inwestycja pochłonęła ok. 10 milionów dolarów.

Jak wynika z nieoficjalnych źródeł, Norwegia buduje na dalekiej północy podziemne miasto, mogące pomieścić ok. 2 mln swoich obywateli. Pozostali obywatele Norwegii, dla których nie znajdą się miejsca w schronie, mogą w razie kataklizmu zginąć w ciągu 24 godzin. Budowa odbywa się za zgodą Stanów Zjednoczonych i Unii Europejskiej.

Rząd Wielkiej Brytanii zamierza przenieść Bibliotekę Narodową z Manchesteru, pod pozorem jej remontu, do kopalni soli w Ceshire. Liczba przenoszonych woluminów to prawie milion sztuk.

W Pekinie, jeszcze za czasów „zimnej wojny”, zbudowano podziemne miasto o powierzchni ok. 85 km2. Ma być schronieniem dla członków władz i wybranych osób. Miasto-schron posiada 4 tys. km korytarzy i 700 tys. km podziemnych dróg dojazdowych utworzonych w systemie powiązanych z sobą bunkrów i schronów. System ten nazwano „Podziemnym Wielkim Murem”.

OBIEKTY W SKAŁACH

W Rosji, pod Moskwą, wybudowano zupełnie oddzielną nitkę metra, stanowiącą schron dla członków władz. Obecnie trwają tam prace budowlane. Łącznie w Moskwie wybudowano już około 5 tys. bunkrów, które mają ochronić jej mieszkańców. W ciągu 2 najbliższych lat planuje się budowę kolejnych 5 tys. takich schronów, w tym także przeciwatomowych.

Na Uralu, w skałach góry Yamantau, Rosja buduje ogromny kompleks podziemny. Przy budowie zatrudnionych jest 30 tys. robotników. Ma być to najnowocześniejsze na świecie centrum dowodzenia. Kompleks tych bunkrów ma powierzchnię ok. 1000 km2 i może pomieścić ok. 60 tys. osób. Wyposażony jest w specjalnie wybudowane trasy kolejowe i drogowe. Kompleks znajduje się 2 tys. km od Moskwy.

W Holandii nieprzerwanie od 2007 r. budowane jest ogromne podziemne archiwum, które może pomieścić zbiory Biblioteki Uniwersyteckiej. Budowla składa się z trzech klimatyzowanych pięter usytuowanych 60 metrów pod ziemią. Prace trwają.

Niemcy budują od kilku już lat podziemne schrony, jak za czasów „zimnej wojny”. Schrony to nowoczesne centra dowodzenia będące jednocześnie siedzibami zarządzania kryzysowego. Istniejące schrony i bunkry poddawane są modernizacji i doposażeniu w nowoczesny sprzęt łączności i dowodzenia.

Stany Zjednoczone posiadają na swoim terytorium 131 tajnych podziemnych baz, budowanych już od lat 1940. Amerykanie wybudowali na świecie 1477 takich baz, w których przechowywane są zapasy żywności. Są to podziemne miasta mogące stanowić schronienie dla 106 milionów ludzi na okres do 2 lat.

Koszt budowy tych obiektów to wg szacunków kwota ok. 17-31 miliardów dolarów. Obiekty budowane są w trudno dostępnym terenie, w skałach. Na budowie jednej takiej bazy zatrudnionych może być od 1800 do 20 000 osób.

Wybudowane bazy połączone są podziemnymi tunelami, w których kursują specjalne pociągi. Objętość jednej bazy wynosi około 4,25 mil sześciennych i sięga 5700 stóp pod ziemią.

Szwajcaria przoduje w tym względzie na świecie.Prawie cała ludność tego państwa ma stworzone możliwości ukrycia się w podziemnych miastach. Ponad ćwierć wieku po zakończeniu zimnej wojny w Szwajcarii dalej nie wolno budować bloków mieszkalnych bez schronu atomowego w piwnicy. 300 tys. schronów rozsianych po kraju może pomieścić prawie 9 mln osób – o 1,5 mln więcej, niż wynosi liczba ludności. Ich utrzymanie kosztuje fortunę. Uważni kierowcy zauważą, że alpejski tunel Sonnenberg pod Lucerną różni się od innych. Z samochodu widać gigantyczne wrota z betonu i stali – skrzydło waży 350 ton i jest grube na półtora metra. Półtorakilometrowy tunel to w rzeczywistości część największego schronu atomowego na świecie.

Gdyby w kierunku Szwajcarii ktoś odpalił rakiety z głowicami jądrowymi, jego wnętrza dałyby schronienie 20 tys. ludzi. Wykuta w litej skale konstrukcja wytrzyma być może nawet wybuch w promieniu kilometra głowicy jądrowej o mocy jednej megatony, czyli 70 razy potężniejszej od bomby atomowej, którą w sierpniu 1945 r. Amerykanie zrzucili na Hiroszimę.

Schron pod Lucerną nie jest wyjątkiem. Ponad 20 lat od zakończenia zimnej wojny 300 tys. schronów rozsianych po całym kraju ciągle może pomieścić prawie 9 mln osób – o 1,5 mln więcej, niż liczy ludność Szwajcarii. Żartobliwie mówi się o niej, że jest wielkim bunkrem, bo żadne inne państwo na świecie nie zapewnia swoim obywatelom takiej ochrony.

– Żeby przynieść mamie słoik z marmoladą, musiałam pokonywać strach. Spiżarnia znajdowała się w piwnicy, w ciemnym pomieszczeniu o grubych betonowych ścianach, do którego prowadziły pancerne drzwi. To był schron – opowiada na łamach „Die Welt” Silivie Berger z uniwersytetu w Zurychu badająca m.in. historię szwajcarskiej obrony cywilnej.

Przez lata mieszkańcy każdego domu, w którym było co najmniej osiem pokoi, musieli mieć do dyspozycji schron na wypadek wybuchu atomowego. By pozbawione okien pomieszczenia nie stały bezużytecznie, zamieniano je na składy wina, spiżarki, sale do gry w bilard. Władze wymagały jednak, by w ciągu 24 godzin na powrót mogły stać się schronami z zapasem wody i żywności. Rygorystycznie egzekwowali to kontrolerzy.

Przepisy wprowadzono w 1963 r., tuż po kryzysie kubańskim, gdy cały zachodni świat zaczął drżeć przed atakiem jądrowym ze strony ZSRR. W przeciwieństwie do Amerykanów dla Szwajcarów budowa schronów nie była niczym nowym. Podczas drugiej wojny światowej kraj uniknął inwazji III Rzeszy m.in. dzięki wzniesionym w Alpach fortyfikacjom, których Wehrmacht nie byłby w stanie sforsować.

Jednak na przydomowych schronach (ich budowa znacząco podwyższała koszt wzniesienia domu; dziś mały schron kosztuje 10 tys. franków) się nie skończyło. Wielkie pomieszczenia dla wszystkich swoich obywateli musiały też budować gminy.

Gdy na początku lat 1970. okazało się, że w schronach w Lucernie brakuje miejsca dla ok. 7 tys. ludzi, władze postanowiły wykorzystać budowany właśnie alpejski tunel, który miał być częścią autostrady A2. Zainspirował je przykład Wielkiej Brytanii, gdzie podczas wojny na schrony przeciwlotnicze zamieniono tunele metra.

Inwestycja pochłonęła wówczas prawie 40 mln franków. Na siedmiu kondygnacjach wykuto w skale m.in. pomieszczenia dla ludności, szpital na 350 łóżek z dwiema salami operacyjnymi (w każdej chwili można go uruchomić) i areszt dla kilkuset osób. Miano tam spać na czteropiętrowych pryczach, na jedną osobę przypadałby 1 metr kw. Dopiero pięć lat temu lokalne władze po ostrej debacie uznały, że nie są w stanie płacić setek tysięcy franków rocznie na utrzymanie go. Jednak schronu nie zlikwidowano, ale jedynie zredukowano do 2 tys. miejsc.

Wciąż działa też przewidziany na 10 tys. osób schron w centrum Zurychu. Kierowcy parkujący samochody na parkingu Urania nie mają pojęcia, że wnętrza betonowego kompleksu kryją dwa potężne zbiorniki na wodę i generatory prądu, które w każdej chwili można włączyć.

Od lat słychać głosy, że to relikt zimnej wojny, a ich utrzymanie kosztuje fortunę. A ponieważ gospodarka w kryzysie przeżywa turbulencje, pieniądze wydawane na obronę cywilną można by przeznaczyć na inne cele. Już rok temu politycy byli nawet gotowi zrezygnować z obowiązku budowania bunkrów, ale zmianę prawa pokrzyżowała katastrofa nuklearna w Fukushimie. Okazało się, że mimo upadku ZSRR chroniące przed promieniowaniem schrony mogą być potrzebne. Dlatego pod koniec roku ustawę o obronie cywilnej tylko lekko złagodzono. Odtąd w schron musi być zaopatrzony budynek, który ma co najmniej 28 pokoi. Obowiązek dotyczy więc każdego domu wielorodzinnego.

A W POLSCE?

W naszym kraju, oprócz istniejącego już podziemnego metra w Warszawie, które nie do końca spełnia warunki jako schronu dla ludności, nie buduje się nic.

Istniejącą infrastrukturę schronów i miejsc, gdzie można się ukryć, dawno zniszczono. Pozostałe obiekty podziemne, które były w stanie dobrym, sprzedano prywatnym właścicielom na restauracje kawiarnie itp.

Podziemne bunkry, schrony, czy ukrycia służą głównie w celu ukrywania ludzi, zwierząt, żywności lub dóbr kultury światowej przed występującymi zagrożeniami.

Jakie więc są to zagrożenia w dobie pokoju i rozwoju gospodarczego narodów i państw?

Czyżby groziła nam katastrofa na nieobliczalną dotąd skalę, w której zginie znany nam świat i nasza cywilizacja? A może to prewencyjne działania państw na wypadek wybuchu lokalnych konfliktów?

https://www.salon24.pl/u/dziennikarstwoobywatelskie/857270,czyzby-grozila-nam-katastrofa-na-nieobliczalna-dotad-skale

   Talbot

za neon24.pl

Czyżby groziła nam katastrofa na nieobliczalną dotąd skalę ?
ocena 5 głosów 1
Udostępnij

Napisz co myślisz