Syryjskie pułapki Trumpa

Donald Trump odwołał planowaną na ten tydzień podróż do Ameryki Południowej. Biały Dom wyjaśnił, że prezydent USA pozostaje w Waszyngtonie, by skupić się na odpowiedzi Stanów Zjednoczonych na atak chemiczny w Syrii.

Donald Trump miał opuścić Waszyngton w najbliższy piątek. W planach jego podróży był udział w Szczycie Ameryk w stolicy Peru – Limie oraz wizyta w Bogocie w Kolumbii. Zamiast niego do Ameryki Południowej poleci wiceprezydent Mike Pence.

         

„Prezydent pozostanie w Stanach Zjednoczonych, by nadzorować amerykańską odpowiedź w sprawie Syrii i inne wydarzenia na świecie” – wyjaśniła rzeczniczka Białego Domu Sarah Huckabee Sanders.
Wczoraj Donald Trump zapowiedział, że w ciągu 24-48 godzin podejmie ważną decyzję w sprawie Syrii. Podkreślał, że okrucieństwa spowodowane atakami bronią chemiczna nie mogą być tolerowane.

W poniedziałek prezydent Donald USA Trump zapowiedział, że USA odpowiedzą rozwiązaniem siłowym na atak chemiczny w Syrii. Po raz drugi w ciągu dwóch dni Trump rozmawiał z prezydentem Francji Emmanuelem Macronem. Obaj przywódcy zapowiadają „zdecydowaną reakcję”. Tymczasem podczas wczorajszego posiedzenia, Radzie Bezpieczeństwa nie udało się wypracować wspólnego stanowiska.

Stany Zjednoczone odpowiedzą na śmiercionośny atak chemiczny w Syrii „niezależnie od tego, czy Rada Bezpieczeństwa zdecyduje się działać czy też nie

   

Zachodnia interwencja w Syrii?

Eksperci, których opinie cytuje agencja Reutera, wskazują, że, gdyby doszło do militarnej akcji odwetowej USA w Syrii, to najprawdopodobniej do sił amerykańskich dołączyłaby Francja oraz Wielka Brytania. „Możliwe, że w operacji wzięliby też udział bliskowschodni sojusznicy Stanów Zjednoczonych” – pisze Reuters.

Francja ma ponad tuzin samolotów bojowych w regionie. Mogłaby dokonać nalotów od strony morza – pisze Reuters i przypomina, że francuski prezydent jeszcze w lutym b.r. nie wykluczył użycia siły, jeśli okazałoby się, że reżim Baszara el-Asada używał broni chemicznej wobec ludności cywilnej.

  

              Od wycofania do ataku. Syryjskie pułapki Trumpa [3 PUNKTY]

           

Prezydent Donald Trump zapowiedział silną odpowiedź na atak chemiczny w syryjskiej Dumie. Może to oznaczać przeprowadzenie uderzenia przeciwko wojskom Asada, być może razem z Francją. Administracja amerykańska znajduje się jednak w Syrii w trudnym położeniu, częściowo ze względu na ruchy samego prezydenta osłabiające wiarygodność USA.

Atak chemiczny w Dumie spowodował kolejny wzrost natężenia kryzysu w Syrii. Uderzenie miało miejsce zaledwie kilka dni po tym, jak sam prezydent i administracja zasygnalizowały chęć do ograniczenia zaangażowania w konflikt. Prezydent Trump potępił w ostrych słowach atak i prezydenta Asada, obarczając za niego odpowiedzialnością także Iran, i – co bardzo istotne – Rosję. Jest prawdopodobne – choć nie przesądzone, że administracja zdecyduje się na uderzenie w wojska syryjskie. Zarówno samo przeprowadzenie ataku, jak i szersze otoczenie polityczne są jednak dużo trudniejsze dla prezydenta niż rok temu, gdy przeprowadzono atak na bazę Szarjat w odwecie za uderzenie na wioskę Chan Szejkun.

Wojna informacyjna i użycie różnych środków chemicznych

 Pierwszym czynnikiem, który może wpłynąć na działania prezydenta, jest wojna informacyjna prowadzona w Syrii. Oczywiście jest ona obecna od początku konfliktu, ale zaznacza się szczególnie właśnie w wypadku obecnego ataku chemicznego. Rok temu w Chan Szejkun użyto sarinu, będącego bojowym środkiem trującym. Dość łatwo zidentyfikowano jednostkę, która przeprowadziła uderzenie, dzięki czemu można było zrealizować uderzenie odwetowe. Z kolei rejon działań jest otoczony lub kontrolowany przez wojska rządowe. W tej miejscowości prawdopodobnie użyto chloru i sarinu. Wykorzystanie chloru jako bojowego środka trującego jest trudniejsze do udowodnienia i jednoznacznego przyporządkowania, gdyż w przeciwieństwie do sarinu gaz ten jest łatwiejszy do pozyskania w rejonie walk i potencjalnie „prowizorycznego” użycia również przez inne strony konfliktu. Na kwestię wykorzystania przez wojska Asada chloru zwrócił uwagę m.in. Frederic C. Hof z Atlantic Council. Przedstawiciele amerykańskiej administracji już wcześniej przyznawali, że siły Asada – już po ataku rakietowym z kwietnia 2017 roku – przypuszczalnie wielokrotnie używały chloru, i nie wywoływało to tak znaczących konsekwencji, jak w wypadku trudno dostępnego i silniejszego sarinu. Uzyskanie danych niezbędnych do ostatecznej decyzji o uderzeniu po ataku w Dumie może więc być znacznie trudniejsze.

Zwiększona obecność rosyjskich jednostek przeciwlotniczych


Po ataku z kwietnia 2017 roku Rosjanie kolejny raz wzmocnili swoją obronę przeciwlotniczą w Syrii, rozmieszczono m.in. dodatkowe elementy systemów S-400. Wiele wskazuje, że uderzenie na bazę Szarjat było pewnym zaskoczeniem dla Moskwy. Amerykanom udało się zidentyfikować cel, w którym znajdowała się znaczna część syryjskiego potencjału lotniczego, i zaatakować go skutecznie nie wchodząc w strefę rażenia rosyjskiej obrony oraz bez ryzyka strat wśród doradców wojskowych. Obecnie prawdopodobnie dużo trudniej będzie zaplanować uderzenie tak, aby bezpiecznie uniknąć konfrontacji z jednostkami rosyjskimi. Tym bardziej, że przedstawiciele rosyjskich władz jak np. szef sztabu generalnego gen. Gierasimow deklarowali, że Moskwa może odpowiedzieć w wypadku ataku koalicji na Damaszek. Planowanie i realizacja ataku mogą więc być dużo trudniejsze, zważywszy na chęć zadania adekwatnych strat siłom syryjskim z jednej strony i uniknięcia eskalacji konfliktu z drugiej.

Geopolityczna „próżnia” i wzmocnienie przeciwników USA


Kilka dni temu prezydent Trump zasygnalizował chęć szybkiego wycofania z Syrii. Wskazał przy tym na duże koszty działań USA na Bliskim Wschodzie jak i na fakt, że odpowiedzialność powinny obecnie przejąć inne państwa. Według doniesień agencyjnych Trump miał dążyć do wycofania wbrew większości doradców. To z pewnością obniżyło wiarygodność Amerykanów w regionie, nawet jeżeli prezydent zgodził się na czasowe pozostanie w regionie, przez okres do pół roku. Trudno nie przytoczyć tutaj analogii do wycofania wojsk USA z Iraku w czasie administrację Obamy w 2011 roku i „powrotu” kilka lat później w ramach operacji zwalczania Państwa Islamskiego. Niemal równolegle z deklaracją Trumpa w Ankarze odbył się szczyt prezydentów Rosji, Turcji i Iranu dotyczący sytuacji w Syrii. Te trzy kraje – z których co najmniej dwa są rywalami Waszyngtonu – chcą ściśle współpracować, aby podzielić wpływy w Syrii. Jest też tajemnicą poliszynela, że tylko obecność USA powstrzymuje Turcję od szerzej zakrojonych działań przeciwko Kurdom, będącym – w ramach Syryjskich Sił Demokratycznych – filarem oddziaływania Stanów Zjednoczonych, w pewien sposób redukującym wpływ Iranu. Gdyby USA zrealizowały swoje deklaracje o szybkim wycofaniu z Syrii, Moskwa i Teheran (uznawany od dawna za poważne zagrożenie również przez samego Trumpa) z pewnością umocniłyby swoje wpływy nie tylko w ogarniętej wojną domową Syrii, ale również na Bliskim Wschodzie w ogóle, zagrażając sojusznikom USA. Wiele wskazuje na to, że Trump szukał „łatwego” rozwiązania, co w efekcie skomplikowało sytuację w regionie. Nie ma dowodów na bezpośredni związek między atakiem chemicznym (którego okoliczności zresztą nadal nie wyjaśniono) a deklaracją Trumpa. Senator John McCain stwierdził jednak, że prezydencka deklaracja „ośmieliła” Asada, oraz wspierających go Iran i Rosję.

Sam atak, o ile zostanie przeprowadzony, może przyjąć formę uderzenia rakietowego (za pomocą pocisków Tomahawk z okrętów podwodnych i nawodnych w regionie), lotniczego lub połączonego. Niewykluczone, że oprócz sił USA wezmą w nim udział także jednostki francuskie. Być może prezydent Trump będzie chciał przeprowadzić uderzenie na większą skalę, niż rok temu, gdy było ono ograniczone do w zasadzie jednego celu. W atakach lotniczych mogą zostać użyte samoloty stealth, na przykład F-22, aby ograniczyć ryzyko kontrakcji ze strony obrony przeciwlotniczej.

Raczej mało prawdopodobne jest natomiast szersze zaangażowanie jednostek lądowych, z uwagi na koszty takiego posunięcia, a także na większe ryzyko konfrontacji z Rosjanami, które i tak jest podwyższone. Trzeba też pamiętać, że jeszcze wczoraj rzeczniczka Białego Domu poinformowała, że prezydent nadal chce wycofania wojsk z Syrii – po pokonaniu ISIS oraz zapewnieniu, że broń chemiczna nie będzie używana.

To może wskazywać, że cele działań militarnych pozostaną ograniczone. Z drugiej strony, możliwe są kroki wobec Rosji i Iranu. Mogą one przybierać na przykład formę sankcji, choćby podobnych do tych, jakie wprowadzono 6 kwietnia wobec rosyjskich oligarchów. Wiadomo, że restrykcje spowodowały znaczne turbulencje na rynkach finansowych. Jeżeli natomiast chodzi o Iran, administracja może wzmocnić swoje stanowisko wobec Teheranu, porozumienia atomowego i programu rakietowego. Niewykluczone zresztą, że irańskie instalacje w Syrii staną się celem nalotów, tak jak miało to miejsce w wypadku izraelskich ataków.

Widać wyraźnie, że po ataku chemicznym w Dumie sytuacja jest dużo bardziej skomplikowana niż rok temu, a administracja amerykańska znajduje się w trudnym położeniu z uwagi na zwiększanie wpływów Rosji, Iranu i Turcji. Dowodem na skomplikowanie sytuacji jest też atak na bazę T4, przeprowadzony prawdopodobnie przez Izraelczyków. Jeszcze niedawno o to uderzenie oskarżano USA i Francję. Decyzje podejmowane w nadchodzących dniach mogą mieć kluczowe znaczenie dla przyszłości regionu, jak i sojuszniczej wiarygodności USA. Jednocześnie będą jednak obarczone bardzo dużym ryzykiem.

Z obecnej sytuacji płyną też dwa ważne wnioski związane z postrzeganiem obecności militarnej i politycznej USA w ogóle. Po pierwsze, Stany Zjednoczone mogą w każdym momencie zdecydować się na wycofanie z części działań w określonym obszarze (także w Europie). Sytuacja w Syrii jest przykładem, że konsekwencje ograniczenia zaangażowania – czy nawet deklaracji ograniczenia zaangażowania, mogą być bardzo daleko idące. Po drugie, szybkie i niespodziewane zmiany sytuacji politycznej mogą powodować dodatkowe obciążenie potencjału militarnego USA, automatycznie zmniejszając możliwość projekcji siły w innych obszarach. To z kolei może zostać wykorzystane na przykład przez Rosję, jako „unikalna szansa” na zwiększenie własnych wpływów. Warto o tym pamiętać, planując politykę bezpieczeństwa w Polsce, czy na wschodniej flance NATO.

Jakub Palowski 

http://www.defence24.pl/od-wycofania-do-ataku-syryjskie-pulapki-trumpa-3-punkty

http://www.defence24.pl/trump-rozwiazanie-silowe-odpowiedzia-na-atak-chemiczny-w-syrii

Husky

   za neon24.pl

Syryjskie pułapki Trumpa
Oceń artykuł
Udostępnij

Napisz co myślisz