Zapłaciliśmy za sznur, na którym nas wieszają

Nie jest rzeczą przyjemną pełnienie roli Kasandry. Żadnej satysfakcji nie przynosi mi dzisiaj stwierdzenie – a nie mówiłem! Jeżeli jacyś wyjątkowi naiwniacy wierzyli jeszcze do niedawna, że Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN będzie uczciwą placówka historyczną to ostatnie dni powinny być dla takich osób kubłem lodowatej wody wylanej na ich prostoduszne łatwowierne głowy.

I tak debata w muzeum POLIN p.t. Obcy w domu. Wokół Marca 68’ zorganizowana przez polski oddział żydowskiej loży B’nai B’rith z udziałem Adama Michnika, Jana Lityńskiego, i Piotra Osęki okazała się jednym wielki antypisowskim oraz antyrządowym spektaklem i atakiem na rzekomy polski antysemityzm. Kilka dni później jej uczestnik, prof. Osęka z PAN popędził do niemieckiej telewizji „MDR” by powiedzieć: „Razi przede wszystkim potrzeba udowodnienia światu, że cierpienia Polaków w czasie wojny nie były w żaden sposób mniejsze od cierpień Żydów. A były nawet jeszcze większe, ponieważ w czasie okupacji Polacy wykazali się ogromnym heroizmem, w przeciwieństwie do Żydów. […] Są narody, które maja ropę, takie, które mają przemysł, a my Polacy mamy nasze cudowne cierpienie! I nie pozwolimy na to by ktoś nam to cierpienie odebrał albo próbował umniejszyć, bo jest ono częścią nas jak terytorium państwowe! Takie rozważania się za tym kryją. To takie „jesteśmy kimś”. Polska nie jest w końcu ani potęga gospodarczą, ani nie ma silnej armii. Nie może tez wykazać szczególnie wysokiego poziomu życia. Wręcz przeciwnie: Polscy chętnie emigrują na Zachód w poszukiwaniu lepszego życia. Stąd potrzeba kompensacji poprzez mit o bohaterstwie, cierpieniu i odwadze polskiego narodu. To te braki wyrównuje. W tej optyce polska historia ma tylko jedną wersję: chwalebną”.

Kolejnym skandalem był zorganizowany w muzeum POLIN wykład prof. Uniwersytetu Warszawskiego, Michała Bilewicza zatytułowany „Epidemie mowy nienawiści, Jak blisko Marca 68’ jesteśmy?”, podczas którego stwierdzono, że polski antysemityzm zbudowany jest na „narcystycznej tożsamości narodowej” zaś „potencjał antyjudaizmu tkwi w katolicyzmie”, czego najlepszym przykładem ma być oczywiście o. Tadeusz Rydzyk. Oberwało się całej „antysemickiej prawicy”, a przytaczane i na siłę naciągane pseudo dowody antysemickiej myślozbrodni dotknęły nie tylko Jarosława Kaczyńskiego, ale nawet Magdalenę Ogórek i Rafała Ziemkiewicza. Oczywiście tylko dla porządku dodam, że na indeksie muzeum POLIN znalazła się również „Warszawska Gazeta” i „Polska Niepodległa”. I w ten oto sposób mamy usadowioną w centrum stolicy Polski pseudo historyczna placówkę, która tak naprawdę zajmuje się działalnością polityczną i propagandową wymierzoną w naszą ojczyznę. Dlatego przecierałem oczy i uszy ze zdziwienia, kiedy dwa tygodnie temu wiceminister kultury Jarosław Selin mówił: „Dotacja podmiotowa na Muzeum POLIN ze strony ministerstwa w wysokości 8,9 mln zł rocznie, stabilna, umożliwiająca funkcjonowanie tego muzeum, również liczne dotacje celowe na różne zadania, które muzeum planuje w każdym konkretnym roku, także to jest współpraca dobra, merytoryczna po prostu”. Jakież to typowe dla dorobku III RP. Najpierw wyobrażamy sobie i zapewniamy wszystkich wokoło jak to będzie pięknie, a kiedy czar pryska pocieszamy się, że nie jest tak źle, bo przecież mogło być gorzej. Jak śpiewał zespół „Tilt”: „Jeszcze będzie wspaniale / Jeszcze będzie normalnie” – ale póki co i jak przystało na wyjątkowych frajerów opłacajmy hojnie tych, którzy nas nienawidzą i bezczelnie plują nam w twarz z samego centrum naszej stolicy.

Lenin mówił: „Kapitaliści sprzedadzą nam sznurek, na którym ich powiesimy”. Tymczasem kolejne polskie rządy zadbały o to, aby sznur, na którym nas właśnie wieszają został ufundowany z naszych polskich portfeli oczywiście nie pytając się nas o zdanie. Ile zapłaciliśmy za tę kosztowna pętlę, którą dzisiaj z sadystyczną uciechą zaciska się na naszej szyi? Ile wydaliśmy na tę okazałą szubienicę, na którą nas wyprowadzają przy akompaniamencie światowych medialnych fanfar? Oprócz tych corocznych dotacji, o których mówił wiceminister Selin polski podatnik wyłożył na Muzeum Historii Żydów Polskich – bagatela – 180 milionów złotych i to w sytuacji, gdy do dzisiaj w Warszawie nie powstało Muzeum Historii Polski. Jakie podziękowanie spotkało nas za ten piękny i jak się okazuje politycznie infantylny gest? Oto przykłady.

„Aż 6 mln zł przyznało Ministerstwo Kultury na Muzeum Jana Pawła II i Prymasa Wyszyńskiego w Świątyni Opatrzności. To prawie połowa kwoty, jaką dostały pozostałe instytucje razem wzięte” – alarmowała cztery lata temu „Gazeta Wyborcza”. Ze wsparciem dla czerskich natychmiast pospieszył publicysta „Więzi”, Konrad Sawicki pisząc: „Przyznanie Świątyni Opatrzności Bożej dotacji w wysokości 6 mln zł z kasy Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego budzi sprzeciw. Jest to decyzja szkodliwa i dla kultury, i dla Kościoła”. Oczywiście natychmiast odmeldował się na Onecie hołubiony przez michnikowszczyznę, literat, Andrzej Stasiuk mówiąc: „Daliśmy 6 milionów. To znaczy minister kultury wyjął nam z kieszeni i bez pytania dał, jako dotację, na Centrum Opatrzności Bożej. Ważne, że dał bez pytania (…) Postać papieża nie ma już nic wspólnego z kulturą (…) wspólnym narodowym wysiłkiem uczyniliśmy z niej świątka, postać plemiennych z jasełek i przydomowego krasnala”. Pamiętajmy, że mówimy tu o 6 milionach przeznaczonych na upamiętnienie dwóch wielkich i wybitnych Polaków. Czym była ta kwota w porównaniu ze 180 milionami wydanymi z naszych podatków na uczczenie polskich Żydów? Oczywiście wystarczyła jedna doba, aby „gazeta Wyborcza” mogła już nazajutrz napisać: „Posłowie SLD domagają się dymisji ministra kultury, a redaktor naczelny portalu „Liberté!” składa zawiadomienie do prokuratury o podejrzeniu przekroczenia uprawnień przez urzędników ministerstwa. To pokłosie wczorajszego tekstu w „Gazecie Wyborczej” o dotacji na muzeum w Świątyni Opatrzności”.

A teraz przejdźmy do skromnego Muzeum Polaków Ratujących Żydów podczas II wojny światowej im. Rodziny Ulmów w Markowej. Wybudowano je za 8 milionów złotych. Z jakim przyjęciem się ono spotkało? „Mówienie – jak to uczynił prezydent Duda w dzień otwarcia placówki – o setkach tysięcy Polaków, którzy pomogli Żydom, może wzbudzić w Jerozolimie podejrzenie o wykorzystanie owego tragicznego, ale i nietypowego przypadku rodziny Ulmów do przedstawienia w lepszym świetle zachowania Polaków w czasie Holokaustu” – pisał niemieckim dziennik, Frankfurter Allgemeine Zeitung. A komentująca tekst FAZ, stacja Deutsche Welle dodawała: „Dyrektorka przyznającego ten tytuł instytutu Jad Waszem Irena Steinfeldt zaznacza bowiem, że choć liczba Polaków w porównaniu z innymi krajami jest najwyższa, to jednak w obliczu trzech milionów polsko-żydowskich ofiar jest raczej niska”.

Głupota kolejnych polskich rządów, a mówiąc wprost dokonana z premedytacją zdrada pamięci o naszych bohaterskich przodkach poraża. Z jaką bowiem sytuacją mieliśmy do czynienia zanim uroczyście otwarto muzeum w Markowej? Oto liczni odwiedzający Kraków turyści, w tym także niemieccy i żydowscy, mogli zwiedzać tamtejsze Muzeum Fabryki Emalii Oscara Schindlera i dowiadywać się, że najważniejszym i niestety już historycznym bohaterem ratującym Żydów w okupowanej Polsce był ten niemiecki przedsiębiorca. Dlaczego niemieckie szmatławce wspierane przez środowiska żydowskie nie pisały przy okazji otwarcia muzeum Schindlera o celowym nagłaśnianiu zupełnie „nietypowego przypadku”? Dlaczego Irena Steinfeldt z Jad Waszem nie zaprotestowała mówiąc, że nie godzi się, aby w państwie setek tysięcy bezimiennych bohaterów niosących z narażeniem życia pomoc Żydom honorować akurat Niemca? Dlaczego nie mówi się, że Schindler nie ryzykował niczym, a jedynie dzięki pozycji okupanta oraz bliskiej znajomości z katem i sadystycznym oprawcą Żydów w obozie w Płaszowie, Amonem Franzem Göthem mógł dłużej niż inni niemieccy przedsiębiorcy korzystać z darmowej żydowskiej siły roboczej? Dlaczego podobnego muzeum nie wybudowano najpierw Polakowi, Henrykowi Sławikowi, który ocalił życie, co najmniej 5000 tysiącom Żydów, czyli wielokrotnie większej liczbie niż Schindler? Dlaczego swojego muzeum i pomnika nie ma ksiądz Marceli Godlewski, który uratował 3000 Żydów z warszawskiego getta?

Aby dopełnić tę czarę goryczy wypełnioną żydowską niewdzięcznością i wściekłym antypolonizmem przypomnę jeszcze reakcję środowisk żydowskich na nieśmiałe polskie propozycje, aby w pobliżu Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN ufundowanego w lwiej części z kieszeni Polaków powstało jakieś upamiętnienie tych naszych rodaków, którzy oddali życie ratując Żydów. Oto odpowiedź Centrum Badań nad Zagładą Żydów przy Instytucie Filozofii i Socjologii Polskiej Akademii Nauk: „Tych kilka ulic i skwerów stanowi jedyną w swoim rodzaju strefę pamięci, na której terenie powinno się przede wszystkim oddać cześć żydowskiemu cierpieniu, a nie polskiemu heroizmowi. Tym bardziej, że Sprawiedliwi toczyli swoją własną walkę w wielkim osamotnieniu: z jednej strony groziły im najsurowsze kary ze strony okupanta, z drugiej – spotykali się z brakiem zrozumienia i wrogością ze strony antysemicko nastawionych rodaków”. I w ten oto sposób środowiska żydowskie wspierane przez miejscowych szabes gojów udowodniły, że to one decydują, co może, a co nie może znajdować się na terenie stolicy Rzeczpospolitej. Po historii z usuwaniem oświęcimskiego krzyża taka sytuacja nie powinna już nikogo dziwić.

Na początku wspomniałem, że czuję się dzisiaj trochę w roli Kasandry przewidując dawno temu taki rozwój wydarzeń. Na dowód pragnę przypomnieć dłuższy fragment mojego artykułu opublikowanego na łamach „Warszawskiej Gazety” w 2014 roku i zatytułowanego: Króle Srule i koszerna husaria.

Nie mam złudzeń, jakie przesłanie pójdzie w Polskę i świat oraz czemu owo muzeum będzie służyło. Wystarczyło wsłuchać się w przemówienie, jakie wygłosił prezydent Izraela Reuwen Riwlin, za które na dodatek został wyściskany i nagrodzony rzęsistymi oklaskami. W skrócie można je streścić następująco. Na polskich ziemiach przed wiekami osiedlił się naród nieskazitelny, szlachetny, pozbawiony wad, bohaterski, mężny i sprawiedliwy. Niestety przyszło mu tu żyć w otoczeniu tubylców, których jedyną zaletą jest to, że po wielu stuleciach dzięki książce „Jedwabne” autorstwa kłamcy i pseudo historyka Tomasza Grossa zdecydowali się w końcu zgłębić w swoją mroczną i haniebną przeszłość. Przytoczmy słowa prezydenta Riwlina: „Szanowni państwo, przed piętnastoma laty książka Jana Tomasza Grossa „Sąsiedzi” głęboko poruszyła polską świadomość historyczną. Książka ta ukazała w najbardziej bolesny sposób zbrodnię w Jedwabnem, obudziła polską społeczność powodując, że zagłębiła się w swą przeszłość. Podczas jednej z ówczesnych debat profesor Leon Kieres, prezes Instytutu Pamięci Narodowej powiedział, że zbrodnia w Jedwabnem stanowi wielką szansę dla polskiego społeczeństwa, „Jest to nadzieja na dialog z nami samymi na temat naszej wspólnej biografii, jest to nadzieja pokazania całemu światu, że jesteśmy wystarczająco odważni, żeby nie obawiać się debaty w tej sprawie”.

A teraz przyjrzyjmy się jego słowom mówiącym o polskich Żydach: „Nasza rodzinna legenda, podawana z ust do ust, opowiada o wyjątkowej historii jednego z moich praojców. Na jednym z sejmików polska szlachta nie mogła się zgodzić co do wyboru nowego polskiego króla. Jako czasowe rozwiązanie wybrano protoplastę naszego rodu, Szaula Karmelema Bogena, na jednodniowego króla. […] Tutaj w końcu walczyli Żydzi służący z bronią w ręku, w królewskich wojskach zyskując miano bohaterów polskiego oręża”. Natychmiast sięgam po Poczet królów i książąt polskich z reprodukcjami portretów autorstwa Jana Matejki i wertuję w poszukiwaniu jakiegoś króla Szaula, Szmula bądź Srula, a tu nic? Ale może się mylę i to właśnie na trop żydowskiego króla Polski wpadł kiedyś Julian Tuwim pisząc: „Srulki z uśmiechem lubym, kłaniają się Srulom grubym / A w głębi – w ciszy – wielki jak król, duma sam wielki Srul”. Jakoś trudno mi sobie też wyobrazić całą armię żydowskich rycerzy pod polskimi znakami. Wypowiedź prezydenta Izraela jednak wyraźnie sugeruje, że to właśnie dzięki Żydom sława i bohaterstwo polskiego oręża obiegły świat.

Czyżby to chorągwie żydowskiej jazdy rozgromiły wojska krzyżackie na polach Grunwaldu, a Zawisza Czarny herbu Sulima był również śniady? Czy pod Wiedniem do definitywnego rozbicia tureckiej armii doprowadziła brawurowa szarża żydowskiej husarii dowodzonej przez hetmanów, Stanisława Jabłonowskiego i Mikołaja Sieniawskiego? Czy pod Chocimiem hetman Jan Karol Chodkiewicz uniósł buławę i ruszył do brawurowego kontrataku na czele tej samej żydowskiej skrzydlatej jazdy? Czy rzeczywiście polscy Żydzi najbardziej kojarzą się dzisiaj z chwałą polskiego oręża, czy może bardziej ze spontanicznym i radosnym witaniem na polskich ziemiach najeźdźców i okupantów naszej ojczyzny? Czy przez pokolenia utrwalił się w powszechnej świadomości obraz Żyda husarza, lisowczyka i ułana czy może raczej przedsiębiorcy, bankiera, prawnika, karczmarza, kramarza, handlarza sklepikarza i lichwiarza, a po ostatniej wojnie komunistycznego oprawcy oskarżającego, skazującego i mordującego polskich patriotów?

  • Tekst ukazał się w „Warszawskiej Gazecie”

Mirosław Kokoszkiewicz (Kokos26)  

Źródło: FB – Mirosław Kokoszkiewicz , 6 kwietnia 2018.

  • Bloger, stały publicysta ogólnopolskich tygodników: Warszawska Gazeta i Polska Niepodległa oraz miesięcznika Zakazana Historia. Autor książek „Jak zabijano Polskę” i „Polacy, już czas”.
  • Ilustracja tytułowa:  Mirosław Kokoszkiewicz (kokos26). Fot. wPolityce.pl
 

Mirosław Kokoszkiewicz (Kokos26) na Facebook’u  >   >   >   TUTAJ.

Napisz co myślisz