I znowu durna demagogia zamiast realnej zmiany!

Po pierwsze: nie w wysokość diet poselskich problem – tylko w zbyt niskich zarobkach ogółu zatrudnionych w Polsce.

A po drugie i prawdziwą oszczędność, i cel społecznie użyteczny można uzyskać nie przez jakieś dziadowskie mini cięcia i oddawanie premii, tylko przez  całkowite zniesienie finansowania partii z budżetu państwa. Koronny zaś w takich sytuacjach „argument” z SMS-ów PiS-u, że „bez dotacji partie będą na utrzymaniu oligarchów” -wystarczająco już sfalsyfikowały nagrania z Sowy oraz choćby dra  Kulczyka  przypadki. Dotacje są – i rządy oligarchów mają się znakomicie.

 

O większą władzę aparatów partyjnych 

Jasne, zadziałać miało rzekomo „niezadowolenie obywateli”, od lat przez każdy kabaret i wszystkich prezenterów radiowych karmionych opowieściami, że lepiej będzie, kiedy posłowie i radni zaczną jeździć publiczną komunikacją i dopłacać do swoich mandatów. Tak zresztą odbija się politykom czkawką ich napuszczanie Polaków jednych na drugich – skoro w Polsce „za dobrze” mają mieć i górnicy, i rolnicy, i lekarze rezydenci – to przecież tym bardziej dotyczyć to musi i narodowych wybrańców, nieprawdaż? Sęk w tym jednak, że tak jak kasyno zawsze wygrywa – tak na dalszym wyobcowywaniu klasy politycznej w Polsce nijak jakoś nie mogą zyskać zwykli ludzie – tylko ośrodki decyzyjne tych samych głównych partii. To nie gniew obywateli wszak zadecydował – tylko obywatel  Kaczyński! I miał on ku temu swoje powody, znacząco inne od frustracji i wkurzenia „normalsów”. Liderom partyjnym nieprzypadkowo wręcz zależy na presji społecznej(?)- medialnej przeciw „przywilejom poselskim”. Wszak w realiach polskich za „za dobrze zarabiających” – uznać można ewentualnie co najwyżej europosłów – a to ktoś z tego grona, właśnie dzięki swojej finansowej niezależności co i raz się PiS-owi urywa! A tak, jak sobie taki poseł z dietki nie odłoży na luksus niezależności – to się będzie bardziej starał, żeby go partia-żywicielka znowu wystawiła. 

Historycznie idea uposażenia posłów pojawiła się po raz pierwszy bodaj na początku XX wieku, wraz z wejściem do Izby Gmin pierwszych deputowanych labourzystowskich, którzy na obrady przychodzili wprost z fabryk, w których pracowali. Konserwatywni i liberalni gentlemani uznali, że aby mecz miał choćby pozory fair-play – należy wyrównać szanse, dając socjalistom choć ułamek tych pieniędzy, które klasom posiadającym dawała ich wielowiekowa pozycja społeczna. W III RP oczywiście jednak o żadnym graniu fair nie może być mowy. Żyjące z dotacji nie tylko nie dopuszczą do żłobu nikogo nowego, ale i wolą, by „wspólną” kasą zarządzał aparat, niż żeby o czymkolwiek, o jednej złotówce mogli decydować choćby i siedzący w Sejmie członkowie. Demagogia i podkręcanie emocji wokół wysokości diet i pensji polityków już dziś doprowadziła do tego, że np. radni miejscy powszechnie siedzą w kieszeniach swoich prezydentów/burmistrzów, zajmując fikcyjne często etaty w spółkach komunalnych, co system samorządności w naszym kraju czyni całkowicie fikcyjnym.

 

Jedyny dawca 

Dopiero na tym tle Kaczyński sam może pozować na „gardzącego forsą”, niczym krzyżówka  Piłsudskiego  z  Gomułką  – bo przecież to on uosabia kapitalizm partyjny w Polsce, najpierw efektywnie uwłaszczając swoje otoczenie na majątku wyrwanym państwu w dzikich latach 90-tych i rządząc tymi zasobami przez system spółek i fundacji, a następnie inspirując i strzegąc utrwalenie systemu partyjnego III RP przez utrzymywanie go z budżetu państwa. On sam może pozować na dziadka-abnegatka (którym zresztą prywatnie zdaje się jest) bez portfela i karty kredytowej – bo na jego skinienie płyną miliony „metalowych” fundacji, a ostatnio i środki państwowe. 

A swoją drogą skonstatujmy przy okazji, że nawet nie trzeba jakoś szczególnie podpadać Kaczyńskiemu, żeby zostać załatwionym. Nieszczęsna  Szydło  zrobiła tylko to co, umie – czyli nic, ale paru internautów pisało przecież od jakiegoś czasu, że fajniejsza była od tego Nowego – i Prezes ją właśnie po prostu publicznie zmiażdżył. Przecież to aż strach być jego kotem! 

No to przecież elementarne, aż się nie chce tłumaczyć: 

– najpierw się babinie kazano/pozwolono skompromitować (a „po prostu należały!” przeszło do historii obok „trzeba się było ubezpieczyć” i „taki mamy klimat”) 

– następnie nie dość, że Kaczyński jeszcze silniej uzależnia partię od siebie tanim gestem, to jeszcze robi z Szydło „gupio pazere„, czyli zabija ewentualny cień myśli o jakimś samodzielnym zdyskontowaniu jej jakiejś tam popularności, 

– a przy tym wszystkim Naczelnik przypomina, że jeszcze żyje, jest dobrym carem mimo błądzących niekiedy bojarów, więc lud PiS-owski zamiast oprzytomnieć i dostrzec identyczność PiS z resztą tej hołoty –  będzie tylko w N-następnych razach czekał, aż Prezes znowu zabierze głos, wszystko wyjaśni i uratuje. 

Zaprawdę, tylko PiS tak hucznie odtrąbia sukces z własnych wpadek i porażek!

 

Samobójstwo na raty 

Tych zaś jest coraz więcej. Nie widać kresu bagna międzynarodowego, w które PiS ochoczo brnie coraz głębiej, potęgując tylko skutki błędów i fatalnych decyzji wszystkich dekad III RP. Wpadkami okazują się jednak kolejne sztuczki tak ukochanego przez Kaczyńskiego PR-u wewnątrzpolitycznego.  Tak było choćby z nieszczęsną ustawą degradacyjną. Może i próbując ją wprowadzić spin-doktorzy PiS zakładali, że wzmacniając lewicę/”lewicę” a to dekomunizacją, a to degradacją Generała, a to odbieraniem praw socjalnych nabytych w PRL, a to antyaborcją – podzielą opozycję, podhodują lewą nóżkę i wzmocnią własne szanse wyborcze. W istocie jednak był to jedynie dowód jak bardzo „stratedzy” PiS-u nie rozumieją skąd wzięli WŁASNE głosy! W jakimś samobójczym pędzie Prawo i Sprawiedliwość bynajmniej nie osłabiło opozycji – tylko uderzyło we własny elektorat, zwabiany dotąd hasłami socjalnymi. Dalsze brnięcie w tym kierunku oznacza więc utratę szans na utrzymanie się u władzy. 

W tej sytuacji zadziałać musiał ostateczny, zawsze gotów do poświęceń mechanizm ratunkowy PiS. Prezydent  Duda  może i musi ratować PiS przed kolejnymi wpadkami, grożącymi a to paraliżem prawnym (jak w przypadku sądów), a to spadkiem w sondażach (jak jest z ustawą degradacyjną). Czyni tak w pokorze, narażając się własnemu betonowi partyjnemu, który nie nadąża za kolejną mądrością etapu. Logika jest jednak bezlitosna. Dopóki PiS istnieje (tzn. dopóki żyje Kaczyński) – wyborcy ci nie mają dokąd odpłynąć, a zatem nie ma co się nimi za bardzo przejmować (podobnie jak i zwolennikami obrony życia itd.). Dbać trzeba wyłącznie o tych, którzy mogliby odejść albo znów odpuścić sobie w ogóle wybory, zaburzając chwiejną równowagę – a są to m.in. elektoraty zabrane niegdyś Samoobronie i oddziedziczone po SLD. I właśnie dla uspokojenia tych głosujących – Duda znów musiał się poświęcić. Tym samym Kaczyński po raz kolejny wycofał się z oczywistego błędu, ale i ugrał coś w swojej ulubionej grze „zarządzanie przez kryzys”, czyli ostatecznie dobił popularność prezydenta w szeregach ludu PiS-owskiego. Przywódcy tacy jak Prezes nigdy bowiem nie dopuszczą, by choćby najwierniejszy ich sługa i podnóżek choćby wydawał się kimś więcej, niż anonimowym wykonawcą jedynej woli. No chyba, że ma zrobić coś wyjątkowo wrednego. To wtedy, oczywiście, działa całkowicie samodzielnie!

 

W służbie obcych 

Niestety, „sukcesy Kaczyńskiego” drogo kosztują Polskę, a „zarządzanie przez kryzys” jest metodą stricte destrukcyjną, podważającą same podstawy funkcjonowania państwa. A III RP, choć twór to koślawy, niesuwerenny i z gruntu do zmiany – to przecież także państwo polskie, innego, póki co nie mamy i niszczyć go bez pomysłu co w zamian – jednak pochopnie by nie należało. Na szczęście jednak, wspomniane „zwycięstwa Naczelnika” – stają się też coraz kosztowniejsze dla samej partii władzy, co w końcu odbić się może na jej wynikach wyborczych, zwłaszcza w realnym świecie nieobjętym telewizyjną propagandą – na prowincji, w rolnictwie, w Polsce B, C, D, która wprawdzie może ucieszyć się, że posłowie zarobią mniej – ale raczej sama wolałaby zarabiać więcej. PiS może więc formalnie wygrać wybory samorządowe – i dalej nie wziąć władzy w regionach (co zresztą pewnie samego Kaczyńskiego nie zmartwi – bo znowu, ograniczy samodzielność struktur partii, w tym przypadku lokalnych, zwiększając ich zależność od centrali). 

Bardzo wyraźny staje się też brak dalszych pomysłów na wypełnienie kolejnych lat rządów w Polsce. Już wiadomo, że nie spełni tych oczekiwań Mieszkanie Plus, bo jakościowo i efektami nie będzie odbiegać od poprzednich programów rządowego wsparcia dla developerów. Opowieści premiera o szerokich planach inwestycyjnych rządu brzmią już coraz nudniej i mniej wiarygodnie, a ciągłe chwalenie się „uszczelnieniem VAT-u” zaczyna wręcz drażnić, wbrew zapowiedziom nie bije bowiem w okrzyczanych aferzystów i wielkich manipulantów, tylko oznacza zwiększony nacisk fiskalny na rodzimą drobną i średnią przedsiębiorczość. W dodatku zaś cała operacja ujawnia tylko jeszcze jeden fałszywy rys PiS-u. Partia ta, a osobiście premier Morawiecki przedstawiają „uszczelnianie VAT” jako swój wielki, patriotyczny plan ekonomiczny. Tymczasem fakty są takie, że i rozpaczliwe poprawianie ściągalności tego podatku, także kosztem uczciwych, drobnych przedsiębiorców – i utrzymywanie jego absurdalnie dotkliwie wysokiej stawki – to CENA jaką PiS płaci Unii Europejskiej za swoją pseudo-polską frazeologię. To m.in. od WPŁYWÓW Z VAT płaci się krajową składkę unijną – a PiS-owcy faryzeusze, celnicy i uczeni w PiS-mie występują nie jako obrońcy polskiego budżetu, tylko jako poborcy pracujący dla Brukseli. 

I tak już chyba będzie wyglądać ta druga połowa meczu: liczne faule, zagrania ręką, nadmiar stałych (propagandowych) elementów gry, kilka pokazowych szarpań za koszulki – a i tak będzie wiadomo, że prawdziwy football rozstrzyga się w Super Bowl. 

Konrad Rękas

   za neon24.pl

I znowu durna demagogia zamiast realnej zmiany!
Oceń artykuł
Udostępnij

Napisz co myślisz