Lechickie fakty i mity

Choć w mniejszym bądź większym stopniu teorię o ciągłej obecności Słowian na terenie Niżu (przynajmniej od 900-400 roku p.n.e) czyli tzw. teorię neoautochtoniczną popierali między innymi Wojciech Kętrzyński i Edward Romuald Bogusławski, to w głównej mierze jej rozwój i promocję zawdzięczamy Józefowi Kostrzewskiemu.

Po drugiej stronie barykady jest jeden z głównych twórców krakowskiej szkoły archeologii historycznej – Kazimierz Godłowski, który skutecznie kwestionował podstawy metodologii badawczej Kostrzewskiego. W maszynopisie jego referatu wygłoszonego na konferencji archeologicznej w Moskwie z 1977 r. znajdujemy taki oto fragment:

,,Dlaczego właściwie przyjmować, że ludzie posługujący się pewnym językiem mieli równocześnie lepić garnki o proporcjach, czy też w pewien specjalny sposób formować brzeg naczynia i co więcej kontynuować tego rodzaju tradycje przez setki lat. Dlaczego mamy zakładać, że cechy te nie były przyjmowane, zapożyczane i przekazywane niezależnie od różnic etnicznych – tak jak wszystkie inne elementy kultury materialnej, duchowej i społecznej, na których dyfuzję mamy mnóstwo przykładów.”

Mimo wielu zastrzeżeń i wątpliwości prezentowanych przez licznych badaczy, dzięki posiadanej dziś przez nas wiedzy genetycznej, historycznej i archeologicznej, ja przez większość czasu pozostawałem i pozostaję nadal umiarkowanym zwolennikiem teorii o stałej obecności Słowian na terenie Niżu.

Wysoce cenię sobie pracę wykonaną przez autora książki ,,3000 lat Państwa Polskiego”, który może i pozwolił sobie na pewne nadinterpretacje, lecz był doprawdy najbliżej ustalenia prawdy na temat naszej przeszłości; i to na długo przed powstaniem Internetu oraz dokonaniem wielu współczesnych badań genetycznych.

Gdy z czystej ciekawości poznawałem historię Słowian, obracałem się jednocześnie w pewnym politycznym środowisku, w którym zaczęła zachodzić ogromna zmiana. Mimo dalszego nawiązywania do tradycji organizacji o tej samej nazwie istniejącej przed wojną i podkreślającej nierozłączność katolicyzmu z polskością, coraz częściej musiałem czytać niepochlebne wpisy na temat Kościoła Katolickiego. Z czasem rozwinęły się one w masową furię znaczącej części paru środowisk.

Furię przemieniono wkrótce później w skoordynowany atak. W tym celu sięgano po wysoce nieobiektywnych autorów i pisma, których autentyczność jest bliska zeru. Często także przekłamywano liczne wydarzenia historyczne, licząc na niewiedzę Internautów i ich skłonność do dawania wiary wszystkiemu, co napisze anonimowy użytkownik portalu społecznościowego. Jak grzyby po deszczu wyrosły nowe witryny, blogi, strony na portalach społecznościowych, pseudo-historyczne książki, które nieprzypadkowo promowano na półkach wielu księgarń.

Nie była w mej ocenie przypadkiem koordynacja działań wielu propagandzistów, którzy swoje rewelacje publikowali na niemal każdej otwartej i zamkniętej grupie na Facebooku, a także na rozmaitych forach dyskusyjnych. Z początku zresztą, choć masowe, te ataki na Kościół Katolicki i katolicyzm były poniekąd delikatne. Ostrożnie również poruszano tematy dotyczące historii Słowian, publikując jedynie informacje o nowych odkryciach naukowych i odkopując zapomniane fakty.

Początkowo wykorzystywano liczne fakty i odkrycia (np. Żmijowe Wały, Wazę z Bronocic, haplogrupę krwi R1A1, historyczne kroniki), by z czasem powoływać się już niemal wyłącznie na nic innego jak na zwyczajną mitologię, na mapy fałszowane w Paincie, na podania pseudo-historyczne, których wiarygodność obalono znacznie lepiej niż wielu apokryfów, na teorie autorów książek o Reptilianach jak i na anonimową pracę internetowych i amatorskich lingwistów, którzy w ostatnim czasie wysunęli publicznie propozycję ogromnego przymierza świata Słowian i muzułmanów, albowiem ,,Allah” oznacza w ocenie niektórych z nich ,,A’Lacha”, czyli Lecha i Lechitę.

Niestety, lecz w dobie Internetu, gdy większość osób naprawdę wierzy w niemal każdą przeczytaną rzecz, tego rodzaju ,,lingwistyka” i manipulacje ufologów, stały się kanwą nowej wiary tysięcy Polaków.

Weźmy zatem na szpilkę naszego czołowego ideologa Turbosłowian – pana Janusza Bieszka.

Mimo tego, że od wydania pierwszej części rewelacji Janusza Bieszka pdt. ,,Słowiańscy królowie Lechii. Polska starożytna” minęły już trzy lata, książka ta nadal jest widoczna na wielu półkach w popularnej sieci księgarni.

,,Badał historię Prasłowian jako twórców kultury łużyckiej, jak również plemion lechickich oraz plemion polskich. Jako jeden z argumentów Janusz Bieszk podaje historyczny obraz (1,37 x 2,22 m) Jasnogórski Poczet 52 Królów i Książąt Polskich znajdujący się w Częstochowie.” (źródło)

Jak widać nie wszyscy ,,badacze” posiadają umiejętność odróżniania prawdy od fikcji albo odróżniania faktów od mitologii i legend. Równie dobrze można by bez wiedzy na temat mitologii greckiej przeczytać zbiór mitów, znaleźć parę waz, posągów i uznać na tej podstawie, że Tytani faktycznie musieli istnieć, a Herakles to postać historyczna. Podobnie jak Minotaur i Gorgona Meduza.

Czytelnicy mogą w tej chwili sądzić, że idę nieco daleko z tym porównaniem i znacznie przesadzam, jednak ten sam ,,badacz historii Słowian” napisał, że ,,Odnośnie metod badawczych – mam swoje własne i nie muszą być one zgodne ze „stricte naukowymi”. (źródło)

Jakoś mnie to nie dziwi, albowiem ,,stricte naukowe” metody opierają się właśnie na odsiewaniu ziarna od plew i na odróżnianiu faktów historycznych od mitów o wilkołakach i rusałkach. Metody ,,stricte naukowe” opierają się na krytycznej analizie źródeł, na odróżnianiu hipotez od teorii i na naukowej weryfikacji faktów, ale wiem też, że dziś są to metody wielu osobom nieznane.

Dla naszego ,,badacza” dowodem na istnienie jakiegoś króla jest NOWOŻYTNE przedstawienie postaci historycznych i legendarnych, które wedle (jakże obiektywnego i poważnego) ,,Tajnego Archiwum Watykańskiego”, Kościół Katolicki przed Polakami ukrywa. W dodatku ukrywa całkiem nieźle, wydając w 1990 roku specjalnie dla tegoż dzieła album o nakładzie 20 tyś egzemplarzy i wieszając je tam, gdzie mogą oglądać je turyści.

,,W książce „Cywilizacje kosmiczne na Ziemi” autor, próbując porównać studia nad Biblią, tabliczkami sumeryjskimi, oraz badania innych, równie nieuznanych co on, badaczy, dochodzi do wniosków, że m.in. na Ziemi przed powstaniem Cywilizacji Wielkich Rzek istniały już cywilizacje pochodzenia kosmicznego władające zaawansowaną technologią i używające ludzi, stworzonych przez siebie metodami inżynierii genetycznej, jako niewolników. Tym sposobem próbuje on wytłumaczyć m.in. niebiańskie pochodzenie bóstw w wielu kulturach, mit o Atlantydzie, czy budowę Stonehenge.” (źródło)

Jak ulał pasuje to do teorii wielu blogerów, którzy przekonują nas, jakoby to Słowianie byli potomkami Ariów, a Ariowie to tak naprawdę kosmiczni Aniołowie. Skoro jedno i drugie słowo zaczynają się na literę ,,a”, dla internetowych badaczy słowiańszczyzny stanowi to niepodważalny dowód lingwistyczny.

Swoje główne dzieło tj. ,,Słowiańskich królów Lechii” i zarazem Świętą Księgę każdego Turbosłowianina, nasz autor zaczyna od swego niesamowitego odkrycia epitafium. Wykorzystuje przy tym fakt, że mało kto zna dziś dobrze łacinę, tłumaczy ten tekst za Tadeuszem Wolańskim (tutaj z uwzględnieniem skrótów):

,,C[aio] Avillio Lescho | Ti[berius] Claudius Buccio | columbaria IIII, oll. VIII,| se vivo a solo ad | fastigum mancipio | dedid.”

Jako:

,,Na pożegnanie Awiłłowi Leszkowi, Tyberyusz Klaudyusz grób ten z czterma framugami, na ośm urn popielnych, jeszcze za życia, jemu jedynie, dla zaszczytu, na zupełną własność oddał.”

Jak brzmieć może natomiast bliższe oryginałowi tłumaczenie? (znalezione w Internecie, ale chętnie opublikuję alternatywne)

,,Gajuszowi Awiliuszowi Lescho, Tyberiusz Klaudiusz Buccio, cztery kolumbaria i osiem urn, za życia, od ziemi do sufitu przekazał i wystawił.”

Ale przecież to jest koronny dowód i od tego zaczyna się cała książka! Czytelnik zatem już na starcie jest przekonany do geniuszu autora i czyta dalej rozmaite legendy oraz mity, przedstawiane w niej jako niezaprzeczalne fakty.

Autor nie widzi ponad to przeszkody w opieraniu się na wpół-mitologicznych kronikach, będące całkowitą normą w średniowieczu. Nawet ja studiując częściowo historię kultury i literatury wiem doskonale, jak usilnie kronikarze w Szwecji starali się za pomocą mitów i legend udowodnić rozmaite pochodzenie Szwedów i na tej podstawie usprawiedliwić dążenia terytorialne państwa i jego królów. Dla żadnego historyka nie jest tajemnicą pisanie legend czy pieśni pod dyktando władzy i jej ideologii, ale i o tym nasz ,,badacz” nie wie. Najprawdopodobniej, albowiem wolę zakładać niewiedzę, niż złą wolę.

Jednym z głównych argumentów Turbosłowian jest tzw. przekonanie ,,historiografii okupantów”, jakoby to Polacy pojawili się znikąd w momencie chrztu, podobnie zresztą jak i ich państwowość.

Już same wątpliwości budzi fakt porównywania struktur plemiennych (dopiero wtedy reformowanych i jednoczonych) do rozwiniętych organizmów państwowych albo współczesnych teorii narodowościowych, skoro nie istniało wtedy jeszcze pojęcie narodowości. Jednak nie, nikt tak naprawdę nie jest przekonany, jakoby to Polacy zeszli z drzew w momencie chrztu. W każdym razie nie są do tego przekonani poważni historycy. W tym celu wystarczy sięgnąć po prace naukowe któregokolwiek z nich, o ile nie wykracza to poza umiejętności przeciętnego Ario-Anioła i Jaszczuroludzia.

Turbosłowianie lubią powoływać się na antycznych historyków. Sam Herodot wspominał o plemionach Neurów i Budynów, którzy mieli sąsiadować ze Scytami. Tak, sąsiadować, albowiem każdy szanujący się historyk wie dość o koczowniczym plemieniu Scytów (uwielbiających swoją jazdę i łuki, a także praktykujących najczęściej pochówek szkieletowy), by dostrzec ogromną różnicę w zwyczajach, metalurgii, pochówkach, a nawet metodach prowadzenia wojny Słowian i Scytów.

Oczywiście zarówno Scytowie, jak i Słowianie byli Indoeuropejczykami i badania genetyczne to potwierdzają, ale uważanie każdego potomka Indoeuropejczyków za Słowianina, jest co najmniej ahistoryczne.

W IV księdze ,,Dziejów” Herodota czytamy więcej na temat Scytów:

,,Co do spraw wojennych jest u nich taki zwyczaj. Skoro Scyta powali pierwszego przeciwnika, pije jego krew, głowy zaś tych wszystkich, których w bitwie uśmierci, odnosi królowi: jeżeli bowiem zaniesie głowę, ma udział w uzyskanej przez nich zdobyczy, w przeciwnym razie nic nie dostaje. A odziera ją ze skóry w taki sposób: Nacina skórę dookoła uszów, potem chwyta głowę za włosy i wytrząsa ją; dalej zeskrobuje ze skóry mięso żebrem wołowym i garbuje ją w ręku; a skoro ją zmiękczy, posługuje się nią jak ręcznikiem, zawiesza ją u uzdy konia, na którym jeździ, i jest z tego dumny. Kto bowiem ma najwięcej takich ręczników, ten uchodzi za najdzielniejszego. Wielu z nich sporządza też ze zdartych skór szaty do wdziewania, zszywając je jak kożuchy pasterskie. Wielu również z prawej ręki trupów swych wrogów ściąga skórę wraz z paznokciami i sporządza z niej nakrywkę kołczanu. Bo skóra ludzka jest mocna i błyszcząca, i przewyższa lśniącą białością prawie wszystkie inne skóry. Niejeden nawet z całego człowieka zdziera skórę, po czym napina ją na drewno i konno obwozi. To więc jest u nich w zwyczaju.”

Jakoś ma się to kiepsko do miłujących pokój i żyjących w strukturach demokracji plemiennej Słowian, którzy wedle Turbosłowian nie praktykowali nawet niewolnictwa, ani składania ofiar z ludzi. Jednakowoż u ,,badacza” czytamy, że Scytowie byli Słowianami i jedną z wielu części Imperium Lechickiego.

Zerknijmy zatem do Tacyta:

,,Tu kończy się Swebia. Waham się czy plemiona Peucynów, Wenedów i Fennów zaliczyć mam do Germanów, czy do Sarmatów, jakkolwiek Peucynowie (niektórzy zwą ich Bastarnami) językiem, kulturą, sposobem osiedlenia i budowy domostw przedstawiają się jako Germanowie … Wenedowie wiele przejęli z obyczajów Sarmatów, albowiem w swych wyprawach łupieskich przebiegają wszystkie lasy i góry, jakie wznoszą się między Peucynami (Bastarnami) a Fennami. Raczej jednak należy ich do Germanów zaliczyć, ponieważ budują stałe domy, noszą tarcze, lubują się w pieszych marszach i chyżości – a wszystko to odmienne jest u Sarmatów, którzy spędzają życie na wozie i koniu.”

Inni Turbosłowianie idą jednak w zaparte i zaprzeczają istnieniu Germanów. Tak! Tych ludzi, z którymi Rzymianie walczyli, którzy dołączali do ich armii, zasiedlali ich Imperium, uczyli ich swoich języków, opowiadali o swojej kulturze, tradycjach, bożkach i geografii.

Ciekawe skąd zatem wzięły się języki germańskie, w szczególności język niemiecki, jeśli z Rzymianami graniczyli wyłącznie Prasłowianie i nigdy żadnych plemion germańskich tak naprawdę nie było? Niestety, lecz przypomina to właśnie przedwojenną historiografię niemiecką albowiem to Niemcy dla swych celów politycznych pierwsi zaczęli uważać się za potomków Arian/Ariów/Aryjczyków.

Nie wiem jednak w jakim stopniu tworzenie tego typu mitów ma służyć celom politycznym, a kiedy jest to po prostu objaw narodowych kompleksów i poczucia niskiej wartości.

Widząc jednak jak wiele osób czepia się nogami i rękami teorii, jakoby to Słowianie przed 10.000 lat tworzyli Imperium Lechickie i prowadzili swój program kosmiczny, zmieniam zdanie na temat tego, kto tu żyje swoimi kompleksami po odrzuceniu dotychczasowej tożsamości narodowej i musi udowadniać swoją wielkość każdym możliwym sposobem. Nawet jeśli te sposoby są, delikatnie powiedziawszy, skrajnie nienaukowe.

Naukowcy z Bydgoszczy ustalili, że najstarsi genetyczni przodkowie Słowian zamieszkiwali nasze tereny już 3-4 tys. lat temu, ale oni podchodzą z rozsądkiem do własnych badań genetycznych. Tym bardziej, że Słowianie w czasie Wielkich Wędrówek nigdy nie wynieśli się całkiem z terenów dzisiejszej Polski, a gdy malały wpływy innych kultur, przybyszów najzwyczajniej w świecie slawizowano. Grupa R1a1 u danej osoby oznacza wyłącznie, że przed 15-10 tysiącami lat, osoba ta miała najprawdopodobniej tego samego ojca co inni nosiciele tej grupy. Nie oznacza to jednak automatycznie zaklasyfikowania ich wszystkich jako Słowian, co zresztą byłoby niepoważne w przypadku licznych Polaków, Węgrów, Finów, Szwedów, Persów, Ubeków i Afgańczyków.

A co ze znaną nam wszystkim mapą z Imperium Lechitów, która krąży po Internecie? Oryginalna mapa pochodzi z amerykańskiego atlasu historycznego ,,The Historical Atlas” autorstwa Williama R. Shepherda, a przerobił ją najpewniej któryś z anonimowych autorów Turbosłowiańskich. Wskazują na to liczne błędy, jakich nie popełniłby żaden prawdziwy historyk, gdyby przystąpił do tworzenia podobnej fałszywki. Historyk twierdząc, że autorem mapy jest Tacyt, na pewno nie użyłby cyfr arabskich (XIII wiek n.e), południka zerowego Greenwitch (XIX wiek n.e), ani współczesnego kroju pisma. To tylko nieliczne z wielu błędów wskazujących na fałszerstwo. Kłamstwo powtórzone tysiąc razy staje się prawdą…

Tu oryginalna mapa, bez przeróbek (W. R. Shepherd, Historical Atlas, New York 1911; kolejne wydania: 1921, 1926) (źródło)

Zaczęło się pięknie: od prawdziwych odkryć, faktów i merytorycznych dyskusji na temat naszego pochodzenia, naszej metalurgii i sztuki wojennej. Skończyło się na mitach, legendach, fałszywkach, podłym zakłamywaniu historii Polski oraz Kościoła, jak i na promowaniu neopogaństwa i mitów o przybyszach z kosmosu. Nie wierzę w przypadki.

Robert Grünholz

Źródło: Rgrunholz.wordpress.com

Od Admina AJ: Wiedząc, że powyższy temat jest uznawany za kontrowersyjny pragnę podkreślić, że Alex Jones jest agregatem różnych tekstów i opinii, które publikujemy z nadzieją na ich inspiracyjną rolę. Nie musi to bynajmniej oznaczać naszej zgody lub niezgody na punkt widzenia publikowanych autorów.

   za: alexjones.pl

Lechickie fakty i mity
Oceń artykuł
Udostępnij

Napisz co myślisz