Skandal z Facebookiem w tle. Dane milionów Amerykanów w rękach sztabów wyborczych

Brytyjskie media ujawniły, że Facebook udostępnił firmie Cambridge Analytica – za odpłatnością – dane kilkudziesięciu milionów Amerykanów bez ich wiedzy. „Guardian” i „Observer” podały, że dane, w tym profile psychologiczne zostały pobrane bez wiedzy użytkowników i wykorzystane przez sztaby wyborcze w Wielkiej Brytanii i USA. Co jednak najbardziej bulwersuje to fakt, że gigant internetowy od lat manipuluje swoimi klientami, stosując m.in. techniki hazardowe.   

facebook photo
zdjęcie clasesdeperiodismo

Szefostwo Facebooka po tym, jak wyszło na jaw, że naruszono politykę prywatności ogłosiło, iż zawiesiło współpracę z firmą analityczną Cambridge Analytica. Legislatorzy brytyjscy i amerykańscy wzywają dyrektora Facebooka Marka Zuckerberga do wyjaśnienia, w jaki sposób nazwiska, preferencje i inne informacje pochodzące od dziesiątek milionów użytkowników znalazły się w rękach firmy zajmującej się analizą danych.

W sobotę donoszono, że firma Cambridge Analytica wykorzystała funkcję, która była dostępna dla twórców aplikacji Facebook, aby zebrać informacje na temat 270 tys. osób.

W tym czasie firma, która kierowała kampanią prezydencką prezydenta Donalda Trumpa, uzyskała dostęp do danych o dziesiątkach milionów swoich „przyjaciół” na Facebooku i nie było jasne, czy któraś z tych osób dała wyraźne zezwolenie na tego rodzaju udostępnianie.

Zastępca generalny radcy Facebooka, Paul Grewal podał w oświadczeniu, że w razie konieczności podejmą kroki prawne, aby wyciągnąć konsekwencje za wszelkie niezgodne z prawem zachowanie. Gigant mediów społecznościowych dodał także, że nadal prowadzi dochodzenie w sprawie.

Według informacji medialnych, Cambridge Analytica świadczyła swoje usługi  amerykańskiemu senatorowi Tedowi Cruz, a następnie sztabowi Donalda Trumpa.

Federalne listy wyborcze komisji wyborczej pokazują, że sztab Trumpa podobno wynajął Cambridge Analytica w czerwcu 2016 r. i zapłacił jej ponad 6,2 miliona dolarów.

Na swojej stronie internetowej firma twierdzi, że „zapewniła Donaldowi Trumpowi wiedzę i spostrzeżenia zebrane w trakcie kampanii prezydenckiej, które pomogły mu wygrać wyścig do Białego Domu”.

Cambridge Analytica wspomina również, że używała „mikroukładów behawioralnych” i łączyła analizę osobowości wyborców z danymi demograficznymi, aby przewidzieć i wpłynąć na zachowanie masowe.

Według firmy, posiada dane dotyczące 220 milionów Amerykanów, dwóch trzecich populacji Stanów Zjednoczonych. CA pracowała nad innymi kampaniami w Stanach Zjednoczonych i innych krajach.

Facebook ogłosił, że zawiesił współpracę z Cambridge Analytica i jego macierzystą grupę Strategic Communication Laboratories (SCL) po otrzymaniu raportów, że nie usunęły informacji o użytkownikach Facebooka, które zostały niewłaściwie udostępnione.

Od miesięcy obie firmy są uwikłane w śledztwa w Waszyngtonie i Londynie, ale ostatnie żądania ustawodawcy skupiły się wyraźnie na Zuckerbergu, który nie zeznawał publicznie w tych sprawach w żadnym z krajów.

Po tym jak w sobotę pojawiły się doniesienia, senator Amy Klobuchar (D-Minn.) stwierdziła w oświadczeniu: „Mark Zuckerberg musi zeznawać przed senacką komisją sądowniczą o tym, co Facebook wiedział nt. nadużycia danych dot. 50 milionów Amerykanów, by kierować reklamy polityczne i manipulować wyborcami”.

W międzyczasie brytyjski prawodawca Damian Collins, który prowadził śledztwo w sprawie wpływów politycznych, w którym zeznawali urzędnicy z Cambridge Analytica i Facebooka, zasugerował w niedzielę, że żadna z firm nie jest wystarczająco otwarta na współpracę. Collins żąda, by szef Facebooka albo inny wyższy rangą członek zarządu firmy osobiście zjawili się w parlamencie i złożyli stosowne zeznania. Na razie bowiem firma wysyła świadków, którzy zasłaniają się niewiedzą i unikają odpowiedzi na trudne pytania.

Podczas gdy Facebook nie złożył oficjalnego oświadczenia po komentarzach prawodawców, firma podała wcześniej, że wprowadziła zmiany w polityce prywatności, aby zapobiec podobnej utracie danych bez wyraźnej zgody użytkowników.

Senator Marco Rubio z USA stwierdził, że „czasami firmy rozwijają się tak szybko i zdobywają tak dobrą prasę, że szybko się windują w hierarchii i zaczynają myśleć, że są ponad zasadami, które mają zastosowanie do wszystkich innych osób”.

Wykorzystanie przez Cambridge Analytica informacji dotyczących 50 milionów użytkowników Facebooka, aby dotrzeć do amerykańskich wyborców jest rzeczywiście przerażające – komentuje Ellie Mae O’Hagan z „The Guardiana”. Ale Cambridge Analytica nie działała w oderwaniu od prawdziwego winnego w tej historii, to jest od Facebooka.

Firma, która reguluje przepływ informacji do miliardów ludzi, nakłania do pewnych zachowań zakupowych i opinii, monitorując interakcje ludzi. Mark Zuckerberg jest proszony o wygłaszanie wykładów na Harvardzie, bez bycia traktowanym z należytym sceptycyzmem – dodaje O’Hagan.

Prywatna korporacja posiada szczegółowe dane na temat ponad jednej czwartej światowej populacji. Zuckerberg i jego firma od dłuższego czasu unikają odpowiedzialności za manipulacje.

Po aferze z aktywistką Carooline Criado Perez i posłanki Stelli Creasy („trolle” trafili do więzienia za wysyłanie groźnych wiadomości), toczyła się debata nad tym, czy Facebooka i Twittera należy klasyfikować jako platformy czy wydawców. Facebook jest traktowany tak, jakby był po prostu kanałem informacyjnym i ​​nie ponosi odpowiedzialności za treści udostępniane przez jego użytkowników.

Dane przekazane przez Facebooka miały przyczynić się do zwycięstwa Donalda Trumpa w wyborach prezydenckich w USA, do zagłosowania za Brexitem, czy ostatnio do zwycięstwa koalicji prawicowej we Włoszech. Matteo Salvini wyraźnie podziękował platformie internetowej za przyczynienie się do ostatnich wyników wyborów w jego kraju.

W 2014 roku Iain MacKenzie, rzecznik prasowy Facebooka, powiedział: „Każdy element treści na Facebooku ma skojarzoną opcję raportu, który wysyłany jest do zespołu operacyjnego użytkownika w celu sprawdzenia. Ponadto osoby mogą blokować każdego, kto ich nęka, zapewniając, że nie będą mogli dalej wchodzić w interakcję. Facebook przeciwdziała złośliwemu zachowaniu poprzez połączenie mechanizmów społecznych i rozwiązań technologicznych odpowiednich dla możliwości, jakie daje masowa komunikacja w sieci”.

Firma nie podaje jednak, jak dużą posiada liczbę moderatorów, w oparciu o jakie zasady działa i w jaki sposób są podejmowane decyzje. W praktyce na razie skupia się na usuwaniu treści „skrajnie prawicowych”.  O tym, jaką treść widzą użytkownicy, decyduje algorytm, który może ulec zmianie bez konsultacji, w tym z rządem czy firmami, z którymi Facebook zawiera umowy. Daje to tej korporacji ogromne możliwości pozbycia się danych stron.

W lutym 2018 roku witryna internetowa „Digiday” donosiła o LittleThings, czteroletniej witrynie, która została zamknięta w ciągu nocy po tym, jak Facebook zdecydował się nadać priorytet postom użytkowników nad treściami wydawcy. Prace straciło sto osób.

Zmiana algorytmu wpływa na ruch na witrynach. Wydawcy stron internetowych żalą się, że wskutek dominacji Facebooka, stale muszą nadążać za zmieniającą się strategią platformy interentowej. Redaktor naczelny „Wired,” Nick Thompson mówił niedawno: „Facebook jest zbyt zarozumiały”.

Firma tworzy „bańki filtrujące”, lansując treści, które użytkownicy mogą polubić, co oznacza, że ​​jest mniej różnorodności w wiadomościach, które ludzie czytają i brak reakcji na propagandę.

Platforma, która np. w 2016 roku zapłaciła jedynie 5,1 miliona funtów podatku dochodowego od osób prawnych za działalność w Wielkiej Brytanii, pomimo zysków i przychodów prawie czterokrotnie większych dzięki sprzedaży reklam, wzywa rządy, by zaczęły płacić powszechny podstawowy dochód każdemu obywatelowi jako odpowiedź na automatyzację, napędzaną głównie przez Dolinę Krzemową.

Przed inwigilacją Facebooka – nawet jeśli staramy się go unikać – nie można ochronić własnych danych. Według Rogera McNamee, byłego wczesnego inwestora Facebooka, firma wykorzystuje techniki stosowane w propagandzie i kasynach gier hazardowych w celu psychologicznego uzależnienia jego użytkowników (stałe powiadomienia i nagrody). Dzięki utrzymywaniu ludzi w napięciu, Facebook może zbierać ogromną ilość danych.

Poprzez zaś quizy i testy pozyskiwane są dane nie tylko użytkowników Facebooka, którzy wyrazili na to zgodę, ale również wszystkich ich znajomych, bez ich wiedzy i zgody.

Platforma posiada profile psychologiczne, które buduje na podstawie pozornie nieszkodliwych informacji np. prosząc o rozwiązanie testu czy quizu. Autor książki „Networks of control”, Wolfie Christl, zauważył, że patent opublikowany przez Facebooka opracowuje czasy dojazdu do pracy ludzi, wykorzystując dane o lokalizacji z aplikacji mobilnych. Następnie te i inne dane służą do segregacji użytkowników na „klasy społeczne”.

Nick Srnicek, autor Platform of Capitalism, mówi: Facebook zachowuje się jak klasyczny monopolista: kupuje konkurentów, takich jak Instagram, w sposób rażący kopiuje rywali, takich jak Snapchat i ma nawet własną aplikację Onavo, która ostrzega ich przed potencjalnymi zagrożeniami. Wszystko to połączone jest z niekontrolowanym przejęciem naszych danych, które są wykorzystywane do budowy niemożliwej do przebycia zapory chroniącej działalność tej firmy.

„Gdyby tak Exxon Mobil próbował wepchnąć się w każdy element naszego życia w ten sposób, to zaraz by się pojawił skoordynowany ruch oddolny, by ograniczyć wpływ korporacji. Być może nadszedł czas, aby zacząć traktować Facebooka jak gigantyczną korporację międzynarodową, zwłaszcza dlatego, że osoby z profilami na Facebooku nie są klientami firmy, lecz produktami, które sprzedaje się reklamodawcom” – zauważa Ellie Mae O’Hagan.

Źródło: guardian.co.uk., bignewsnetwork.com.,

AS

   źródło: www.bibula.com

Skandal z Facebookiem w tle. Dane milionów Amerykanów w rękach sztabów wyborczych
Oceń artykuł
Udostępnij

Napisz co myślisz