Spisek ludobójców w Zakopanem. Henryk Pająk

Fragment książki Henryka Pająka pt: Stulecie łotrów. Książka do nabycia u Autora pod nr tel. 81 50 30 616. Zachęcamy do jej czytania i rozpowszechniania.

Męczeństwo Polaków na Dzikim Wschodzie ocenia się obecnie na 20 milionów ofiar na dystansie trzech stuleci.

 

Wrzesień 1939 roku

W XX wieku było dziewięć milionów ofiar pol­skich na Wschodzie. Z tego rzezie ukraińsko-litewskie pochłonęły około 800 000 Polaków. Początek maso­wego ludobójstwa dały dwa tajne pakty – Piotra I w Pocz­damie (5 XI 1720) i Katarzy­ny II w 1764 roku. Zawarto je: „w celu niedopuszczenia w Polsce do reform mogą­cym dźwignąć ją z upadku”.

Obydwa pakty powstały w wyniku ingerencji Anglii, która postawiła ten cel jako warunek zawarcia umowy handlowej z Rosją.

Pakty obowiązywały do drugiej połowy XX wieku.

Dlaczego Niemcy i Sowieci wybrali Zakopane jako miejsce ich wspól­nych ustaleń w sprawie rzezi narodu polskiego po ich wspólnym najeździe na Polskę we wrześniu 1939 roku?

Dlatego, że Zakopane uznali za optymalnie korzystne miejsce na wy­danie tego krwawego kapturowego wyroku. Mieli tam warunki doskonale zakamuflowane od czasów przedwojennych. Ponadto Zakopane było swoistą oazą spokoju, z pozom wolną od konspiracji.

Oto niepełna lista zakopiańskiej agentury:

Witalis Wieder, były kapitan Wojska Polskiego, dzierżawca pensjonatu „Maraton”, który podczas wojny pełnił rolę zarządcy domu wypoczyn­kowego dla hitlerowskich lotników i rezydentów innych wywiadów. Wieder był przed wojną nawet prezesem Związku Oficerów Rezerwy w Zakopanem i głównym organizatorem polskich świąt patriotycznych. Działał w wywiadach – niemieckim i sowieckim. Był też wynalazcą i organizatorem „narodu góralskiego” „Goralenvolku”. Mieszkał w po­pularnej „Watrze”, gdzie miał zakład fotograficzny.

Inny agent to Adam Krzeptowski. We wrześniu 1939 roku ujawnił się jako agent niemiecki i zajął całą „Watrę”. Założył tam kawiarnię i re­staurację „Nur fur Deutsche”. Odpowiadał za wyżywienie niemie­ckich i angielskich uczestników III konferencji niemiecko-sowieckich zbrodniarzy. Sam Wieder zamieszkał wtedy w willi „Ucieczka”. Był tak pewny siebie, że nawet w październiku 1939 roku zorganizował pielgrzymkę „Goralenvolków” do Częstochowy!

Sepp Róhl to wyjątkowo podstępna kanalia. Przedwojenny trener pol­skich narciarzy. Podczas III Konferencji uczył narciarstwa angielskich „narciarzy”.

Jeszcze gorszym bydlakiem był Stanisław Wegner-Romanowski, Au­striak z pochodzenia. Był cichym, skromnym malarzem, chorym na płuca, niemal przymierającym głodem. Zajmował mały pokoik w „Limbie”, gdzie przedtem tworzył Karol Szymanowski.

To Wegner-Romanowski wydał do Gestapo 120 zaprzysiężonych żołnie­rzy Związku Walki Zbrojnej.

Bruno Mazurkiewicz, z zawodu kowal. Pochodził z Białek koło Biel­ska. W październiku 1939 roku został tłumaczem w Gestapo i jawnie paradował w mundurze. Jako kowal bił mocno swoje ofiary na przesłu­chaniach w „Pałace”.

Wiktor Blaude, jako fryzjer, znał setki mieszkańców i z nimi „gaworzył” przy pracy Z tragicznymi skutkami.

– Edward Schnell, elektromonter, były pracownik zakopiańskiej elek­trowni na Kamieńcu, zwolniony przed wojną przez jej dyrektora Jana Ogińskiego. Sprawca egzekucji dyrektora i kilku swoich kolegów z pracy, popełnionej 27 gmdnia 1939 roku.

Władysława Havrankowa, nauczycielka języka ukraińskiego i niemie­ckiego – kierowniczka „powszechnej szkoły góralskiej (Goralenvolk), żona von Oppla – oficera Wehrmachtu.

Ukrainiec Eustachy Dorożowiec. Prowadził knajpkę w domu Krzeptow­skiego, wodza „Gorałenvołku”. Był liderem gminy ukraińskiej w Zako­panem. Agent NKWD.

– Ukrainiec Herbert Stephanski agent NKWD i volksdeutsch. Zjawił się w Zakopanem w towarzystwie syna sowieckiego ministra Litwinowa w gmdniu 1939 roku. Został kierownikiem hotelu (z restauracją) „Mo­skiewskie Oko”. Po zakończeniu III Konferencji niemiecko-sowieckich ludobójców, Stephanski zniknął bez śladu.

– Ukrainiec Andrej Romaniuk wraz z dwoma jego zięciami Michaiłem Sopko i Iwanem Właściciel sklepu i warsztatu szewskiego (ul. Krupówki). Zięciowie to urzędnicy niemieckiego „Arbeitsamtu”, szczególnie zasłużeni w wydawaniu Polaków na roboty przymusowe do Niemiec tuż po zakończeniu III Konferencji Gestapo-NKWD i spisu ludności Zakopanego.

Golfred Konopka, „właściciel” rozlewni piwa i wód gazowanych ode­branej Kosińskiemu. Z ramienia NSDAP nadzorował rozbiórkę Pomnika Grunwaldzkiego w zakopiańskim parku w lutym 1940 roku.

Ukrainiec Józef Dumaradzki, absolwent miejscowego liceum. Był tłu­maczem Gestapo i jednym z tłumaczy III Konferencji Gestapo-NKWD. Członek chóru „Echo Tatrzańskie”. Znał większość mieszkańców mia­sta.

Gestapo miało więc pełny wgląd w przeszłość i poglądy mieszkańców Zakopanego przez doskonale zakamuflowanych agentów.

Liczące 19 tysięcy mieszkańców Zakopane zostało zajęte 2 IX 1939 roku przez wojska czerwonego caratu. Po oddaniu miasta Niemcom, ci, pozorowa­li tolerancję. Powstała nawet Polska Straż Obywatelska, której komendantem został Henryk Schabenbeck.

W końcu listopada 1939 roku zakończyła obrady Konferencja Gesta­po-NKWD w Przemyślu, poświęcona rzekomo ustaleniu granicy między Sowietami a Rzeszą, a tak naprawdę, to wymianie „polskich jeńców”. Do Zakopanego przybył wtedy Georgij Litwinow, syn żydowskiego ministra spraw zagranicznych czerwonej swołoczy. Wyjechał po tygodniu. Uznał, że Zakopane nadawało się na miejsce obrad III Konferencji Gestapo-NKWD.

Rozpoczęła się 20 II 1940 roku o godzinie 10.00, w willach „Pan Tadeusz” i „Telimena”. Dokumenty angielskich służb specjalnych z całej konferencji utajniła po latach premier M. Thatcher do 2024 roku, gdyż są one: „nie do przełknięcia nawet przez flegmatycznego zazwyczaj Anglika”.

Jej Królewska Mość Elżbieta II, podczas jej jedynej wizyty w Polsce przeprosiła Polaków „za drugą wojnę światową”. A było za co, m.in. za zbrodniczą „katastrofę gibraltarską: – mord na Wodzu Naczelnym, generale Władysławie Sikorskim.

Willę „Telimena” dzierżawiła Maria Drzewiecka z jej córką Stanisła­wą, ale dom stanowił własność Ewy z Michajdów – Gryczowej-Zubrzyckiej. Pensjonat był uznawany przez Gestapo za „pewny”. Kiedy z więzienia na Montelupich w Krakowie (2 VII 1940 r.) uciekł słynny narciarz Stanisław Marusarz, przez tydzień ukrywał się w piwnicy tej willi. Jednak po wybuchu wojny obie panie Drzewieckie zostały aresztowane i zamordowane w Aus­chwitz w 1940 roku.

Dramatycznie związała się III Konferencja Gestapo-NKWD z losami willi-pensjonatu „Dafne” (Jagiellońska 11) oraz pani Usi (Wiktorii) Fedakówny i jej matki Marii.

Sprzątaczka tej willi zwierzyła się przyjaciółce, że pani Usia tak się prze­jęła klęską polskiej armii, że zwariowała, bo siada przed piecem i „gada” do tego pieca! Gestapo zabrało matkę i córkę do Auschwitz. Córka wzięła winę na siebie, została rozstrzelana. Matka wyszła z obozu, ale wkrótce zmarła. W piecu znajdował się konspiracyjny aparat nadawczy.

Głównym miejscem spotkań wywiadów i „dziennikarzy” był „Bristol” (ul. Jagiellońska 25) naszpikowany aparaturą podsłuchową. Podczas III Konferencji (dawna willa generała Sosnkowskiego – ul. Uboczy 5), gościł feldmarszałek Wilhelm List, także gubernator GG (Żyd) Hans Frank, choć utrzymywano dla niego osobny apartament w hotelu na Kalatówkach.

Plonem III Konferencji „Metodycznej Gestapo-NKWD był milion wy­roków śmierci trybem katyńskim (strzałem w potylicę), w tym 23 777 na Polaków w latach 1940-1941; 6543 dołów śmierci z Polakami „try­bem zwykłym”; 8 tys. zabitych w „Sonder Aktion AB” najwybitniej­szych przedstawicieli polskiej inteligencji; zgładzenie przez Niemców 6 milionów obywateli Polski (przeważnie żydowskiego pochodzenia) plany deportacyjne obu okupantów zmierzające do deportowania 95 procent populacji polskiej do 1975 roku (30 milionów Polaków), próby wymazania jakiegokolwiek znaczenia Polski.

I dalej:

Stalin, Beria i Mierkułow uruchamiając w dniu rozpoczęcia III Kon­ferencji, tj. 20 lutego 1940 roku „techniczną decyzję o mordzie try­bem katyńskim”, ratyfikowali ustalenia tej konferencji za milczącym poparciem wywiadu angielskiego, 5 marca 1940 roku na posiedzeniu Komitetu Centralnego sowieckiej partii.

Chodziło o pilny mord 23 700 jeńców obozów specjalnych w: Kozielsku, Starobielsku, Ostaszkowie oraz więzień wewnętrznych NKWD w Mińsku i Kijowie. Decyzję Stalin podjął z Berią (gruzińskim żydem) i żydem Mier- kułowem już 20 lutego 1940 roku.

W tym właśnie dniu metody „techniczne” zostały ustalone podczas III Konferencji w dalekim Zakopanem, w willach „Telimena” i „Pan Tadeusz”. Konferencja trwała sześć tygodni. Zaproszono na nią „dziennikarzy” an­gielskich. Mord był więc od początku wiadomy „całemu demokratycznemu światu”, ale świat milczał do czasu, kiedy przegrywające wojnę Niemcy zdecydowały się odpalić tę cykającą bombę o opóźnionym zapłonie.

Stalin, Beria i Mierkułow wprowadzili „poprawkę” do tego planu. So- prunienko (żydowski szef Zarządu NKWD do Spraw Jeńców Wojennych) w piśmie do Stalina zaproponował zwolnienie polskich oficerów niższych stopni, pozostających już w rezerwie, starszych wiekiem. Stało się inaczej, niż proponował Soprunienko. Na jego piśmie znajduje się odręczna notatka Berii:

(…) tow. Mierkułow i Soprunienko porozumcie się ze mną”.

Dopiero zgoda Gestapo w Zakopanem na to, „ostateczne rozwiązanie” i zapoznanie się z nim angielskich „dziennikarzy”, usztywniło Stalina. Tego feralnego dnia (20 lutego 1940 r.) znana już była milcząca zgoda Zachodu na tę masową zbrodnię. Wsiewołod Mierkułow kiemje do Sopmnienki słynną potem „Dyrektywę 64b” o egzekucji wszystkich bez wyjątku: „ani jednego kroku wstecz dla polskiego jeńca, przy procedurach spec-katyńskich”.

Zgoda na to bezprecedensowe „oficjalne” ludobójstwo oczywiście miała wieloletnią i złożoną genezę, ale też i wielkie znaczenie dla przyszłości świata. Odtąd „po cichu” i „spokojnym trybem”, z przyczyn czysto ra­sistowskich ojczyzna robotników i chłopów zabijała inteligencję wielu narodów. Z 212 ludów, z których utworzyły czerwony mega-łagier, po 1980 roku doliczono się zaledwie 87…

Z wielu narodów wybito więc nie tylko inteligencję, ale wszystkie „du­sze”, jak to obrazowo odnotowują dokumenty. Zniknęli całkowicie, w 100 procentach m.in. Basmacze, Czukcze, Suwasze, Tatarzy z wyspy Rodos, Tatarzy Krymscy, Kałmuccy, Kamczaccy, itcL, itp. Zaraźliwą politykę (tech­nologię) „cichego ludobójstwa” zaczęły wprowadzać władze innych „de- moludów”. Jeszcze i obecnie, w 2000 roku można wskazać państwa, które ten proceder uprawiają.

Ujawnione dokumenty KC WKP(b) zawierają też masową drugą de­portację polskiej ludności, sygnowaną podpisem Stalina, na uchwale „Nr P/13/14”

przeprowadzić do 15 kwietnia br. deportacje do rejonów Kazachstań­skiej SRR na okres 10 lat wszystkich rodzin represjonowanych i znaj­dujących się w obozach dla jeńców wojennych, byłych oficerów armii polskiej, policjantów, służby więziennej, żandarmów, wywiadowców, byłych właścicieli ziemskich, fabrykantów i wysokich urzędników by­łego aparatu państwowego, w liczbie 22-15 tysięcy rodzin. Najbardziej zajadłych członków z rodzin podlegających deportacji aresztować i przygotować ich sprawy do rozpatrzenia przez kolegium OSO. Ucie­kinierów z byłej Polski, nieprzyjętych przez władze niemieckie, w ter­minie miesiąca odesłać z zachodnich obwodów Ukrainy i Białorusi do północnych rejonów Związku Sowieckiego celem wykorzystania ich do wyrębu lasów i w innych pracach.

Przez dziesięciolecia historycy byli przeświadczeni, że to „zemsta za rok 1920” czyli za lanie, jakie czerwone hordy otrzymały pod Warszawą. Ale główni inspiratorzy rewolucji żydobolszewickiej 1917 roku oraz najazdu w 1920 roku, przeforsowali w Kominternie i Lidze Narodów utworzenie na Białomsi i Ukrainie „polskich” obwodów – „Dzierżyńszczyzny” i „Mar- chlweszczyzny”. Ludność tych obwodów gwałtownie topniała, masowo wysyłana do łagrów łub mordowana.

Matka „Usi”, Maria Fedakowa była właścicielką murowanej willi „Daf­ne”. Jej córka należała do organizacji podziemnej. Wraz z dwiema służącymi otrzymała zadanie, aby być w pobliżu „Pana Tadeusza”, w celu „dogląda­nia zastawy stołowej na jakiś zjazd”. Gości obsługiwały służące Usi. Od jednej z nich dowiedziała się o kłopotach z rozmieszczaniem niektórych gości. Obok miejsca dla Adolfa Eichmana (późniejszego ludobójcy żydów) widniało nazwisko Eichmansa, byłego sowieckiego komendanta łagrów na Wyspach Sołowieckich i ekspedycji na Wajgaczu, „wynalazcy” techniki zabijania strzałem w tył głowy. Obok niego stało krzesło kolejnego maso­wego ludobójcy – Zimmermana -późniejszego kata niemieckiego dystryktu Radom. Obok tegoż Zimmermana miała siedzieć Rita Zimmerman – sze­fowa łagru dziecięcego, potem komendantka kopalni złota na Kołymie. Ten kilkuosobowy fragment stołu miał odmienne gusta kulinarne, ale łączyło ich jedno – ludobójcza misja eksterminacji podbitego narodu polskiego.

Jeńcy bolszewiccy na dworcu kolejowym w Złoczowie

Plany eksterminacji Polaków

Pierwsza Konferencja NKWD-Gestapo odbyła się w Brześciu 27 wrześ­nia 1939 roku. Tego samego dnia czerwoni ludobójcy uzgodnili z Niemcami oddanie im Zakopanego, zajętego przez Sowietów 2 września 1939 roku.

W listopadzie 1939 roku zakończyła się II Konferencja NKWD-Gestapo w Zakopanem, poświęcona wymianie jeńców, a nie rzekomemu ustaleniu „ostatecznej” granicy między Sowietami a Rzeszą. To wtedy zaszczycił Za­kopane syn żyda Litwinowa, odwołanego ministra spraw zagranicznych – Grigorij Litwinow. Przybył „na inspekcję” Zakopanego jako miejsca przygotowywanej trzeciej najważniejszej konferencji, która miała potrwać sześć tygodni.

Szczegółów tego zbrodniczego maratonu nie znamy, choć poznali je już wtedy obecni tam „dziennikarze angielscy”. Musiały okazać się wyjątkowo kłopotliwe dla Wielkiej Brytanii, bowiem premier Thatcher zadecydowała, że do 2024 roku „świat” pozostanie w niewiedzy. Tak więc ja, ze swoją osiemdziesiątką musiałbym być optymistą, aby wierzyć w to, że dotrwam do 2024 roku!

III Konferencja rozpoczęła się 20 lutego 1939 roku, a tego samego dnia Stalin, Beria i Mierkułow podpisali wyrok na 23 tysiące polskich jeńców z przeznaczeniem na masakrę „katyńskim strzałem” w tył głowy.

Pozostaje kluczowym pytaniem: czy ta decyzja była uzgodniona już podczas pierwszej narady w Brześciu, czy dopiero w trakcie tygodniowej „inspekcji” Zakopanego przez Grigorija Litwinowa. Trudno oczekiwać, że tego „tematu” tam nie poruszono, skoro druga konferencja miała uzgodnić szczegóły „wymiany” dziesiątków tysięcy jeńców.

Niemcy mieli ustalone plany „zagospodarowania” polskich podludzi już dwa lata wcześniej – po zajęciu swojego łupu we wrześniu 1939 roku. Plany były ustalone z typową niemiecką pedanterią.

Niemcy okupowali Polskę sześć lat. W tym czasie zdążyli „zneutralizo­wać” sześć milionów polskich i żydowskich podludzi.

Niemieccy fachowcy opracowali metodologię cichej eksterminacji, rozpisanej na lata. Podstawowym dokumentem było opracowanie Erharda Wetzela i Gunthera Hechta: „Traktowanie byłych obszarów Polski z punk­tu widzenia polityki rasowej”. Pisałem o tych wiekopomnych planach „Tysiącletniej Rzeszy” w kilku pracach. Należy do nich powrócić w kontek­ście eksterminacji Polaków przez żydobolszewickich dewiantów, bowiem współgrają one z teorią i praktyką ich sprzymierzeńców w tym ludobójstwie. Ustalili, że Polacy i żydzi to nacje

(…) rodzajowo obce i nienadające się do asymilacji (…) niemieckie państwo nie ma żadnego interesu w narodowym i kulturalnym pod­niesieniu wychowania ani polskiej ani żydowskiej ludności pozostałego polskiego obszaru.

Przyjęli schematy rozwiązań polegające na wielokierunkowej degradacji biologicznej Polaków: „utrzymać ich w jednakowy sposób na niskim po­ziomie życiowym” oraz na „pozbawieniu ich praw zarówno pod względem politycznym jak i narodowo-kulturalnym”. Ważne zadanie powierzyli pro­mocji wszelkich sposobów ograniczających rozrodczość:

Spędzanie płodu musi być na pozostałym obszarze Polski niekaralne Środki spędzania płodu i środki zapobiegawcze mogą być w każdej formie publicznie oferowane, przy czym nie może to pociągać za sobą jakichkolwiek policyjnych konsekwencji. Homoseksualizm należy uznać za nieformalny.

Przeciwko instytucjom i osobom, które trudnią się zawodowo spę­dzaniem płodu, nie powinny być wszczynane policyjne dochodzenia. Rasowo higienicznych zarządzeń w żadnym razie nie należy popierać.

Ta sama wykładnia dotyczyła żydów. Dopiero w 1942 roku Niemcy podjęli decyzję o ludobójstwie żydów, chociaż Hitler już w „Mein Kampf” obiecywał im totalną eksterminację m.in. za I wojnę światową.

Osobisty sekretarz i alter ego Hitlera – Martin Borman w październiku 1940 roku a więc osiem miesięcy po III naradzie w Zakopanem, ujawnił zainteresowanie Hitlera strategią podboju ziem, a nie ludzi. Borman pisał:

Bezwarunkowo należy baczyć, aby nie było żadnych polskich panów. Tam, gdzie istnieją, powinni – jakkolwiek może to brzmieć twardo – zostać wytępiani.

Berman stwierdził, że Generalna Gubernia jest polskim rezerwatem, „polskim obozem pracy”. Wyłożył to Ernst Damzog, inspektor niemieckiej policji bezpieczeństwa (SD), słynny z bezlitosnych przesiedleń ludności pol­skiej z Wielkopolski do GG. W piśmie do Centrali Przesiedleńczej w Łodzi z 12 gmdnia 1941 roku przypominał, że celem państwa niemieckiego jest niszczenie odrębności życiowej z użyciem środków adekwatnych do „ducha czasów”.

Borman był jakby łaskawszy w porównaniu do Damzoga. Polacy żyjąc w rezerwacie:

(…) mają z tego korzyści, ponieważ utrzymujemy ich w zdrowiu, dba­my o to, aby nie wyginęli z głodu, itd. Nigdy jednak nie wolno nam podnieść ich na wyższy poziom, gdyż wówczas staliby się anarchistami i komunistami.

Damzog definiował dwie metody: asymilację lub eliminację.

Ludy pierwotne stosowały najczęściej tę ostatnią metodę. Jest to wpraw­dzie metoda twarda i brutalna, jednakże w ostatecznej konsekwencji prowadzi do naturalnego wyniku, polegającego na tym, że biologicznie silniejszy wchodzi w posiadanie większej przestrzeni życiowej.

Zastosowali jeszcze inną metodę depopulacji. Na roboty do III Rzeszy wysyłali w pierwszej kolejności żonatych Polaków i zamężne Polki. W ten sposób mieli darmowych niewolników, a jednocześnie:

Przez to bowiem rozrywa się rodziny, co spowoduje przy dłuższym tam zatrudnieniu wydatne zmniejszenie liczby urodzeń.

Inna metoda:

Sterylizacja polskich prymitywnych warstw (…) postulatu tego oraz jego skutków nie można w żadnym wypadku porównać ze skutkami metod eugeniki (…) ucisk gospodarczy stosowany wobec prymitywnych warstw, nie przeszkodzi w produkowaniu licznego potomstwa.

Pozostają więc środki „wypleniające”:

Ponieważ zaś warstwa ta nie przedstawia w procesie pracy zbyt wielkiej wartości, można by również, z gospodarczego punktu widzenia patrząc, przyjąć odpowiedzialność za tę metodę.

Oczywiście należałoby, stosując ją, robić szeroki użytek z pojęcia „chory dziedzicznie” (eutanazja) względnie „społecznie niepotrzeb­ny”. Chodzi tutaj nie o negatywną metodę eugeniki, lecz o sposób wyplenienia narodu.

Zakładali, że warstwy wyższe można znacząco przerzedzić w ciągu kilku pokoleń, gdyż w rezultacie represje godzących w rodzinę i jej sytuację mate­rialną, warstwy te zawierałyby małżeństwa dopiero bardzo późno, a i potem zmuszone by były świadomie ograniczyć liczbę potomstwa.

Nazywali to ludobójstwo „walką narodowościową”

(…) walka narodowościowa nie jest politycznym, lecz biologicznym zmaganiem, z którego zawsze zwycięsko wychodzi naród biologicz­nie silniejszy i życiowo dzielniejszy. Walka narodowościowa oznacza w swojej ostatecznej konsekwencji alternatywę: ty albo ja, a tym razem chcemy być tymi, którzy walkę poprowadzili lepiej.

Potomkowie „Cesarstwa Rzymskiego Narodu Niemieckiego” nie snuli tych morderczych rojeń tylko w odniesieniu do rasowo niższego narodu polskiego, a to dlatego, że ich „plan wschodni sięgał daleko”. Dr. Wetzel sięgnął poza horyzont, czemu dał wyraz w piśmie z 27 kwietnia 1942 roku, kiedy hitlerowskie hordy parły na wschód jeszcze bez większych przeszkód. Zapewne pod wrażeniem rosnącego polskiego mchu opom, Wetzel stwierdzał tam, że Polacy są:

(…) najbardziej wrogo usposobieni w stosunku do Niemców, liczebnie najsilniejsi, a wskutek tego najniebezpieczniejsi ze wszystkich obco- plemieńców, których wysiedlenie plan przewiduje.

Wetzel oceniał, że Polacy to naród najbardziej skłonny do konspiracji. Jednak nie stawiał na ich masową eksterminację. Dlaczego?

Tego rodzaju rozwiązanie kwestii polskiej obciążałoby naród niemiecki na dalszą przyszłość, odebrałoby nam wszędzie sympatię, zwłaszcza, że inne sąsiednie narody musiałyby się liczyć z możliwością, iż w od­powiednim czasie potraktowane zostaną podobnie.

Moim zdaniem, musi zostać znaleziony taki sposób rozwiązania kwestii polskiej, ażeby wyżej wskazane niebezpieczeństwa polityczne zostały sprawdzone do możliwie najmniejszych rozmiarów.

A co z Rosjanami i Ukraińcami? Wetzel proponował różnicowanie me­tod. Obie nacje należy poddać działaniom zmniejszającym rozrodczość do poziomów niższych niż w Niemczech, ale chciał utrzymywać Ukraińców w kondycji lepszej niż Rosjan, bowiem mogą stanowić przeciwwagę dla Rosjan. Rzecz sprowadziła się do łagodniejszego podejścia do rozmnażania się Ukraińców. Wystarczy tylko zrezygnować na Ukrainie z wszelkich prefe­rencji pro-rodzinnych, stosowanych w Niemczech. Postulował w umiarko­wany sposób realizować te projekty, aby Ukraińcy w przyszłości nie stali się populacją silniejszą od rosyjskiej. Zniechęcać miały koszty posiadania dzieci. Należało preferować postawy konsumpcyjne, awanse zawodowe mężatek. Od ciąż miała je odstraszać propaganda groźnych dla zdrowia porodów, a to przy okazji może napędzać przemysł zapobiegający ciążom.

Przemysł produkujący tego rodzaju środki musi zostać specjalnie stwo­rzony. Nie może być karalne zachwalanie i rozpowszechnianie środków zapobiegawczych ani też spędzanie płodu. Należy też popierać powsta­wanie zakładów do spędzania płodu.

Gdyby dr Wetzel urodził się pół wieku później, byłby z pewnością za­chwycony sytuacją w tej materii! Oczywiście nie w Niemczech, bo Niemki i tak nie chcą rodzić, więc cicha nadzieja tkwi w muzułmankach, które regularnie sypią po 4-5 sztuk.

Niemcy chcieli prowadzić ten regres demograficzny na wschodzie do czasu, kiedy sami będą w stanie zasiedlić tereny wschodnie:

Całkowite biologiczne wyniszczenie Rosjan nie może tak długo leżeć w naszym interesie, jak długo sami nie jesteśmy w stanie zapełnić te tereny, naszymi ludźmi. (…) Naszym celem przy wprowadzeniu tych środków jest tylko to, ażeby Rosjan o tyle osłabić, aby nie mogli nas przytłaczać masą swoich ludzi.

Kiedy wojska czerwonego caratu stały bezczynnie przez dwa miesiące trwającej rzezi Warszawy, dokonywanej przez ich niedawnych sprzymierzeń­ców z faszyzmu brunatnego, nikt nie przypuszczał, że tam właśnie dokonuje się niepisana ostatnia faza paktu Ribbentrop-Mołotow. Jeszcze przed upad­kiem powstania, czerwony carat masowo aresztował, mordował lub wysyłał do łagra żołnierzy AK i NSZ z terenów „wyzwolonej” prawobrzeżnej Polski.

Smiersz postępujący za „Kościuszkowcami” Berlinga, założył swoją centralną bazę w Brodnicy. Dorobkiem Smiersza w tym okresie stało się 120 (znanych) masowych pól śmierci. Kiedy doszli do Berlina, zajęli się „przestępcami wojennymi”. Tych „załatwiano” na miejscu – na 11 polach śmierci oraz w 11 łagrach, w tym 3 w Brandenburgu, Sachsen-Hausen i Bu- chenwaldzie. Infrastrukturę mieli gotową po Niemcach, jak np. na Majdanku koło Lublina i w KL Warschau.

W Bauergard koło Paryża zorganizowali łagier dla tych, którzy nie chcieli wracać do czerwonego caratu. Wyłapywano ich i pociągami wysyłano na Sybir przy zgodnej aprobacie skurwionej Francji, Anglii i Ameryki.

Terror szalał już na dobre w „wyzwolonej” Polsce, toteż NKWD zajęło się ulubionymi przez nich wędrówkami ludów. W 1945 roku nastąpiły wy­siedlenia ludności Mandżurii. Potem przyszła kolej na własowców z armii generała Własowa i generała Krasnowa (Kozacy – mahometanie).

Chcieli to samo zrobić z około 1200 żołnierzami Brygady Świętokrzy­skiej NSZ, która przedarła się na Zachód idąc samodzielnie, pod bronią, pomiędzy cofającymi się Niemcami i nacierającymi Sowietami. „Alianci” zażądali od dowództwa Brygady złożenia broni. Ci odpowiedzieli słynnym

dopiero 40 lat później „gestem Kozakiewicza” i obiecali walkę do ostatniego naboju!

W Polsce szalało NKWD, GRU, Smiersz. Beria został marszałkiem ar­mii, a na czele KGB stanął Krugłow – przedtem wiceszef Smiersza, a rolę Smiersza przejęło GRU. Kmgłow został ministrem MWD, a Mierkułow – spec od katyńskich strzałów w tył głowy – ministrem MGB. Wkrótce (1948 r.) szefem MGR. Stalin mianował Abakuniowa, byłego szefa Smiersza. Roszady personalne nic nie znaczyły. Były monotonną karuzelą, z której czerwoni kaci po kolei spadali w czeluść strzału katyńskiego lub do łagrów.

W ramach uzgodnień II Konferencji w Zakopanem, czerwony carat ma­sowo wywiózł pociągami Polaków z Kresów wschodnich. Zabrali głównie tych, których UPA-ińcy nie zdążyli wymordować

Nieformalnie rehabilitowali carską „białą” policję, którą nadzorował z ramienia partii Mołotow, potem Sonin, wreszcie słynny Andriej Wyszyń­ski.

Z Zachodu „alianci” odsyłali czerwonemu caratowi AK-owców i zwo­lenników Mikołajczyka. Dziesiątki tysięcy partyzantów Rumunii i Węgier podzieliło los polskich partyzantów. Wysiedlili 350 tysięcy Litwinów.

Pomysły na deportacje i zsyłki w czerwonym caracie były nieprzebrane: zsyłki dziewcząt od cudzoziemców;

potem hiszpańskich dzieci, którym zarzucono szpiegostwo (!) dla Ame­ryki;

żdanowców” – wywrotowców w kulturze (realizm socjalistyczny). Tu słowo o towarzyszu Żdanowie, który w 1937 roku w Ufie zamordował I sekre­tarza Bykina z żoną i dziećmi, a 53 tysiące kazał rozstrzelać w kamienio­łomach i wąwozach. Powtórzył to w Kazaniu i Orenburgu w styczniu 1938 roku po zabójstwie Kirowa zleconym przez Stalina. Żdanow zaini­cjował „kirowski potok”. Razem z deportacją 25 procent mieszkańców Leningradu, dorobek Żdanowa zamyka się 250 tysiącami ofiar. Ciekawy był koniec samego Żdanowa. Na polecenie Stalina, udał się na operację, z której wyniesiono go „nogami do przodu”. O jego śmierć oskarżono (1948 r.) lekarzy kremlowskich. Maskującą nagrodą były tysiące nazw ulic, szkół, zakładów pracy.

Przed śmiercią Żdanow opracował zasady walki z „formalizmem w sztu­ce”, co dało podstawy teoretyczne m.in. do zorganizowania IV Konkursu im. F. Chopina w Warszawie.

Płynęły do łagrów fale kryminalistów w ramach kolejnych ustaw, a to „o bumelantach”; „o karach za Produkowanie Braku” (1930 i 1972); „o pędzeniu alkoholu” (1922 i 1986!); „o karze dla Kołchoźników za Nie­spełnienie Minimum Odpracowanych Roboczogodzin”; „o socjalistycznej Kulturze”, „o Ustawie o Kolei”. Tu kryminalistami były stare kobiety i dziec: zbierające węgiel rozsypany na torowiskach.

Od zarania czerwonej swołoczy trwała eksterminacja duchowieństwa prawosławnego i katolickiego, ale to temat – rzeka.

W 1940 roku deportowali 40 000 Greków z Kaukazu do Azji Centralne’ W lutym 1949 roku rozlała się „Afera Leningradzka”. Kara śmierci już była zniesiona, co nie przeszkodziło czerwonym psychopatom rozstrzelać tysiące działaczy partyjnych.

Od 1950 roku jechali na białe niedźwiedzie wszyscy wierzący oraz ich sympatycy.

Aleksander Sołżenicyn ocenia powojenne ofiary na 10-20 milionów.

W 1950 roku ruszyła na wschód fala żon banderowców. Listy przygo­towywano przez 6 lat!

W marcu 1950 roku Stalin, „na prośbę” Związków Zawodowych przy­wrócił karę śmierci.

Polski UB składał się z 17 wydziałów. Całość nadzorował generał Lalin

Tylko w Ministerstwie Górnictwa „pracowało” 50 sowieckich „eksper­tów”. Ich zadaniem była kontrola działań władz partyjnych „krajowców”.

W niewielkiej Czechosłowacji w 1951 roku czerwony carat więził w obozach koncentracyjnych 100 tysięcy osób, w tym 6 tysięcy księży, za­konników i zakonnic

W Polsce zbrojny opór „Wyklętych” (Niezłomnych) kosztował życie tysiące Polaków, w tym około 5000 wykonanych sądowych „wyroków” śmierci. Tyle samo wywieziono do łagrów, skąd już nie wrócili.

Tajna policja KGB powstała 13 marca 1954 roku, a więc już po śmierci Stalina. Szefem został żyd „Sierow”, zasłużony morderca Polaków.

Od 1957 roku terror wracał do stalinowskich norm. Kodeks karny nie przewidywał ułaskawień.

Erozja czerwonego caratu w latach 60. stawała się powszechna. Praca przestała się opłacać Wszystko się załatwiało. Masowe były aresztowania wysokiej rangi towarzyszy, którzy łapówki (dolary) chomikowali w futry­nach mieszkań w sztaplach sięgających na wysokość człowieka! W beczkach z napisem „śledzie” przemycano kawior.

Od połowy lat sześćdziesiątych zaczęły się „psychuszki”. Były to ciche, tajne mordownie – albo na śmierć, albo na umysłową „trawkę”.

W chwili śmierci „chorążego narodów” (3 III 1953 r.) Beria dysponował armią milionów zbirów w KGB i innych formacjach, w tym wojsk „opera­cyjnych”. Miał 100 tysięcy eskorty własnej (!), 150 tysięcy ochrony kolei, 100 tysięcy ochrony pogranicza, 300 tysięcy straży „ogniowej”.

MWD dysponowało własnymi oddziałami pancernymi, artylerią i lotnictwem.

Po śmierci Stalina Beria przejął dodatkowo MGB z pół milionem zbirów.

A jednak panował tylko trzy miesiące. Kunsztownie rozegrał to marszałek Żuków. Pod pozorem ćwiczeń wprowadził do Moskwy oddziały pancerne, a na 26 czerwca zwołano nadzwyczajne posiedzenie Sekretariatu KC PZPR. Beria przybył. Sukces zależał od błyskawicznego zerwania kabla telefonu pod jego ręką. Udało się.

Beria został zamordowany (zaduszony) przez Malenkowa, Mikojana i marszałka Koniewa. Fikcyjną „egzekucję” Berii odegrano dopiero 28 XII 1953 roku. Podstępnie zamordowano Poskriebyszewa – szefa kancelarii Stalina, generała Riumina i generała Kosynkina. Koniec Chruszczowa nastąpił 13 października (ach, te trzynastki!) 1964 roku. Darowali mu życie.

Inspiratorami byli – szef Komsomołu, ulubieniec Stalina, potem członek KC oraz Semczastryj (Ukrainiec jak Chmszczow) – I Sekretarz Komsomołu po Szelepinie. Pretekstem detronizacji Chruszczowa była niekorzystna transakcja z cukrem kubańskim.

Nastał czas mafijnych porachunków. Za panowania pijaczyny Breżniewa, były serie „samobójstw” lub „wypadków samochodowych”. Generał Szczełokow nie wiedzieć czemu popełnił samobójstwo, Andropow – I Sekretarz KC KPZR zmarł na niewydolność nerek – wystarczyło tylko odłączyć zasilanie od aparatury Po nim nastał stetryczały Czernienko, bolszewicki zbrodniarz. Przeciwko Gorbaczowowi rozpętano koronkową nagonkę polityczną i personalną. W ruch poszły miliardy dolarów na łapówki dla mafii kremlowskiej. Zaatakowano także Sobczaka – mera Leningradu, szefa młodego Putina. „Mówi się”, że to on „wykończył” Sobczaka…

Centralna struktura KGB została rozwiązana 1 XII 1991 roku. W więzieniach gniło jeszcze około 800 tysięcy ludzi, 200 tysięcy w aresztach.

„Związek Radziecki” czyli czerwony carat oficjalnie, ale najzupełniej fikcyjnie zniknął 27 XII 1991 roku, a dwa dni przedtem abdykował ostatni formalny czerwony car Rosji – Gorbaczow.

Chruszczowowi darowano życie. Ustąpił bez oporu. W jednej z książek publikują zdjęcie jego syna, kiedy wraz z żoną otrzymują obywatelstwo USA.

Nastała po nim era żyda Andropowa, byłego szefa KGR, który krwawo stłumił powstanie węgierskie. Potem nastał pijaczyna Breżniew. Amerykańscy żydomasoni przekazali „Gorbiemu” w darze wspaniałą rezydencję w Presidio, bazie wojsk amerykańskich.

Za co? Wie o tym „Gorbi” i masoni z Pentagonu. Aż 85 procent Rosjan żyło w 1992 roku poniżej dolnej granicy ubóstwa. W 1999 roku było tam jeszcze w więzieniach 1 700 000 „zeków” (więźniów kryminalnych).

Do czerwonego caratu przyklejono elegancką etykietę Wielkiej Utopi: To wielkie kłamstwo. Był to trwający 72 lata tagosyjonistyczny Wielki Terror, perfekcyjnie zorganizowany przeciwko rosyjskiemu narodowi i narodom okupowanym, w tym także przeciwko Polsce.

Czerwony carat nadal trwa personalnie, w strukturach władz Rosji, a zwłaszcza w zniewolonych duszach i umysłach Rosjan. Stalin jest tam nadal idolem. Stalinowcy drugiego i trzeciego pokolenia o wypranych i sprasowanych mózgach zaklinają się, że Stalin chciał dobrze, tylko inni (żydzi mu przeszkadzali i w końcu go uśmiercili.

A Putin? Czego chce Putin?

Nasze pytanie jest inne: kto po zbrodni smoleńskiej z 10 kwietnia 201C roku, skrytobójczo zamordował (powiesił, etc.) około 30 niewygodnych świadków z orbity tej zbrodni?

Henryk Pająk

 

   za wolna-polska.pl

Spisek ludobójców w Zakopanem. Henryk Pająk
Oceń artykuł
Udostępnij

Napisz co myślisz