Włodzimierz W. Putin

putin 5_0.jpg
Każda polityczna epoka ma swoje wybitne postacie. Znakomitych mężów stanu, publicznych oratorów, ideologów i myślicieli, a gdy nadchodzą czasy wojen i zamętu: militarnych wodzów. Odnosi się to, przede wszystkim, do przełomowych zdarzeń, gdy świat staje na rozdrożu, by nie rzec, że nad przepaścią. Tak jest i teraz. Można bowiem przypuszczać, iż kończy się szczególnie niespokojne stulecie, zapoczątkowane wybuchem pierwszej I Wojny Światowej.

Ileż w tym okresie wielkich zwrotów, rzeczywistych przywódców i szarlatańskich demagogów. Szalony rozwój techniki, demograficzna eksplozja, głównie kolorów ludów, że świat aż pęka w szwach. Wyczuwamy, iż ta niespotykana w dziejach era wymaga uspokojenia, czyli podsumowania. Kto jest zatem epigonem; albo też otwiera nowe czasy? Rozważając te wszystkie zawiłe kwestie, snując jakieś prognozy, nie sposób uniknąć pytania o Rosję.

Jej rolę w dziejach oraz historyczne przeznaczenie. I nie zapominajmy, że w fatimskich objawieniach tylko ona wspomniana została z nazwy; czyli pytanie o Ruś jest stawianiem na wokandzie sprawy przyszłości globu. Gdy to wszystko połączymy ujrzymy konieczność rozstrzygnięcia kwestii dokąd zmierza współczesne rosyjskie polityczne przywództwo. A choć Kreml nie jest monarchią w już przebrzmiałym stylu, nie da się uniknąć ustosunkowania się do jego obecnego lokatora: Włodzimierza W. Putina. Niewątpliwie niezmiernie fascynuje on współczesny świat, którego kierownictwo wydaje się być dość przeciętne, a chwilami nawet bezbarwne. Obrasta więc on w legendy. A jak wiemy są one zazwyczaj albo białe, albo czarne.

Pytanie bardziej zasadnicze winno brzmieć inaczej: czy Putin kończy imperialne dzieje Moskwy, czy może otwiera jej nową odsłonę? Odnosząc się do tej kwestii trzeba wiedzieć, że mocarstwa są śmiertelne, więc właściwa odpowiedź musi zasadzać się na znakomitym wyczuciu historycznego czasu, gdyż nawet postacie najwybitniejsze nie są w stanie przekroczyć nieprzekraczalne. W tym przypadku dodatkowe trudności sprowadzają się do tego, iż Rosja ma swoje unikalne cechy, różniące ją od innych potęg, tych nowożytnych oraz przeszłych. Jej geograficzny bezkres, olbrzymie klimatyczne różnice, rzeźba terenu.

Przede wszystkim ludność, poddana wpływom różnych cywilizacji oraz religii, a czasami wręcz prymitywna. Głęboka nierównomierność, stanowiąca jej nieodłączną cechę. Tym wszystkim zarządza rosyjski prezydent Putin, władający swoją ojczyzną od osiemnastu lat. Bez wątpienia nie jest on epigonem, chcącym uratować, to co już bezpowrotnie stracone. Jego poczynania, ujawniające i wydobywające rosyjski potencjał znamionują nowe otwarcie. Niepewne – co naturalne – a chwilami nawet dwuznacznie niejasne. A jest to skutek ideowego zawirowania, który dotknął Rosję po śmierci marksizmu.

Przed nią do wyboru stoi wiele dróg, na pozór kusząco atrakcyjnych. Jednak można sądzić, że by zachować swoją historyczną linię, Kreml powróci do idei Trzeciego Rzymu, nawiązując tym do bizantyjskiego, wschodniochrześcijańskiego dziedzictwa. Zwłaszcza, iż II Rzym jest już właściwie unieważniony, znajdując się w stanie przedśmiertnych konwulsji. Rozpad Zachodu jest bowiem przesądzony. Rosja zatem nie może odwrócić się od Europy. Włodzimierz W. Putin ma możliwość wyboru spośród różnych geopolitycznych ofert. Przyznać trzeba, że wszystkie one są interesujące, ale tylko ta jedna okażę się właściwa. Może być albo Konstantynem Wielkim, lub Dżyngis-chanem. Wybór należy do niego.

Antoni Koniuszewski
Myśl Polska, nr 7-8 (11-18.02.2018)

   za www.mysl-polska.pl

Włodzimierz W. Putin
Oceń artykuł
Udostępnij

Napisz co myślisz