Tutaj rozpoczęło się ludobójstwo wołyńskie. Zginęli niemal wszyscy mieszkańcy – zabici siekierami. Upamiętnia ich tablica, zbiorowa mogiła i krzyż. „To i tak dużo”

 

Nasi bliscy ginęli od ciosów siekierą, kos, wideł, pogrzebaczy. Dogorywali w strasznym cierpieniu żywcem wrzucani do ognia. Bestialsko mordowane przez ukraińskich sąsiadów były dzieci, starcy, kobiety, całe rodziny. Tylko dlatego, że byli Polakami. I nie na końcu świata. Do stolicy Wołynia, Łucka, z Warszawy jest prawie 400 km. Niewiele więcej niż ze stolicy do Krakowa, czyli bardzo niedaleko.

Apogeum rozegranego tam, a przemilczanego przez dziesiątki lat, ludobójstwa przypadło w „krwawą niedzielę” 11 lipca 1943 roku. Jednak nieoficjalne dane mówią, że ponad 100 tysięcy naszych rodaków zginęło z rąk ukraińskich nacjonalistów – przed, i po tej dacie.

Był wtorek, 9 lutego 1943 roku, wcześnie rano… Do każdej z 26 zagród w założonej w XIX wieku polskiej wsi weszło po kilku uzbrojonych mężczyzn. Przedstawili się jako sowieccy partyzanci. Kazali dać sobie jeść. A potem…

 

12-letni wówczas Witold Kołodyński wspomina to tak:

Dowódca powiedział nam: – Musicie się położyć, my was powiążemy, żeby Niemcy was nie skrzywdzili za przetrzymywanie i karmienie partyzantów. To samo usłyszeli inni mieszkańcy Parośli. Wszyscy potem zostali zamordowani siekierami. Dorośli byli porąbani. Dzieci uśmiercane były uderzeniami w główki obuchami. W jednym z domów nie można było wyciągnąć noża, którym było przybite niemowlę do stołu…”.

Tego dnia zamordowanych zostało 149 Polaków i 6 Rosjan, choć według innych szacunków zamrdowanych było 173. Rzeź przeżyło 12 ciężko rannych osób. Dalej opowiada Witold Kołodyński, który cudem uratował się ze swoją 9-letnią siostrą Lilą:

Rodzice mieli głowy rozrąbane na pół. Mamy długi warkocz był odcięty. W głowie ojca pozostawiono siekierę, co oznaczałoby, że słyszane przeze mnie jęki wydawał ojciec, którego dobito. W kołysce najmłodsza Bogusia, w wieku 1,5 roku, uderzona była siekierą w czoło. Przez dłuższy czas była w konwulsjach, które miotały kołyską. Lila wzięła ją na ręce i po chwili Bogusia zakończyła życie”.

 

Dzisiaj w miejscu Parośli jest tylko zbiorowa mogiła, krzyż oraz tablica pamiątkowa. To i tak dużo.

Jak podkreśla ks. prof. Józef Marecki, badacz historii relacji polsko-ukraińskich, na Ukrainie zapomniano o ofiarach ludobójstwa.

– Większość, ogromna większość nie ma grobów. Wiele miejsc pochówku jest świadomie bezczeszczonych. Na cmentarzach i zbiorowych mogiłach pasą się krowy, urządzono tam boiska sportowe i place zabaw

– mówi ks. Marecki.

   za niezlomni.com

Tutaj rozpoczęło się ludobójstwo wołyńskie. Zginęli niemal wszyscy mieszkańcy – zabici siekierami. Upamiętnia ich tablica, zbiorowa mogiła i krzyż. „To i tak dużo”
Oceń artykuł
Udostępnij

Napisz co myślisz