Męczarnie Andrzeja Dudy

duda 2_1.jpg
Andrzej Duda powszechnie zachęcany do rozwiązania sytuacji z nowelizacją ustawy w sprawie IPN, gdyż ewidentne szkody z dalszego przeciągania tej sprawy stały się powszechnie odczuwalne, zajął w końcu stanowisko.

Wyraźnie zdenerwowany, wprost roztrzęsiony, mało przekonywająco wyjaśniał swoje stanowisko. Widać, że orator z niego słaby a konieczność podjęcia tej decyzji mu ciążyła. Dał chyba temu wyraz mówiąc wprost „jestem zobowiązany podjąć decyzję”. To jego wystąpienie oceniam jako pozbawione mocnych elementów, które by pozwoliło je zapamiętać, czy też jego fragmenty mógłby on wykorzystywać potem w dalszych politycznych bojach. Premier Morawiecki bije go pod tym względem na głowę.
Cóż miał do powiedzenia? Zwrócił uwagę, że ustawa budzi protesty w Izraelu, USA i w „innych miejscach”. Te „inne miejsca” to zapewne Ukraina. Mamy zatem nowe określenie na to państwo – „inne miejsca”.

Znaczną część swego wystąpienia poświęcił potępieniu i przyznaniu się do niegodnych, jego zdaniem zachowań wśród Polaków podczas wojny. Szeroko otworzyłem oczy, gdy wśród tych zachowań wymienił to, że „były przypadki wielkiego strachu”. Strach i to w obliczu zagrożenia śmiercią całej swojej rodziny, bo taka była sankcja za pomoc Żydom, jest zachowaniem naturalnym i nie należy jej oceniać w charakterze winy.

Dalej Duda zdecydowanie potępiał przypadki występowania antysemityzmu, skrajnego nacjonalizmu, jakoby zagrażające dziś Polsce. W tym momencie zbudował takie napięcie, ze już skłaniałem się do przypuszczenia, że pewnie ustawę zawetuje.

No jednak dalej zmienił ton i łaskawie przyznał, że „ponieważ trzeba chronić także dobre imię Polski i Polaków To kwestia także naszej wrażliwości, my także mamy prawo do naszej wrażliwości My mamy też prawo do prawdy historycznej” to zdecydował się ustawę podpisać. Wielkie dzięki, że Andrzej Sebastian Duda zauważył, że „trzeba także chronić dobre imię Polski i Polaków”, bo przecież mógł nie zauważyć. Może przypomniał sobie, że w przysiędze prezydenta, którą złożył, były słowa: „będę strzegł niezłomnie godności Narodu”?

Jednak nie wziął on pełni odpowiedzialności za swoje działanie i w tzw. trybie następczym odesłał ustawę do Trybunału Konstytucyjnego. Trudno to ocenić inaczej niż jako rodzaj asekuracji i zdjęcia z siebie odpowiedzialności.

Podsumowując działanie Andrzeja Dudy, według mnie, bardzo on się męczy i denerwuje sprawując funkcję prezydenta. W związku z tym, będąc osobą, która, jako elektor, głosowała na niego w drugiej turze, czynię sobie z tego powodu wyrzut i obiecuję, że nie przyłożę już ręki do tego aby miał on sprawować ten urząd w następnej kadencji.

Stanisław Lewicki

Fot. kprm

   za www.mysl-polska.pl

Męczarnie Andrzeja Dudy
Oceń artykuł
Udostępnij

Napisz co myślisz