W obronie PIS-u

kaczyński photo
zdjęcie DrabikPany

            Piszę ten artykuł w momencie, kiedy Polska i pisowskie rządy przechodzą potężne perturbacje na arenie międzynarodowej. Ryzykuję tym, że przeciwnikom politycznym czyli opozycji, w sojuszu z zagranicą, uda się obalić legalnie sprawujący rząd w naszym kraju. Artykuł stanie się nieaktualny. To, co napiszę, może już być tylko historią, albo bardziej historyjką, bo nie sądzę, że mam jakikolwiek wpływ polityczny. Zaryzykuję…

            Na początku uspokoję obawy licznych przeciwników Prezesa Kaczyńskiego i Prawa i Sprawiedliwości. Nie będę bronił całości działań tej partii. Tylko niektóre posunięcia wydają się korzystne dla Polski. A najważniejszy jest interes państwa polskiego, bez względu na to, która partia rządzi i jaki system polityczny panuje w naszym kraju. Nie jestem internacjonalistą więc wyznaję zasadę: słoń a sprawa polska.

            O strategii PIS-u rozpisywano się już wiele razy. Krąży taki pogląd, że Kaczyński jest mistrzem w tym zacnym działaniu. Podobno, jak wytrawny szachista, przewiduje ruchy swoich przeciwników ze znacznym wyprzedzeniem czasowym. Potrafi być cierpliwy, czekać w opozycji wiele lat, budować wierne sobie struktury i w odpowiednim momencie, w czasie wyborów, postawić na ludzi, na których zagłosują Polacy. Wysunięcie kandydatury Andrzeja Dudy na prezydenta RP, p. Beaty Szydło na premiera, to tylko niektóre trafne decyzje. Następnie oparcie się na USA i oczekiwanie na zwycięstwo Trumpa w wyborach. To się powiodło. Myślę jednak, że strategiczne myślenie Prezesa objawia się bardziej w polityce krajowej. Postawienie na Polaków przywiązanych do tradycji, na środowisko toruńskie o. Rydzyka i na katolicyzmie, to w obecnej sytuacji strzał w dziesiątkę. Do tego dochodzi bardzo dobra analiza sytuacji społeczno-gospodarczej i wsparcie dumy narodowej Polaków, tak jawnie już upokarzanej w III RP oraz poprawa losu ubogiej części społeczeństwa w postaci np. programu 500+. Nie będę tutaj się rozwodził nad efektywnością tego typu programów. Chodzi o coś innego. Po reformach balcerowiczowskich (tak właściwie zaaplikowanych nam przez Bank Światowy i inne gremia światowe), spora część społeczeństwa została zepchnięta w strefę biedy. Nie był to więc kapitalizm dający równe szanse dla wszystkich ale kapitalizm rodem z republik bananowych, zgodnie skrojony przez część solidarnościową, dawne pokomunistyczne elity, służby i niektóre znaczące państwa (jakie?). Taki model gospodarczy red. Stanisław Michalkiewicz określa mianem kapitalizmu kompradorskiego.

            Wszystkie te zjawiska wziął pod uwagę Kaczyński. Dodatkową motywacją zmuszającą do konsekwentnego działania była niewątpliwie śmierć jego brata czyli śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego. To był moment kiedy już niemożliwe stało się jakiekolwiek porozumienie z obecną opozycją demoliberalną, z tzw. partią pruską.

            W ostatnim artykule ,,Konserwatywni Kurpie” pisałem, że w naszym kraju prowincja jest konserwatywna. Jest to konserwatyzm powierzchowny, oparty na słabych podstawach. Kryzys  gospodarczy, błędy PIS-u mogą spowodować przechył elektoratu w stronę partii, która nie tak dawno proponowała Polakom grillowanie zamiast polityki. Nasz katolicyzm jest także powierzchowny, niezbyt silny intelektualnie, a w przypadku słabego i podzielonego obecnie episkopatu może rozpłynąć się jak w Hiszpanii w II poł. XX wieku. Słabość i powierzchowność katolicyzmu i konserwatyzmu jest faktem ale to właśnie zrozumiał Prezes Kaczyński. Uderzył więc w struny tradycji, zagrał melodią narodową, uderzył w tony katolickie. Dość ostro sprzeciwił się przyjęciu przez Polskę uchodźców i wykorzystał tradycyjne w Polsce resentymenty antyniemieckie.  Strategia Kaczyńskiego – trzeba przyznać – bardzo realistyczna. Opozycję zepchnął do narożnika, bo z przypiętą łatką antynarodową, z mianem aferzystów i zdrajców Polski, ciężko się uprawia politykę. Doprowadził do rozbicia obozu narodowego, (nota bene i tak nie był jednością) przyciągając sporą część elektoratu do siebie. Środowiska konserwatywne postawił przed dylematem: albo jesteście ze mną z gwarancją realizacji części waszych postulatów albo nadal bijcie się o te 3-5% poparcia. Stąd inicjatywa Jarosława Gowina. I wreszcie wolnorynkowców zamierza pozyskać premierem Morawieckim, którego tzw. konstytucja dla biznesu nie będzie ani wolnorynkowa, ani prokapitalistyczna, ale takie będzie sprawiała wrażenie. Jakieś uproszczenia prawne okołobiznesowe wprowadzone jednak będą.

            Ktoś powie, że prawicowość Kaczyńskiego jest powierzchowna, jest jakby namiastką, imitacją. Takie jest jednak społeczeństwo polskie, w którym wiele idei jest surogatem, a rozpalić można nas w momencie zagrożenia. Jesteśmy po prostu letni. Jesteśmy trochę konserwatywni, trochę nacjonalistyczni, liberalni. Nie ma głębokich podziałów ideowych, a są spory o sentymenty, o historię, o nazwiska. Czy można mieć pretensje do Prezesa, że właśnie taki model działania, taką strategię przyjął? Chyba nie.

            I na koniec… ,,Pół wieku człowieku” blisko i zaczynam się już powtarzać. Otóż prawica ma  jasny wybór: albo w sojuszu z demoliberałami doprowadzi do upadku PIS-u i Polska popłynie w kierunku ,,Europy”, a suwerenność pozostanie marzeniem, albo zacznie edukować społeczeństwo i pogłębi nasz konserwatyzm, tradycjonalizm, a wolna gospodarka przestanie być mało popularnym poglądem. Przecież środowiska prawicowe są kopalnią mądrych ludzi ale zalegają, niestety, olbrzymie hałdy ambicji. No i ta kłótliwość. Epitety w rodzaju: kryptopisowiec, kryptofaszysta, egalitarysta, sanacja, socjalista, ruski agent – to słowa często goszczące w polemikach prawicowych. Są to słowa skierowane ku swoim. A Kaczyński używa epitetów ale rzuca je w kierunku przeciwników politycznych. Realizm. Bona diagnosis, bona curatio.

Jarosław Luma

   źródło: konserwatyzm.pl

W obronie PIS-u
Oceń artykuł
Udostępnij

Napisz co myślisz