Czego Ben Akiba nie przewidział – Stanisław Michalkiewicz

michalkiewicz photo
zdjęcie Piotr Rybałtowski

 

Szanowni Państwo!

Powiadają, że jeszcze się taki nie urodził, żeby wszystkim dogodził. Pewnie to prawda, ale jeśli nawet nie można dogodzić wszystkim, to być może można dogodzić wielu, albo nawet – bardzo wielu. I właśnie jesteśmy świadkami wydarzenia pokazującego, że jeśli nawet nie można dogodzić wszystkim, to przynajmniej można dogodzić wielu.

Oto Sejm uchwalił nowelizację ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej. Ta nowelizacja zawierała przepis przewidujący kary za publiczne używanie określenia: „polskie obozy śmierci” i temu podobnych. Warto dodać, że nie był to ani pierwszy, ani jedyny przepis w tej ustawie przywidujący kary. Już od 1998 roku w ustawie o Instytucie Pamięci narodowej znajdował się przepis przewidujący karę za tak zwane „kłamstwo oświęcimskie”, to znaczy – podawanie w wątpliwość zatwierdzonej wersji historii obozu oświęcimskiego. Jak wyjaśnił pan minister Patryk Jaki, a co potwierdziła pani rzecznik rządu, obecna nowelizacja była konsultowana z ambasadą Izraela w Warszawie, która nie zgłaszała żadnych zastrzeżeń. Warto dodać, że ani ambasada Izraela, ani nikt inny, nie zgłaszał żadnych zastrzeżeń również do „kłamstwa oświęcimskiego”. Teraz jednak, gdy Sejm nowelizację uchwalił, ambasadoressa Izraela w Warszawie gwałtownie skrytykowała przepis przewidujący odpowiedzialność karną za „polskie obozy śmierci”, a do grona krytyków dołączył wkrótce izraelski premier Beniamin Netanjahu, który dodatkowo wyraził przekonanie, że Polska powinna projekty swoich ustaw konsultować z Izraelem. Rząd ustami pani Beaty Mazurek odparł, że żadnej zmiany ustawy nie będzie, a jej skrytykowanie ze strony żydowskiej wywołało żywy rezonans w polskiej opinii publicznej, który z kolei odbił się szerokim echem w świecie.

No dobrze – ale komu właściwie ta cała afera dogodziła? Wszystko wskazuje na to, że dogodziła stronie żydowskiej. Jeśli bowiem prawdą jest, że projekt był z ambasadą Izraela konsultowany, ale krytyczne uwagi zgłosiła ona dopiero po jej uchwaleniu przez Sejm, kiedy choćby ze względów prestiżowych nie można jej było na poczekaniu zmienić, to można podejrzewać, że stronie żydowskiej chodziło o wywołanie skandalu. A dlaczego mogło jej na tym zależeć? Między innymi dlatego, że w Stanach Zjednoczonych Polonia Amerykańska właśnie teraz desperacko usiłuje zablokować uchwalenie przez tamtejszy Kongres ustawy numer 1226, która dawałaby rządowi amerykańskiemu podstawę prawną do stosowania wobec Polski rozmaitych nacisków, by zadośćuczyniła żydowskim roszczeniom majątkowym. Reakcja polskiej opinii publicznej na krytykę, a zwłaszcza – na żądanie konsultowania z władzami Izraela projektów ustaw w Polsce – została przez stronę żydowską przedstawiona światowej opinii jako wybuch nastrojów antysemickich, co oczywiście osłabia i to znacznie, skuteczność akcji Polonii Amerykańskiej. Zatem stronie żydowskiej ta afera niewątpliwie dogodziła, więc nic dziwnego, że to właśnie ona tę bombę zdetonowała.

Ale dogodziła ona również rządowi. Chodzi o to, że zagadkowe i co tu ukrywać – tchórzliwe milczenie rządu i prezydenta w sprawie amerykańskiej ustawy, zaczęły budzić wątpliwości w coraz to szerszych kręgach polskiej opinii publicznej. W tej sytuacji zdetonowanie przez izraelską ambasadoressę tej bomby, jest dla pana prezydenta Dudy i dla rządu prawdziwym darem Niebios, dzięki któremu może wobec polskiej opinii publicznej zaprezentować się w charakterze nieustraszonych obrońców godności narodowej i państwowej suwerenności. Zatem afera dogodziła również rządowi, który dzięki niej może poprawić sobie nadwątloną reputację.

Wreszcie trzecią stroną, której afera rozpętana przez izraelską ambasadoressę dogodziła najbardziej, są Niemcy. Stoją oni wprawdzie z boku, ale wyobrażam sobie, jak zacierają w duchu ręce na widok Żydów, którzy biorą się za łby z „polskimi nazistami”, co to w sprawie holokaustu mają takie nieczyste sumienia. Cóż może lepiej ilustrować ścisłą koordynację żydowskiej polityki historycznej, której celem jest zagwarantowanie stronie żydowskiej możliwości materialnego eksploatowania holokaustu, z polityką historyczną niemiecką, której celem jest stopniowe zdejmowanie z Niemiec odpowiedzialności za II wojnę światową i przerzucanie jej na winowajcę zastępczego, na którego promotorzy żydowskiej polityki historycznej upatrzyli sobie właśnie Polskę. Któż by pomyślał, że wskutek koordynacji żydowskiej polityki historycznej z polityką historyczną niemiecką, Polska zostanie zmuszona do tłumaczenia się przed światem z niemieckich, czy jak kto woli – „nazistowskich” zbrodni? Tego nawet Ben Akiba by nie przewidział.

Stanisław Michalkiewicz

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza z cyklu „Myśląc Ojczyzna” jest emitowany w Radiu Maryja w każdą środę o godz. 20.50. Komentarze nie są emitowane podczas przerwy wakacyjnej w lipcu i sierpniu.

Felieton    Radio Maryja    1 lutego 2018

Tu znajdziesz komentarze w plikach mp3 – do wysłuchania lub ściągnięcia.

   źródło: www.bibula.com

Czego Ben Akiba nie przewidział – Stanisław Michalkiewicz
Oceń artykuł
Udostępnij

Napisz co myślisz