Jedwabny Szlak

szlak.jpg
Jedwabny szlak jest pewnym gospodarczo-geopolitycznym mitem, skrywającym chińską dążność do zbudowania imperialnej potęgi. Główne założenia tej wielowątkowej inicjatywy sprowadzają się do zamiaru zlikwidowania pięćsetletniej dominacji morskich potęg nad lądową przestrzenią.

Chodzi więc o to, by unieważnić, a przynajmniej wydatnie ograniczyć oceaniczny handel, wymagający przecież odpowiednio silnych promotorów, nadzorujących te globalne wodne arterie. Współcześnie płyną nimi paliwa oraz wszelkiego pokroju produkty.

W chwili, gdy główny ciężar handlowej wymiany przeniesiony zostanie na kolejowe trakty wiodące od chińskiego Pacyfiku aż do Lizbony, amerykańskie lotniskowce i towarzyszące im flotylle będzie można pociąć i wysłać do chińskich lub indyjskich hut. Jednym słowem pod tym ambitnym zamiarem może kryć się chęć dokonania wielkiego mundialnego przełomu. Do tego oczywiście potrzebne są przepotężne kapitały, a banki Państwa Środka je mają. Są to stosy waszyngtońskiej waluty, które trafiły tam na skutek doktrynalnej liberalizacji anglosaskich gospodarek, traktujących handel bez celnych i kursowych barier, jako dogmat współczesnego wolnego rynku.

W dziewiętnastym wieku owszem Anglia zapisała standardy wolności obrotu, przełamując kanonierkami opór słabszych i to było wówczas pociągnięcie i celne, i dlań korzystne. Teraz natomiast glob bez ceł stał się początkiem końca tego mieszczańskiego świata. Teraz tylko jakaś wielka wojna może (ewentualnie) zapobiec rysującej się perspektywy oddania innym panowania nad całością. Można by nawet zaryzykować tezę, że toczą się tak zwane procesy dziejowe, które już nie służą kapitałowym ośrodkom londyńskiego City i ich zamorskich ekspozytur. Gdy się patrzy na globus wyraźnie widać, że zaczyna zwyciężać geografia. Sytuacja bowiem wydaje się dziecinnie prosta. Do powodzenia owego ambitnego przedsięwzięcia wystarczy bowiem zgodne współdziałanie zaledwie dwóch liczących się państw: Rosji oraz Chin. Gdy ono będzie reszta to właściwie drugorzędne detale.

Czy w ogóle temu współdziałaniu – poza zewnętrznymi siłami – coś może zagrozić? Jedynie głupota, a biorąc pod uwagę wyrachowanie i rozum uczestników tej gry, zasadniczo nic. Wystarczy bowiem zwykła harmonia, gdyż obydwa imperia mogą na niej jedynie zyskać, nic właściwie nie tracąc. Należy także nawiasem zauważyć, że poza Kremlem, na znaczeniu zyskuje Białoruś, której przychylność wystarczy, by pomysł mógł zostać zrealizowany. Bez niej jest to niemożliwe albo przynajmniej wielce utrudnione, gdyż niestabilność Ukrainy może, tak należy prognozować, trwać przez bardzo długi czas.

W tych okolicznościach próba wyłamania się Kijowa z geopolitycznych uwarunkowań, powstanie tam oligarchicznej junty o afrykańskim kolorycie, z chazarskim kierownictwem, można uznać za amerykański scenariusz, wstrzymania Jedwabnego Szlaku. Także chęć destabilizacji rosyjskiej przestrzeni, która z globalnej perspektywy wydaje się anglosaskim błędem, być może również wpiszmy jako składową część tego scenariusza. To co zatem w światowej polityce wydarzy się w tym roku, będzie w tej mierze kluczowe i podstawowe, rzutujące na dalszy bieg dwudziestego pierwszego wieku.

Antoni Koniuszewski
Myśl Polska, nr 5-6 (28.01-4.02.2018)

   za www.mysl-polska.pl

Jedwabny Szlak
Oceń artykuł
Udostępnij

Napisz co myślisz