Polak, o którym nie tylko nie wie świat, ale również zapomniano w ojczyźnie. Tymczasem uratował 5 tys. Żydów. Ginął ze słowami „Niech żyje Polska!” na ustach [WIDEO]

Pod koniec lat 80. izraelski dyplomata Henryk Zvi Zimmermann przyjechał do Polski, by odszukać ślady Henryka Sławika, któremu zawdzięczał ocalenie podczas wojny. Nie dowiedział się niczego, ale fiasko swojej misji w pierwszej chwili uznał za dobry znak.

Przypuszczał, że Sławik żyje, bo o śmierci takiego bohatera Polacy musieliby wiedzieć. Ale pomylił się: Sławik nie przeżył wojny. W dodatku 40 lat po jej zakończeniu nikt w Polsce o nim nie pamiętał. I właściwie tak pozostało do dziś. Dopiero po 60 latach milczenia, ukazały się równocześnie dwie książki mu poświęcone. Czy „Polski Wallenberg” Grzegorza Łubczyka i „Czerwony ołówek” Elżbiety Isakiewicz odświeżą pamięć o jednej z najpiękniejszych polskich postaci czasu wojny?

Henryk Sławik urodził się w 1894 roku w Szerokiej. Ukończył niemiecką szkołę ludową, a dalej uczył się sam.

W czasach I wojny światowej, 20- letni Henryk Sławik walczył za cesarstwo niemieckie. Został skierowany na front wschodni, gdzie dostał się do niewoli. Po powrocie został działaczem Ruchu Narodowego na Górnym Śląsku. Wziął udział w trzech powstaniach śląskich oraz w akcji plebiscytowej zachęcającej do opowiedzenia się za Polską. Po przyłączeniu Śląska do Polski został redaktorem odpowiedzialnym „Gazety Robotniczej”, a później Redaktorem naczelnym.

We wrześniu 1939 roku, gdy Niemcy napadli na Polskę, Sławik przedostał się na Węgry. W obozie dla polskich uchodźców poznał Józefa Antalla – węgierskiego urzędnika Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Ten zaproponował mu pracę polegającą na wspieraniu organizacji polskich uchodźców w Biurze Komietu Obywatelskiego. Sławik został nie tylko pracownikiem Antalla, ale również jego przyjacielem.

Zajmował się ratowaniem Żydów oraz organizacją przerzutów polskich żołnierzy. Wszyscy polscy Żydzi, zgłaszający się do Komitetu Obywatelskiego, mogli liczyć na dokumenty potwierdzające ich katolickie pochodzenie. Zmieniano im nazwiska według dostarczonego wykazu. Początkowo komendanci posterunków nie znali zbyt wielu polskich nazwisk; namnożyło się więc Bemów, Matejków i Mickiewiczów. Dzięki temu uratowało się od 4 do 5 tysięcy osób, którym nie pozwolono znaleźć się w getcie. Same papiery nie załatwiały jednak sprawy, toteż Sławik i współpracujący z nim Węgrzy przerzucili część Żydów, którzy chcieli walczyć, do jugosłowiańskiej partyzantki, a innych umieścili na węgierskiej prowincji.

W uwiarygodnienie na przykład katolickiego charakteru żydowskiego sierocińca w miejscowości Vac zaangażowani zostali nie tylko polscy i węgierscy księża, ale nawet papieski nuncjusz Angelo Rotta. Ocalały wszystkie dzieci z Vac! Gdy w 1944 roku wojska niemieckie wkroczyły na Węgry, została aresztowana żona Sławika, a kilka miesięcy później również i on sam. Najprawdopodobniej został zdradzony przez innego Polaka.

Małżeństwo Sławików trafiło do więzienia w Budapeszcie. Za swoją działalność Sławik został zesłany do obozu w Mauthausen, gdzie rozstrzelano go 25 sierpnia 1944 roku. Jego ostatnimi słowami był okrzyk „Niech żyje Polska!”

W 1990 roku Sławik otrzymał pośmiertnie tytuł „Sprawiedliwego wśród Narodów Świata” przyznawany przez instytut Yad Vashem. 29 września 2004 Henryk Sławik został patronem Gimnazjum nr 3 w Jastrzębiu Zdroju.

W 2004 roku powstał film dokumentalny „Henryk Sławik – Polski Wallenberg” wg. scenariusza i w reżyserii Marka Maldisa i Grzegorza Łubczyka.

źródło: Stowarzyszenie Dzieci Holokaustu

   za niezlomni.com

Polak, o którym nie tylko nie wie świat, ale również zapomniano w ojczyźnie. Tymczasem uratował 5 tys. Żydów. Ginął ze słowami „Niech żyje Polska!” na ustach [WIDEO]
Oceń artykuł
Udostępnij

Napisz co myślisz