Wielkie zwycięstwo Andrzeja Dudy

duda_3.jpg
„Nasza droga naprawy RP, „dobrej zmiany”, czasem ze względu na okoliczności jest kręta, ale to, o co was dzisiaj proszę, to zaufanie. Ufajcie że idziemy drogą w tym samym kierunku, że nie ulegnie najmniejszej zmianie, że dojdziemy do celu i będziemy mieli naprawdę niepodległą, godną silną Polskę”.

Tyle miał do powiedzenia na temat rekonstrukcji rządu Jarosław Kaczyński podczas ostatniej miesięcznicy smoleńskiej. Tyle, czyli nic. We wtorek 9 stycznia br. obejrzeliśmy ostatni odcinek kilkumiesięcznego serialu pt. „Rekonstrukcja rządu”. Happy endu, niestety, nie było. Rekonstrukcję tę można nazwać pogromem rządu Beaty Szydło.

Odstrzeleni, wymienieni, awansowani

Swoje dotychczasowe stanowiska ministerialne stracili: Anna Streżyńska – minister cyfryzacji, Konstanty Radziwiłł – zdrowie, Antoni Macierewicz – szef MON (do jego sprawy wrócę odrębnie), Jan Szyszko – resort środowiska, Witold Waszczykowski – szef dyplomacji.

Zmienili swój przydział ministerialny: Mariusz Błaszczak – z MSW przeszedł do MON, Andrzej Adamczyk – z Ministerstwa Infrastruktury i Budownictwa przeszedł do Ministerstwa Infrastruktury, Henryk Kowalczyk ze stanowiska szefa Stałego Komitetu Rady Ministrów przeszedł do Ministerstwa Środowiska.

Nowymi osobami w rządzie są: Teresa Czerwińska – minister finansów, Jadwiga Emilewicz – minister przedsiębiorczości i technologii, Jerzy Kwieciński – minister inwestycji i rozwoju, Łukasz Szumowski – minister zdrowia, Joachim Brudziński – szef MSWiA, Jacek Czaputowicz – szef MSZ (o tym panu też kilka słów odrębnie). Szefem Komitetu Stałego Rady Ministrów został pos. Jacek Sasin. Ministerstwo Cyfryzacji ma być niebawem obsadzone, na razie resort nadzoruje premier. Beata Kempa pozostając członkiem Rady Ministrów, objęła funkcję koordynatora pomocy humanitarnej.

Z zapowiadanych szumnie zmian strukturalnych, jak się okazuje, podziale uległo tylko dotychczasowe Ministerstwo Rozwoju, które zamieniono na dwa resorty. Opozycja antypolska i jej media zawyły z zachwytu. Odwołani bowiem zostali ci ministrowie, którzy bez przerwy byli przez nich atakowani, może z wyjątkiem Streżyńskiej.

Macierewicz non grata

Niewątpliwą rewelację stanowiło usunięcie min. Macierewicza. Bez względu na to, jak oceniamy dotychczasowego szefa MON, jego odwołanie nastąpiło w skandaliczny sposób, podobnie jak Beaty Szydło. 9 stycznia Macierewicz udał się do Pałacu Prezydenckiego na zaprzysiężenie gabinetu Mateusza Morawieckiego. Tam, tuż przed uroczystością dowiedział się od min. Krzysztofa Szczerskiego, że został odwołany. Mamy tu do czynienia z dwoma faktami. Pierwszy to sposób, a drugi, że o dymisji nie poinformował go szef partii, której jest wiceprezesem, ale ośrodek prezydencki, od dawna jemu wrogi (ze wzajemnością).

Wynika stąd, że walka o funkcję Macierewicza trwała do końca. Nie ulega też wątpliwości, że jego głowy żądał prezydent Duda. MON i ośrodek prezydencki dzieliła sprawa gen. Jarosława Kraszewskiego, przeciwko któremu na polecenie Macierewicza Służba Kontrwywiadu Wojskowego prowadzi od dłuższego czasu dochodzenie i w związku z tym odebrano mu dostęp do informacji niejawnych. Drugie nieporozumienie ma charakter poważniejszy. BBN i MON mają odrębne wizje sposobu dowodzenia armią i nie mogły dojść w tej kwestii do porozumienia.

Ocena Macierewicza nie stanowi łatwego zadania.

Niewątpliwie ma on silną osobowość, a jego pozycja w PiS i na stanowisku wydawała się niepodważalna. Nie tylko ze względu na przyjaźń (o ile coś takiego istnieje w polityce) z Jarosławem Kaczyńskim, ale i potężne zaplecze medialne oraz organizacyjne. Jednoznacznie i bez zastrzeżeń wspierały go „Gazeta Polska Codziennie” i „Gazeta Polska” oraz wielotysięczne, kluby Gazety Polskiej, funkcjonujące w kraju i zagranicą. Jako minister obrony niewątpliwie odbudował Wojsko Polskie, za czasów rządów PO-PSL de facto nieistniejące. Utworzył kilkudziesięciotysięczne Wojska Obrony Terytorialnej. Tam gdzie to możliwe, składał zamówienia w polskich fabrykach zbrojeniowych. Wreszcie, jego zasługą jest wycofanie się z zakupu francuskich Caracali, z których – jak poinformował niedawno francuski MON – większość nie lata.

Jest jednak i inne oblicze Macierewicza – jako polityka. Przede wszystkim cechuje go obsesyjna wręcz rusofobia, przy której np. Kaczyński jawi się wręcz jako rusofil. Nie pomijał żadnej okazji, a nawet takowe stwarzał, by opowiadać niestworzone rzeczy o rzekomym przygotowywaniu przez Rosję agresji na Polskę. W konsekwencji usilnie wspierał „strategiczne” partnerstwo z post-banderowską Ukrainą, co uważa za polską rację stanu. Domagał się np. aby Polska wysyłała broń dla reżimu w Kijowie. Jego wojownicze wypowiedzi z pewnością nie sprzyjały jakiemukolwiek, choćby minimalnemu porozumieniu z Rosją, a w Europie stanowiliśmy pod tym względem dziwoląg. Nie sądzę jednak, by to postępowanie stanowiło przyczynek do pozbycia się Macierewicza z rządu.

To rezultat rozgrywki w trójkącie Duda-Kaczyński-Morawiecki. I rezultat kolejnej przegranej lidera PiS z Dudą. Cóż z tego, że Kaczyński nie przybył na zaprzysiężenie nowego rządu. To gest, a przegrana jest ewidentna.

Część komentatorów zwraca uwagę na duże ryzyko zgody Kaczyńskiego na odwołanie Macierewicza. Czy to się komuś podoba, czy nie, jest on ikoną sporej części twardego elektoratu PiS. Czy elektorat ten odwróci się od PiS w czasie wyborów – to pytanie wysoce zasadne.

Za zdumiewające należy uznać odwołanie Jana Szyszko. To światowej sławy specjalista od środowiska, liczący się w międzynarodowych strukturach zajmujących się ekologią. A u nas okazuje się niepotrzebny, bo ostro stawiał się Komisji Europejskiej w sprawie Puszczy Białowieskiej.

„Nowalijki” w Radzie Ministrów

Chociaż do wiosny jeszcze daleko już się pojawiły nowalijki, tyle że w Radzie Ministrów. Jerzy Kwieciński dotąd pełnił funkcję wiceministra w Min Rozwoju. Jest ekspertem w dziedzinie funduszy unijnych. Uzyskał doktorat nauk technicznych, ukończył MBA, odbył studia podyplomowe w zakresie zarządzania w SGH. Jadwiga Emilewicz również była wiceszefową Min, Rozwoju, gdy resortem tym kierował Morawiecki. Ukończyła Instytut Nauk Politycznych UJ, otworzyła przewód doktorski, jest stypendystką Oxfordu. Politycznie związana z partią Porozumienie Jarosława Gowina, której jest wiceprzewodniczącą. Teresa Czerwińska, do niedawna wiceminister w Min. Nauki. Dr habilitowany nauk ekonomicznych i prof. nadzwyczajny na UW. Urodzona w Dyneburgu na Łotwie.

Samobójcę Radziwiłła zastąpił inny samobójca (bo jak inaczej nazwać obejmujących resort zdrowia?) – prof. Łukasz Szumowski, kardiolog, od 2016 r. profesor zwyczajny. Duże zdziwienie wzbudziło objęcie srodowiska przez Henryka Kowalczyka. Ukończył on matematykę na UW. Pełnił funkcję wiceministra rolnictwa w pierwszym rządzie PiS-u. W nowym rozdaniu był przewodniczącym Komitetu Stałego Rady Ministrów. Zaangażowany w sprawy kościelne i prorodzinne. Ukończył kurs doradców życia rodzinnego, po czym prowadził kursy przedmałżeńskie przy parafii w Winnicy. Joachim Brudziński – do objęcia MSWiA wicemarszałek Sejmu, z PiS związany jeszcze od czasów PC. Ukończył politologię na Uniwersytecie Szczecińskim. Zajmował się problematyką morską, również jako dziennikarz.

Zajmijmy się nieco bliżej nowym ministrem spraw zagranicznych – prof. Jackiem Czaputowiczem. Ukończył studia w SGPiS. Pracę w MSZ rozpoczął już w 1990 r., w latach 2008 – 2012 – dyrektor Krajowej Szkoły Administracji Publicznej, członek Rady Służby Publicznej. W rządzie Szydło – wiceminister w MSZ. Był zaufanym doradcą takich ministrów SZ, jak Andrzej Olechowski, Władysław Bartoszewski, Dariusz Rosati, Bronisław Geremek. Czaputowicz to jeden z założycieli pacyfistycznej organizacji opozycyjnej (dość podejrzanego autoramentu) Wolność i Pokój. A byli w niej ludzie dość „ciekawi”. Oto Jan Józef Lipski – szef loży masońskiej „Kopernik”; Bartłomiej Sienkiewicz – w latach 1990 – 2002 funkcjonariusz UOP, w latach 2013 – 2014 szef MSWiA; Wojciech Brochwicz – dyrektor w UOP; Piotr Niemczyk – polityk UW i funkcjonariusz UOP, któremu Kaczyński zarzucał inwigilację prawicy, a szczególnie PC; Bogdan Klich – polityk UW i PO, szef MON w pierwszym gabinecie Tuska; Konstanty Miodowicz – polityk PO, szef kontrwywiadu; Jan Maria Rokita – polityk UW i PO, odsunięty przez Tuska; Andrzej Miszk – współzałożyciel KOD-u; Andrzej Stasiuk – pisarz specjalizujący się w opluwaniu na łamach „GW” polskiego patriotyzmu oraz PiS-u i Kaczyńskiego; Zuzanna Dąbrowska – b. szefowa działu politycznego „Trybuny”, obecnie prowadząca w PR I program „Z kraju i ze świata” (sic!). Nie ma co mówić, pan minister ma doborowe towarzystwo polityczne. Co ciekawe, ulubionym zajęciem większości tych pacyfistów była praca w służbach specjalnych, a wybór polityczny jednolity – UW i PO.

Pierwsze kroki … wstecz

Przed nowym gabinetem stoją bardzo poważne wyzwania, szczególnie w świetle ataków biurokracji brukselskiej, w tym uruchomienia słynnego art. 7. Toteż zadanie i najważniejsze i najpilniejsze to zgromadzenie 6 państw, które zawetowałyby lub tylko wstrzymały się od głosu w tej sprawie. W ramach podjętej ofensywy dyplomaatycznej Morawiecki spotkał się z prezydentem Emmanuelem Macron, którą pozytywnie skwitował. Nazajutrz Macron wraz z Angelą Merkel zadeklarowali swoje poparcie dla Komisji Europejskiej w sprawie uruchomienia artykułu 7 wobec naszego kraju (!).

Z kolei Bułgaria zobowiązała się do neutralności w tej sprawie, co jest pewnym sukcesem. Charakterystyczny był wyjazd premiera na Węgry tuż przed spotkaniem z Junckerem. W czasie kolacji u Jeana Claude’a Junckera, miał on zaproponować Morawieckiemu przyjęcie 500 syryjskich dzieci. (Według innej wersji – 5 tysięcy, lub choćby 2 tysiące imigrantów.) Zauważmy, że po tej rozmowie zapadła decyzja o wyjeździe na Bliski Wschód minister ds. pomocy humanitarnej. Jej efektem ma być plan przekonania rządu do zwiększenia pomocy na miejscu. Oficjalnie. A nieoficjalnie? Gdyby rząd na to przystał, nasza konsekwentna postawa okazałaby się niewiele warta. Runęłaby nasza narracja o błędnej polityce Unii wobec kryzysu imigranckiego.

W tym miejscu przypomnijmy wypowiedź Kornela Morawieckiego na ten temat „Te 7 tysięcy na 40-milionowy kraj, na które zgodził się poprzedni rząd, nie powinno być problemem. Zaproponujmy im naszą kulturę. Powinniśmy z uchodźców czynić nas. Tylko powinniśmy przybyszom postawić wymagania, zmusić ich do wysiłku, sami podjąć działania, które „ich” przerobią na „nas”. Wprawdzie premier odciął się od poglądu swojego ojca, ale … Ale nie powiedział tego szeregowy, poseł tylko człowiek najbliższy szefowi rządu. W tej chwili to jednak tylko podejrzenia.

Jeśli chodzi o wizytę Czaputowicza w Berlinie, tu już mamy fakty i jasne wypowiedzi. Po rozmowach usłyszeliśmy od szefa niemieckiego MSZ – Sigmara Gabriela: „Wszystkie kwestie reparacyjne zostały uregulowane końcowo, a także rząd wybrany demokratycznie na początku lat 90. to potwierdził”. A co na to Czaputowicz? Zamiast zaprzeczyć zabełkotał następująco: „Społeczeństwu polskiemu należy się, ma ono prawo do tego by poznać najnowsze karty swojej historii, a dotyczą one funkcjonowania okresu komunistycznego, kiedy polskie władze, niereprezentujące suwerennej Polski, podejmowały decyzje dotyczące kwestii reparacji”. A w wywiadzie powiedział o reparacjach już całkiem jasno, niebełkotliwie: „Na tym etapie nie jest to kwestia, która stanowi jakiś balast w stosunkach między rządami. (…) Uważamy że powinny odbyć się dyskusje na poziomie ekspertów i przyjmuję propozycję ministra Gabriela by eksperci dyskutowali na ten temat”. Metoda to już znana od dziesięcioleci w różnych państwach i w rożnych ustrojach: jak się nie chce jakiejś sprawy załatwić, to powołuje się komisję ekspertów. I wtedy kwestia zostaje zagadana.

Pos. Arkadiusz Mularczyk, zajmujący się w Sejmie problematyką reparacji, ostro skrytykował postawę ministra: „Odnoszę wrażenie, że minister Czaputowicz chciał pozostawić po sobie tylko dobre wrażenie w Berlinie. A sprawa reparacji powinna być postawiona w sposób bardziej ostry, zdecydowany i jednoznaczny! Polski rząd na czele z premierem Morawieckim musi walczyć o reparacje” – powiedział Mularczyk w rozmowie z „Super Expresem”. Wszystko wskazuje na to, że Czaputowicza „wynalazł” Duda. Prezydent chciał bowiem zawłaszczyć dwa resorty: MON i MSZ. Z MON-u udało mu się usunąć Macierewicza, ale ministerstwo zostało obsadzone przez człowieka prezesa PiS. Natomiast MSZ, jak się wydaje, uzyskał ośrodek prezydencki.

Do sprawy odniósł się krótko także prezes PiS, który potwierdził, że „Polska nie zmieniła zdania w sprawie reparacji”. Tyle że to opinia wprawdzie szefa rządzącej partii, ale niezajmującego żadnego stanowiska państwowego, a w Niemczech liczyć się będzie zdanie ministra. Tak czy inaczej, to kolejna przegrana Kaczyńskiego.

Także podejrzenia co do ewentualnego przyjęcia imigrantów spotkały się z rządowym dementi: „Stanowisko rządu Premiera Morawieckiego ws. polityki migracyjnej i tzw. relokacji pozostaje bez zmian. Wszelkie sugestie, że coś się zmieniło to FakeNews” oświadczyła rzecznik rządu – Joanna Kopcińska. Opinię tę potwierdziła min. Beata Kempa.

Nie najlepiej zaczyna się kadencja rządu Morawieckiego, szczególnie na odcinku niemieckim. Takie są skutki nieprzemyślanej rekonstrukcji – pierwsze kroki wstecz.
20 stycznia 2018 r.

Zbigniew Lipiński
Fot. kprm.gov.pl
Myśl Polska, nr 5-6 (28.01-4.02.2018)

   za www.mysl-polska.pl

Wielkie zwycięstwo Andrzeja Dudy
Oceń artykuł
Udostępnij

Napisz co myślisz