Ile wytrzyma Iran?

Iran wydaje się być kolejnym potwierdzeniem zasady, że rewolucje organizuje się w momencie liberalizacji systemu, a nie jego największej opresyjności.

Klątwa 

W przypadku perskim chodzi nie tylko w naiwną wiarę obecnego kierownictwa kraju w możliwość znalezienia pokojowego modus operandi z Zachodem, za cenę np. tolerowania w kraju różnych jaczejek „społeczeństwa otwartego”. Ta część protestów Irańczyków, która dotyczy kwestii ekonomiczno-socjalnych – to skutek… reform wprowadzanych przez prezydenta  Rouhaniego  właśnie pod naciskiem zachodnim!  To liberalizacja przyniosła narastanie dysproporcji socjalnych, dała także pożywkę korupcji i zróżnicowała dostępność do niektórych świadczeń, np. medycznych.  Próba „irańskiej wiosny zimą” jest zatem modelowym wręcz dowodem dlaczego ZAWSZE należy strzelać ZANIM ktoś zdąży wypowiedź słowa straszliwej, a wielokrotnie już sprawdzonej klątwy: „demokracja – liberalizm gospodarczy – społeczeństwo otwarte – pokój między narodami”. 

Z drugiej jednak strony Teheran ma teraz doskonałą okazję, by dokonać odwrotu od linii odprężenia i liberalizacji – i nawet reformistyczne elity nie będą w stanie tego wprost zakwestionować w związku z oczywistym zagrożeniem bezpieczeństwa państwa i nawet nieskrywaną inspiracją zewnętrzną – amerykańską i izraelską. Sama „perska wiosna zimowa” była zresztą od dawna spodziewana i oczekiwana, stąd zapewne nader spokojnie i raczej wstrzemięźliwe reakcje władz, korzystających z okazji by oszacować realność zagrożenia, siły przeciwnika i zapewne stoczyć uznawaną za ważniejszą walkę wewnętrzną w obrębie obozu władzy i z jego konserwatywnymi przeciwnikami. Niestety jednak, choć na razie protesty wyglądają raczej niegroźnie -to właśnie takie myślenie w przeszłości gubiło już całkiem z pozoru stabilne systemy władzy i pewnych siebie przywódców. Nawet więc, jeśli to tylko próba generalna – w żaden sposób nie wolno jej lekceważyć, a wnioski odnośnie dalszej strategii politycznej, ekonomicznej i geopolitycznej Republiki Islamskiej – wyciągnięte jak najszybciej. 

Cel – destabilizacja 

Same wystąpienia są zresztą dość zróżnicowane i pozornie słabo powiązane ze sobą. Obok najsilniejszych, ekonomicznych – mamy i te eksploatowane na Zachodzie, liberalno-obyczajowe i „demokratyczne”. Choć najsłabsze, już okraszane są odpowiednio mitotwórczą ikonografią, w rodzaju „irańskiej kobiety zrywającej hidżab zniewolenia przed frontem siepaczy dyktatury”. Ofertę przygotowano więc zróżnicowaną – na prowincję niezadowolenie socjalne i frustrację blichtrem części teherańskich elit, a w stolicy już wprost odwołanie do treści zawsze dobrze wypadających w zachodnich telewizjach. No i na deser, w irańskim autonomicznym Azerbejdżanie Południowym – nagle wyhodowany quasi-separatyzm[i]. Kwestie socjalne teoretycznie są do pokonania, to kwestia woli politycznej, natomiast faktycznie – docelowo potencjalnie szczególnie niebezpieczna może okazać się próba naruszenia niekwestionowanej dotąd lojalności Azerów wobec Republiki. Jeśli elity nie zdradzą – całego Iranu ani nie przechwycą, ani nie zdestabilizują. Ale już czynnik nacjonalistyczny może okazać się wystarczającym detonatorem znacznie poważniejszych problemów, wiążących uwagę Teheranu na dłużej – a przecież o to właśnie chodzi i Tel Awiwowi, i posłusznemu izraelskim wytycznym  Trumpowi.

Wszystko to razem do kupy się nie skleja – bo ci, którzy w Meszhedzie chcą równego dostępu do służby zdrowia prędzej sami chętnie spałowaliby rozwydrzonych gówniarzy ze stolicy, których ojcowie właśnie dorabiają się na kontaktach z Zachodem i reformach – a jedni i drudzy nigdy nie zgodziliby się na odpadnięcie od Iranu ziem północno-zachodnich. Nie chodzi więc o nowe rozdanie – tylko o ulubione dziecko amerykańskich strategów: chaos i rozpierduchę na kontynentalną skalę. Pamiętajmy bowiem, że prawdziwe jest znane powiedzenie, że Iran to nie tyle państwo – co cywilizacja i próba jej dekompozycji może zdestabilizować cały makroregion, od Bliskiego Wschodu, po Azję Środkową i dalej na Wschód. 

Oczywiście jednak, jak to przy poprzednich takich operacjach bywało – „walka o demokrację” musi mieć jakąś twarz – żeby było kogo na okładkach umieszczać i nagrody wręczać. Jwak to się zresztą wszystko kręci wokół wciąż tych samych nazwisk – nawet w Iranie. Jeśli bowiem tamtejszym  Poroszenką  miałby być Mir-Hosejn Musawi  – to przecież (przy pięknie wyczyszczonym na użytek zachodniej opinii życiorysie, bo był czas, gdy jako premier rękę miał on ciężką i na broni opartą) był on już wypróbowanym partnerem Zachodu podczas Iran-Contras. Amerykańska pula kadrowa jest więc zasobem dość stałym i trwałym, a gdy się ktoś raz w niej znajdzie – może zostać magicznie wyciągnięty choćby i po dekadach. 

Obrona 

Jakie środki obrony pozostały Republice Islamskiej (o ile oczywiście nie przesadzi z wiarą w swą trwałość i moc, skupiając na taktycznych gierkach wewnętrznych)? Po pierwsze niezbędne i palące okazuje się być rozładowanie socjal-ekonomicznych przyczyn części protestów, co dla prezydenta Rouhaniego jest trudne, bo oznaczałoby zadarcie z klanem jednego z jego zmarłych poprzedników, ojca układów z Zachodem,  Rafsandżaniego. To właśnie członkowie tego rodu i jego klienci są w ścisłej czołówce dorabiających się na liberalizacji i kontaktach z Zachodem, co słusznie razi w oczy wielu, także lojalnych zwykłych mieszkańców. Wbrew popularnym radom na każdy sezon i wszystkie rewolucje – w tym przypadku nie trzeba nawet jakoś szczególnie strzelać, zresztą gdyby była taka potrzeba – to na szczęście nie prezydent sam będzie decydować (tylko przede wszystkimNajwyższaRada Bezpieczeństwa NarodowegoRepubliki). Pytanie brzmi natomiast czy – podobnie jak w przypadku Bloku Wschodniego przed 28 laty – to elity polityczne nie zdradzą własnego narodu i nie pójdą na tzw. demokratyzację? Na szczęście, póki co wydaje się jeszcze, że przeżarcie wierchuszki irańskiej jest powierzchowne i ograniczone, ale oczywiście są podstawy do niepokoju. Jeśli nie na już – to na przyszłość. 

Motywy podsuwane manipulowanym uczestnikom takich akcji są niezmienne od lat i niezależne od miejsca na mapie. Widziałem to choćby na kijowskim Majdanie. Ludzie siedzieli tam wprawdzie za pieniądze, ale na pytanie o przyczyny, znali dwie, powiązane: po pierwsze „Bandu Het!” A po drugie „jak już na Ukrainie będzie Zachód – to będą tańsze lodówki, bo oligarchowie nie będą rozkradać”. Podobnie –  przynajmniej część ludzi wyprowadzanych na ulice w Iranie chce tego, czego domagali się także np. zwolennicy Solidarności – czyli zgodności bazy z nadbudową.W tamtym przypadku – powrotu do pełnych gwarancji islamskiej sprawiedliwości. I tak samo jako biedne ofiary Solidarności – Irańczycy wpuszczani są w maliny. 

Niestety, ten mechanizm też jest znany – elity mają świadomość progu konsumpcji, jaki mogą uzyskać w ramach systemu jako tako jednak działającego i blokującego pełną oligarchizację. Same podsycają więc z jednej strony społeczne oczekiwanie równości i sprawiedliwego podziału dóbr, przy jednoczesnym stymulowaniu i kreowaniu potrzeb i marzeń konsumpcyjnych dołów. Taką wewnętrznie sprzeczną huśtawką nastrojów rozwala się systemy – np. w Polsce. Głównym widokiem pokazywanym mi z teherańskiej wieży telewizyjnej nie był bynajmniej grobowiec Imama  Chomeiniego, ale elitarna dzielnica willowa, o zamieszkaniu w której marzą tysiące młodych Irańczyków. Z jednej strony pieści się więc wizję systemu uczciwszego – z drugiej zaś kusi, że nawet jeśli nierówności zostaną utrzymane, czy wręcz wzrosną – to niektórym uda się w porę załapać na darcie narodowego sukna. Pytanie o odporność Islamskiej Republiki Iranu na ten banalny w swej prostocie, lecz zawsze niemal dotąd skuteczny scenariusz – jest jednym z najważniejszych obecnie zagadnień geopolitycznych i cywilizacyjnych. 

Geopolityczne znaczenie Iranu 

Iran i perska/szyicka strefa wpływów od Libanu i Palestyny po Tadyżkistan i ziemie Pasztunów, od Azerbejdżanu po Bahrajn i Jemen – to potencjalnie kluczowi partnerzy prawdziwie wielobiegunowego globalnego układu sił, korzystnego, a właściwie niezbędnego m.in. i może przede wszystkim dla Polski. To także gwarancja stabilizacji całego tego wielkiego makroregionu, obecnie będącego jedynie terenem wojen i źródłem zagrożeń terrorystycznych i demograficznych. To wreszcie potencjalnie bardzo atrakcyjny partner gospodarczy (oczywiście pod warunkiem, że my sami będziemy mieli znowu jakąś godną uwagi gospodarkę…). Wskrzeszone Imperium Perskie pod sztandarem Imama Alego, choć dalekie – może mieć swój wpływ na niepodległość Polski, co akurat miłującemu historię i tradycję narodowi polskiemu powinno tylko odpowiadać. W końcu nie raz w przeszłości Polacy i Persowie mieli tego samego wroga i umieli skoordynować swe działania przeciw niemu. Wróg wprawdzie się zmienił – ale zasady geopolityki pozostają niezmienne. 

Konrad Rękas


[i] Stosunki Azerów irańskich i tych z północy są złożone. Trzeba pamiętać, że Azerbejdżan Południowy jest… większy od niepodległego i kiedy choćby w żartach w dyskusjach pojawiała się kwestia zjednoczenia – to moi znajomi – azerscy obywatele Republiki Islamskiej zawsze rzucali, że jak się ktoś ma do kogoś przyłączyć, to na pewno nie oni do państwa Alijewów…!

chart

   za neon24.pl

Ile wytrzyma Iran?
Oceń artykuł
Udostępnij

Napisz co myślisz