Dobra zmiana w „dobrej zmianie”? (1)

morawiecki ex_0.jpg
Czy PiS nauczy się wreszcie zasad public relations? Patrząc na okoliczności i sposób odwołania przez Komitet Polityczny rządzącej partii premier Beaty Szydło, trudno tego oczekiwać. 7 grudnia w Sejmie odbyła się debata nad błazeńskim wnioskiem PO o uchwalenie konstruktywnego votum nieufności dla rządu Szydło i powołanie na stanowisko premiera Grzegorza Schetyny.

Jak było do przewidzenia, wniosek upadł z kretesem, a Jarosław Kaczyński i jego koledzy wręczyli kwiaty oraz złożyli gratulacje (jeszcze) pani premier. Tego samego dnia wieczorem KP postanowił odwołać Szydło (formalnie złożyła rezygnację) i powołać na jej miejsce Mateusza Morawieckiego. Do przyczyn – prawdziwych czy pozornych – tej zmiany wrócę w następnym odcinku. Tu chodzi o sposób i czas odwołania osoby, która objęła rządy w bardzo trudnej sytuacji kraju i przeprowadziła dziesiątki reform przy stałym obstrzale antypolskiej opozycji wraz z próbą puczu. Można było przecież odsunąć popularną polityk – sondaże jej popularności sięgały 60 proc. – kilka dni wcześniej lub kilka dni później.

Szydło do końca zachowywała lojalność wobec Kaczyńskiego i nigdy nie starała się o stworzenie własnej frakcji. Zajmowała się po prostu ciężką pracą dla Polski. Politycy i media zbliżone do PiS-u entuzjastycznie podsumowywały dwulecie jej rządów. Nie tylko że nie przewidziano dla niej satysfakcjonującej rekompensaty w postaci eksponowanego stanowiska, ale zaproponowano jej objęcie urzędu wicepremiera w rządzie Morawieckiego.

Upokorzona przyjęła i to. Brutalność i cynizm wobec tak zasłużonej polityk zdumiewa. A oświadczenie Kaczyńskiego, że przed nią wszystko otwarte wraz z ponownym premierostwem i prezydenturą nie umanijszają winy kierownictwa PiS. Zanim do tego doszło przez ok. trzy miesiące trwał

spektakl pt. „Rekonstrukcja rządu”,

co media wykorzystały do urządzenia giełdy nazwisk: kto odejdzie, kto zostanie. Liderem do odstrzału stał się Witold Waszczykowski (zbyt powolne zmiany w dyplomacji), w czołówce znaleźli się również szef resortu infrastruktury Andrzej Adamczyk (mało efektywna realizacja programu „Mieszkanie plus”), minister rolnictwa Krzysztof Jurgiel i minister środowiska Jan Szyszko (spór z Komisją Europejską o Puszczę Białowieską). Pojawiły się nawet pogłoski o odwołaniu Antoniego Macierewicza (konflikt z prezydentem).

Było to pobożne życzenie, gdyż szef MON ma zbyt silną pozycję w partii i u samego Prezesa. Wspominano też o dymisji znienawidzonego przez opozycję (jak również przez część liberalizujących pisowców) Zbigniewa Ziobry, ale jego usunięcie oznaczałoby odejście z koalicji jego partii – Solidarna Polska, co spowodowałoby utratę większości w Sejmie. Początkowo Nowogrodzka sygnalizowała, że połowa kadencji stanowi okazję do podsumowania pracy gabinetu i dokonania w nim zmian. Zapowiadano również nie tylko zmiany personalne, ale i struktury rządu, np. rozwiązanie Ministerstwa Cyfryzacji i rozdzielnie jego kompetencji między MSWiA i MON.

Beata Szydło nawet składała propozycje zmian personalnych i strukturalnych liderowi PiS, o czym mówiła publicznie, jednocześnie dając do zrozumienia, iż pozostaje na swoim urzędzie. To wszystko jednak stanowiło zasłonę dymną i z Nowogrodzkiej popłynęła nowa wieść „Kaczyński premierem”. Ha! Któż by w PiS ośmielić się zanegować tę koncepcję. I przez czas jakiś rozpętała się dyskusja: „zostanie, nie zostanie”. Gdy jednak Prezes nie podjął się tego zadania, dziennik PiS „Gazeta Polska Codziennie” doniosła triumfalnie „Morawiecki wysuwa się na czoło”. Wtedy już można było nabrać pewności, kto zostanie szefem rządu. I rzeczywiście 11 grudnia prezydent desygnował Morawieckiego, a 12 grudnia wygłosił on expose, po czym zaproponował rząd. I tu niespodzianka. Skład „nowego” gabinetu pokrywał się całkowicie z rządem Szydło.
Tak zakończył się akt I spektaklu, pierwszy, gdyż PiS z cała powagą zapowiedział rekonstrukcję rządu w okolicach Święta Trzech Króli, czyli akt II spektaklu. Nawet kolejne zebranie Komitetu Politycznego zostało poświęcone tej sprawie. Expose Morawieckiego stanowiło

poważne i błyskotliwe przemówienie,

dobrze skonstruowane i dobrze zaprezentowane, choć nie bez powodów do zastrzeżeń. Nowy premier zaczął elegancko, składając hołd swojej poprzedniczce w słowach: „Pani premier, jest pani i pozostanie pani symbolem solidarnościowej rewolucji przywracającej milionom polskich rodzin godne życie na co dzień. Dziękuję pani w imieniu całego rządu za pani tytaniczną pracę, za wrażliwość i za nieustępliwą wiarę w sens naprawy Rzeczypospolitej. (…) To były dobre 2 lata dla Polski i dla polskich obywateli. I przyzwyczailiśmy się do sprawnego przeprowadzania w Polsce dobrej zmiany. I chciałbym zagwarantować, że nasz rząd będzie dalej prowadził to dzieło bez wytchnienia”.

Za credo polityczne nowego premiera można uznać słowa: „Nie ma dla mnie sprawy ważniejszej niż odbudowanie tego, co straciliśmy w wyniku zaborów, w wyniku wojen, w wyniku komunizmu. Teraz mamy w rękach unikalną szansę i nie możemy jej zmarnować. Dlatego właśnie polska polityka musi być ambitna. Dryfowanie czy płynięcie z prądem to nie jest nasze DNA. Rząd nie jest od administrowania, ale od rządzenia, i rozumiem to tak, że musimy wyznaczać ambitne cele. Musimy się też zjednoczyć, bardziej zjednoczyć. Musimy się przekonywać, a nie pokonywać. (…) Nie jesteśmy i nie będziemy rządem ideologicznych skrajności. Daleko nam do neoliberalizmu i równie daleko nam do socjalizmu”.

Mówca obiecał powołanie Centrum Analiz Strategicznych, które scharakteryzował następująco: „Musimy uczyć się przygotowywać spójne prawo i podejmować decyzje podporządkowane długofalowym strategiom rozwojowym. Nie zawsze też im więcej prawa, im więcej ustaw, tym lepiej. Czasami jest odwrotnie. W ostatnich 25 latach co roku było więcej prawa, postaramy się zatrzymać tę falę”. Rolę państwa widzi następująco: „Trzeba znaleźć złoty środek między państwem minimum, które opuszcza swoich obywateli, jak to często bywało w naszej ostatniej przeszłości, a ociężałym państwem biurokratycznym. Nie chcemy ani jednego, ani drugiego (…) My chcemy, żeby Polska była wielka. Polska jest częścią Zachodu, a jeśli tak, to musi mieć globalne aspiracje i nie bać się konkurencji, nie bać się współpracy. Potrzebujemy zatem państwa i silnej tożsamości, by wyrwać się z roli peryferii we współczesnym kapitalizmie. W innym miejscu zaznaczył: „…dogmatyczni liberałowie mówią, że na rynku nie ma miejsca dla aktywności państwa. To błędny pogląd. Bez państwa i jego instytucji wolny rynek nie obroni się przed korupcją, przed wyłudzeniami podatków, przed monopolami czy przed nieuczciwą konkurencją z zagranicy. Również bez sprawnych i sprawiedliwych sądów uczciwy przedsiębiorca… …nie ma szans na walkę z mafiami, z układem zamkniętym czy z monopolami. I dlatego właśnie dla gospodarki tak ważne są takie instytucje jak Centralne Biuro Antykorupcyjne czy wydziały przestępczości gospodarczej w Policji czy prokuraturze. Dlatego tak ważne są sprawne i sprawiedliwe sądy”.

Zwrócił też uwagę na sytuację w Europie: „…w dzisiejszej Europie właśnie walka interesów odgrywa kluczową rolę. My widzimy dokładnie taką walkę i chcemy tę naszą narodową suwerenność i tradycję wykorzystać jako atut w walce o nasze narodowe interesy. Jesteśmy też świadkami rewolucji technologicznej, która oznacza, może oznaczać, będzie oznaczać nowe rozwiązania w gospodarce światowej. To nowe rozdanie powinno odbywać się z udziałem Polski. To zresztą pierwsza rewolucja przemysłowa, w której Polska może odegrać poważną rolę, w niektórych obszarach nawet rolę lidera”. Co ważne, zapowiedział kontynuację budowy i odbudowy przemysłu. I dodał: „Nie bądźmy naiwni, silnej gospodarki nie zbudują nam inni. Udział płac polskich pracowników w Polsce, a to tylko 46 proc. naszego PKB, 10 proc. niżej niż wynosi średnia unijna”. Morawiecki wymienił i omówił

pola szczególnej aktywności

jego rządu. Stwierdzając najważniejsze przyczyny śmierci Polaków – nowotwory i choroby krążenia (3/4 zgonów) obiecał powołanie do życia Narodowego Instytutu Onkologii oraz inicjatywę „Narodowy Zdrowia Kardiologicznego”. Mają one na celu profilaktykę. Za drugie zadanie uznał ekologię, a w niej zwalczanie smogu i jego przyczyn (pomoc najuboższym, których nie stać na ekologiczne ogrzewanie domostw).
Poruszając temat energetyki, zapewnił o wsparciu górnictwa węglowego, ale chce też zadbać o „alternatywne źródła energii (by) mogły się w Polsce swobodnie rozwijać – nie w imię ideologii, ale tam, gdzie jest to uzasadnione ekonomicznie, tam, gdzie przyniesie to Polakom korzyść, a nie koszty. Możemy wykorzystać zasoby natury, jakie daje położenie naszego kraju”. Według niego po 2022 r. Polska nie będzie uzależniona od importu gazu rosyjskiego.

Przechodząc do problematyki infrastruktury położył akcent na budowę Centralnego Portu Komunikacyjnego i jego znaczenie dla rozwoju nie tylko komunikacji lotniczej, ale i kolejowej i drogowej. Zadeklarował odbudowę portów morskich – w Trójmieście, Szczecinie, Świnoujściu oraz budowę dróg ekspresowych i autostrad ze szczególnym uwzględnieniem Via Carpatia.

Powołując się na wybitnego ekonomistę –Thomasa Piketty i poważną agencję ratingową Bloomberg zacytował ich określenia, że Polska i kraje Europy Środkowej są skolonizowane przez zachodni kapitał, co zilustrował kwotą 70 – 100 mld zł, jaka wypływa z naszego kraju zagranicę, a jest to 4,5 proc. PKB. I kontynuował: „To efekt modelu, który przyjęliśmy w III Rzeczypospolitej, modelu błędnego, dziś to wiemy, poniewczasie to wiemy. Dziś mówią nam o tym również agencje ratingowe. Nie ma żartów, idziemy wąską Orlą Percią, przepaść z lewej i przepaść po prawej (…) Jesteśmy… i będziemy częścią Zachodu, ale to nie oznacza, że musimy zgadzać się na ten model. My chcemy podmiotowej roli Polski w gospodarce, a nie peryferyjnej. Dlatego wciąż wiele pracy przed nami. Potrzebujemy dzisiaj przejścia od kapitalizmu konsumpcji na kredyt, który zagraniczne instytucje zainstalowały tutaj na początku lat 90., do kapitalizmu oszczędności i inwestycji. Przecież to jest walka o polską własność, o polski kapitał” „Od papierowej do cyfrowej Polski” – to cel jaki postawił szef rządu przed cyfryzacją.

Kwitując pozytywnie reformę szkolnictwa, premier zaznaczył, że 65 proc. polskich uczniów będzie pracować w zawodach, które jeszcze nie powstały. „Młodzi Polacy, dla których jedyną nadzieją była emigracja, to pokolenie, jakie nazywamy czasami pokoleniem straconych szans. Zrobimy wszystko właśnie w systemie edukacyjnym, żeby to pokolenie mogło znaleźć pracę tu, w Polsce, żeby była to praca na godnych warunkach, nie na umowach śmieciowych, praca z jak najwyższym wynagrodzeniem. Wierzę, że będzie to pokolenie odzyskanych szans”. Podkreślając konieczność współpracy nauki i edukacji z gospodarką Morawiecki wypowiedział ważne słowa: „Równie ważnym zadaniem polskich uczelni jest formacja elit narodowych. Od 250 lat zmagamy się z dramatem, jakim jest drenaż najzdolniejszych umysłów, dlatego w kolejnych budżetach są dodatkowe środki na wzmocnienie uczelni, również uczelni regionalnych. Naszą drogą do lepszego jutra musi być Polska równych szans i solidarności społecznej, a nie Polska grup interesów i zwalczających się egoizmów; Polska sprawiedliwego współdzielenia, a nie Polska niesprawiedliwych podziałów”.

W zakresie rolnictwa powtórzył obietnice starań w Unii Europejskiej o dopłaty dla rolników na poziomie średniej unijnej oraz ochrony polskiej ziemi. Podejmując zagadnienia leśnictwa i lasów stanął w obronie min. Szyszki, akceptując jego działania w Puszczy Białowieskiej. Wypowiedź tę uzupełnił jednak zdaniem: „Chcemy wierzyć, że również unijne instytucje miały na celu dbałość o polską przyrodę. Chcemy w to wierzyć. Ale ponieważ szanujemy postanowienia Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości, postąpimy zgodnie z jego wyrokiem” (sic!).

W kwestiach polityki zagranicznej skoncentrował się na sojuszu z NATO i USA. Chce dalej konsolidować Grupę Wyszehradzką i realizować ideę Trójmorza. A także: „Planujemy pogłębić nasze relacje z Ukrainą, Litwą czy Gruzją i nadać im nową jakość, chociaż do tanga trzeba dwojga”. Sporo miejsca poświęcił repatriacji Polaków, którzy wyjechali „za chlebem” na Zachód oraz z krajów postsowieckich.
Nie będę marnował papieru dla omawiania głosów antypolskiej opozycji. Ludzie, których nienawiść zaślepia i mąci umysły; nie są tego warci. Zresztą stanowią oni miernotę intelektualną i moralną. Na szczęście na Wiejskiej znajdują się posłowie, wprawdzie w różnym stopniu negatywnie nastawieni do PiS-u, ale potrafiący krytykować konkretnie i zgłaszać rzeczowe postulaty. Nie jest ich, niestety, wielu i właśnie dlatego ich głosy warto przytoczyć.

Głosy rozsądnej opozycji

zapoczątkował Marek Jakubiak (Kukiz ’15), sprzeciwiając się Konstytucji dla Businessu”, ponieważ „ile paragrafów i punktów trzeba poświęcać na tzw. interpretacje podatkowe, które w tej konstytucji się interpretuje – to, jak powinno się je interpretować. Większej bzdury wymyślić nie można. Jeżeli popieramy prawo, które trzeba interpretować, to po co takie prawo? Prawo ma być proste, obligatoryjne”.

Wielki niedosyt z powodu ubogich zdań o polityce zagranicznej odczuł Grzegorz Długi (również Kukiz ’15). Zgłosił on kilka uwag krytycznych w tej sprawie: „Nie narysowano żadnych priorytetów naszej polityki zagranicznej. Powiedziano: racja stanu, ale pan premier nie był uprzejmy powiedzieć, co znaczy w obecnym kontekście polska racja stanu”. Domagał się określenia centrum decyzyjnego polityki zagranicznej i ironizował: „Ja nie wiem, czy mam … kierować się sugestiami pana prezydenta, pana premiera czy ministra obrony narodowej, bo ostatnio on chyba wzywał Niemca na dywanik. (…) Ja nie wiem, czy mam, … kierować się sugestiami pana prezydenta, pana premiera czy ministra obrony narodowej, bo ostatnio on chyba wzywał Niemca na dywanik. (…) Nie padło słowo: Chiny. W obecnych czasach… Czy też armia zabroniła wspominać o końcu jedwabnego szlaku? Padło za to: polityka regionalna będzie realizowana razem z USA. Panie premierze, nie jesteśmy jeszcze 51. stanem USA”.

Z kolei Robert Winnicki pochwaliwszy Morawieckiego za styl i konstrukcję wystąpienia przystąpił do frontalnego ataku.
”. Ustosunkował się też do działalności Morawieckiego już jako wicepremiera: „…sprowadził pan do Polski J.P. Morgan, największych manipulatorów finansowych na świecie, i że ci, którzy odpowiadają za kryzys finansowy roku 2007 i roku 2008, za kryzys bankowy, ci, którzy zarobili dziesiątki miliardów dolarów w Stanach Zjednoczonych, ci, których m.in. prokurator generalny Nowego Jorku oskarżył o nadużycia na kwotę ponad 20 mld dolarów na rzecz inwestorów, teraz mają budować polski świat finansów, polskiej gospodarki. W Polsce notabene toczy się śledztwo, czy J.P. Morgan nie był zamieszany w manipulacje na giełdzie w 2008 r. I pan jako wicepremier chwali się tym, że pan ten międzynarodowy spekulacyjny kapitał sprowadza do Polski. (…) Niestety to, co pan mówił o zrzuceniu neokolonialnego jarzma obcego kapitału, nie tylko nie ma potwierdzenia w pańskiej biografii, ale tak jak mówiłem, jest sprzeczne z tym, co pan robił jako wicepremier, m.in. popierając traktat CETA, czyli następne otwarcie się na kolejne kolonialne działania gospodarcze, tym razem z Ameryki Północnej. Również ten rząd zarzucił, o czym dzisiaj była już tutaj mowa, pomoc dla frankowiczów. W czyim to jest interesie? W interesie ludzi? W interesie Polaków? Nie, to jest w interesie banków”. Lider Ruchu Narodowego odniósł się również do uzasadnienia zmiany premiera, jakoby chodziło o zmianę wizerunku międzynarodowego Polski czyli PR, co zakwestionował: „Naszym głównym problemem z Europą Zachodnią nie jest PR, tylko realne konflikty interesów i realne konflikty historyczne, ideowe, kulturowe przede wszystkim. Tak, rozjeżdżamy się z Europą Zachodnią kulturowo. Nie chcemy iść ich drogą, drogą marksizmu kulturowego. Trzeba to jasno, jednoznacznie powiedzieć. Nie będziemy za to lubiani w Europie Zachodniej, chociażby nie wiem, w ilu językach to zostało wygłoszone”.

Winnicki pokrótce scharakteryzował czołówkę rządu: „znaczna część kadr PiS-u, a zwłaszcza wyborców PiS-u, może czuć się oszukana. Może ona czuć się oszukana również dlatego, że obok pana zasiada pan wicepremier Gliński – w latach 90. z Unii Wolności, że zasiada pan wicepremier Gowin z Platformy Obywatelskiej, że przysłuchiwał się panu prezydent Duda – w latach 90. z Unii Wolności. Dlatego wyborcy narodowi, katoliccy, patriotyczni, prawicowi mogą sobie dzisiaj powiedzieć wierszyk: Wybory to taka reforma – głosujesz na PiS, rządzi Platforma”.

Na zakończenie tej części głos Jana Klawitera (niezrzesz.), przedstawiający szereg postulatów wobec nowo-starego rządu. Pierwszy dotyczył ogłoszenia przez rząd, że kieruje się zasadami cywilizacji chrześcijańskiej. Drugi, wyraźnej, a nie deklaratywnej opozycji wobec polityki UE, a w związku z tym nawiązanie partnerskich stosunków ze środowiskami politycznymi dążącymi do zmian w Europie. Klawiter domagał się wypowiedzenia konwencji stambulskiej dotyczącej gender. Zamiast tego rząd powinien zaproponować konwencję praw rodziny. Za konieczność uznał utrzymanie naszej waluty narodowej i nieprzyjmowanie euro. Chce również wykluczenia przyjęcia traktatu TTIP i odejścia od traktatu CETA. Żąda również poważnego traktowania opinii katolickiej.

Trudno ocenić jednoznacznie

expose Morawieckiego. Przede wszystkim premier sporą część przemówienia poświęcił osiągnięciom dotychczasowego gabinetu, w których niewątpliwie miał pokaźny udział. Mam wrażenie, że nie wyszedł on jeszcze z butów wicepremiera ds. gospodarczych, gdyż zdecydowana większość expose dotyczyła spraw ekonomicznych.

Zadeklarował kontynuację polityki społecznej, kładąc jednocześnie nacisk na zależność między świadczeniami społecznymi a rozwojem gospodarczym. W kilku miejscach wystąpienia zaznacza rolę państwa w gospodarce. To logiczne. Jeśli mamy osiągnąć suwerenność gospodarczą nie uczynimy tego bez państwa, skoro brakuje polskiego kapitału. Aby takowy powstał w znacznym rozmiarze, to właśnie państwo musi ku temu tworzyć warunki. Kto odbuduje np. przemysł stoczniowy, jeśli nie państwo? Zresztą doświadczenia azjatyckich tygrysów wskazują, że nie tylko niepodległość ekonomiczną, ale i potęgę gospodarczą nie sposób osiągnąć bez udziału państwa. Walki o interesy gospodarcze danego kraju nie wygrają poszczególne firmy, nawet największe, jeśli nie będzie tym zainteresowany aparat państwowy.

Również nie raz Morawiecki mówił o konieczności podnoszenia płac, co jest szczególnie ważne w kraju, gdzie – na tle Europy – pracujemy najdłużej, a zarabiamy kilka razy mniej niż na Zachodzie. Aktywne w gospodarce państwo nie może jednocześnie zapominać o tożsamości narodowo-kulturowej – wynika z enuncjacji mówcy. Kompletne rozczarowanie dla liberałów, demoliberałów et consortes.

Przejdźmy do spraw wątpliwych lub wręcz błędnie ujętych w expose. Nade wszystko brak tam w ogóle polityki wewnętrznej, prócz pośrednich, acz jasnych apeli do opozycji o współdziałanie. To ciekawe – z kim chce Morawiecki budować potężną Polskę? Ze handlarzami naszym majątkiem narodowym? Z donosicielami, którzy oczerniając Polskę w Unii Europejskiej, powodują ataki biurokracji brukselskiej na nasz kraj? Z ludźmi, którzy na sali sejmowej dopuszczają się chuligańskich ekscesów lub – najlepszym razie – chamskich odzywek? Z tymi, którzy organizują manifestacje przy pomocy przestępczego barachła? Za niepotrzebne należy uznać zajęcie się sprawą tzw. równouprawnienia kobiet w Polsce, wystarczy bowiem przekonać się ilu mamy w instytucjach i urzędach dyrektorek, a ilu dyrektorów. Bez przesady, panie premierze.

Polityka zagraniczna stanowiła najsłabszą część expose, poza ogólnikami, kilkoma uszczypliwościami pod adresem UE, niczego odnośnie do kierunków polityki zagranicznej nie dowiedzieliśmy się.
Toteż uwagi pos. Długiego w tym zakresie uznać trzeba za nadzwyczaj trafne. Natomiast zdumienie budzi akceptacja z góry Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości ws. Puszczy Białowieskiej. Widać tu, jak niedawno Morawiecki wszedł w politykę.

Patrząc na życiorys zawodowy premiera Mateusza Morawieckiego, kwestia jego wiarygodności (vide wystąpienie pos. Winnickiego) pozostaje otwarta. Jeśli mamy mu udzielić kredytu zaufania, trzeba ten kredyt obwarować wieloma zastrzeżeniami. Jako bankowiec z pewnością to zrozumie.

CDN
Zbigniew Lipiński

22 grudnia 2017 r.
Myśl Polska, nr 1-2 (1-7.01.2018)

   za www.mysl-polska.pl

Dobra zmiana w „dobrej zmianie”? (1)
Oceń artykuł
Udostępnij

Napisz co myślisz