Czas małych podsumowań 2017 roku – polityka zagraniczna

Polityka zagraniczna w 2017 roku rządów dobrej zmiany niestety nie ma się najlepiej, nie można nawet powiedzieć, że ma się dobrze, jak również nie można powiedzieć że ma się źle. Niestety, podkreślmy niestety – ona się w ogóle nie ma. To znaczy nie mamy jako kraj polityki zagranicznej, to co jest robione na zewnątrz do końca urzędowania pani premier Szydło było w 99% obliczone pierwszoplanowo na wewnętrzne przełożenie polityczne. Rządzący wykorzystywali swoją „godnościową” politykę na rzecz budowy swojego wizerunku u części społeczeństwa, poświęcając sprawy wymagające nie tylko finezji, ale przede wszystkim umiejętności gry. Nie da się jej prowadzić, jeżeli chciałoby się wywrócić stoliczek z planszą do gry i stworzyć własne zasady, a wszystko co się może to najwyżej napluć obok stoliczka lub zepsuć powietrze w pomieszczeniu, gdzie jest prowadzona gra. Właśnie do zepsucia powietrza w przestrzeni, od której zależymy – można najbardziej obrazowo porównać naszą politykę zagraniczną.

Jedynym sukcesem i to nawet obiektywnym była wizyta pana Donalda Trumpa Prezydenta Stanów Zjednoczonych w Warszawie, był to jednak tylko sukces wizerunkowy. Nic ponadto, niczego nie ustalono – gaz i tak by nam sprzedali, jest tak drogi, że nie kupuje go nawet zachodnia Europa. Fikcja międzymorza czy iluś-tam-morza, nie ważne jak się aktualnie nazywa smętna i mętna efemeryda truchła z odchodów polityki jagiellońskiej – to coś więcej, niż nasza porażka. To po prostu nieporozumienie, przykład jak można pomimo błędów partactwa wschodniego poprzedniej ekipy – zrobić coś jeszcze bardziej poronionego, niepotrzebnego i przeciwskutecznego w efektach. Nie chodzi nawet o Ukrainę, która jest oczywiście sprawą fundamentalną, jej co prawda nie zaproszono na trójmorze, żeby to nie wyglądało jak odrodzenie wirtualnej I Rzeczypospolitej, problemem jest to, że w tej koncepcji stawiamy się sami znowu w roli przedmurza Zachodu, klina pomiędzy Niemcami i Rosją oraz osła trojańskiego, bo niestety do tego się to sprowadza. Dla Stanów Zjednoczonych jesteśmy warci mniej więcej tyle ile nasza wymiana handlowa, nic poza tym – proszę nie mieć złudzeń. Dobrze mieć stosunki z tym supermocarstwem, jednak powtórzmy jedną zasadniczą rzecz – z Berlina lub z Brześcia czołgi dojadą do Warszawy w 10 godzin (bez względu na nasze ewentualne przeciwdziałanie). Z Waszyngtonu muszą dopłynąć, albo przylecieć samolotami…

To jak bardzo zepsuliśmy swoją pozycje w Unii Europejskiej jest szokujące, ale uwaga należy rozpatrywać je tylko i wyłącznie w warstwie wizerunkowej. Nigdy nasz rzeczywisty status nie był inny, niż obecnie obserwujemy. Nie liczymy się wcale, co więcej jesteśmy „czarnym Piotrusiem”, bardzo wygodnym dla naszych zachodnich partnero-konkurentów. Oczywiście było przyjemniej jak nas klepano po plecach, bo zawsze jest lepiej jak jest miło. Niestety jesteśmy dużym karpiem pływającym wśród małych, średnich i olbrzymich rekinów. W takiej sytuacji warto jest się do tych ryb uśmiechać, licząc na to że otworzą swoje paszcze również w celu pokazania nam swoich wielkich, licznych i odrastających zębów. Wszystko co możemy zrobić, to poszukać sobie wsparcia jeszcze większego rekina i temu ma służyć to, o czym pisaliśmy powyżej. Tylko niestety nie widać tutaj żadnych realnych ruchów, tj. poważnego zaangażowania militarnego w Polsce, wzmocnienia wymiany gospodarczej, większych inwestycji amerykańskich i co jest najważniejsze – stacjonowania i powierzenia Polsce taktycznej broni jądrowej. Tylko na tej podstawie można uwierzyć w amerykańskie intencje. Mamy bazę w Redzikowie, która jest celem numer jeden lub dwa dla taktycznych pocisków jądrowych Federacji Rosyjskiej. Trzeba mieć tego świadomość. Wcześniej, nie było powodów do zaatakowania nas bronią jądrową, obecnie – Rosjanie w razie konfliktu mogą spodziewać się z tego miejsca ataku jądrowego, dlatego co jest po prostu koniecznością taktyczną, będą dążyli do zniszczenia tej bazy w razie konfliktu.

Konsekwencją używania polityki zagranicznej do celów wewnętrznych jest spór z Komisją Europejską, który może doprowadzić do wykluczenia Polski z prawa głosu w Radzie Unii Europejskiej. Pieniądze na pewno – może nie stracimy, ale nie zyskamy ich znowu. Zachód ma teraz inne pilniejsze priorytety, będzie budował osiedla dla swoich m.in. inno-kulturowych nachodźców. To ich pieniądze, mogą wydawać na co chcą, a na Polaków już nie chcą. Od nas będą czerpali pieniądze poprzez swoje korporacje. W tej sytuacji, ponieważ dojdzie do zmiany paradygmatu naszego funkcjonowania w Unii Europejskiej, gdzie środki unijne, istotnie równoważyły nasze straty gospodarcze na podatkach wynikające z możliwości ich nie płacenia u nas.

Intrygujące jest stanowisko Polski wobec wielkiej chińskiej inicjatywy budowy systemu transportowego pomiędzy Azją a Europą. Z jednej strony pialiśmy z zachwytu jak Prezydent komunistycznych Chin był w Warszawie, ale równolegle pojawiły się problemy z udostępnieniem kluczowych terenów pod Łodzią na terminal przeładunkowy – istotny w łańcuchu powiązań logistycznych. Chiny mają bardzo silny przyczółek na Białorusi, w Europie nie mają dobrej prasy – to konkurent. Wiele, naprawdę wiele może zależeć od umiejętnego wpisania się w ich interesy. Dobrze zrobiliśmy wpisując się do ich banku inwestycyjnego, ale wymiana handlowa nadal jest głównie jednostronna, chociaż mamy praktycznie nieograniczone możliwości eksportu wysoko przetworzonej żywności. Proszę sobie sprawdzić ile w Hong Kongu kosztuje mleko w proszku i dlaczego chińskie matki kupują tylko europejskie, amerykańskie lub nowozelandzkie? To tylko przykład jakie możliwości daje tamten rynek. Doskonale wiedzą o tym, wszyscy, którzy już tam są.

Należy pochwalić rząd za sprzeciw w bezrefleksyjnym przyjmowaniu nielegalnych imigrantów. To ważne z powodów zagrożeń terrorystycznych, jednak nasza pomoc, w tym – również przyjmowanie uchodźców (na zasadach jakie określiliśmy) jest koniecznością ze względów wizerunkowych. Chodzi o to, żeby mieć wizerunek kraju humanitarnego. Przyjaznego dla wszystkich i chcącego mieć wszędzie dobre stosunki. W tej kwestii mamy tak złą prasę, że potrzebne są istotne działania wspierające nasz wizerunek.

Miejmy nadzieję, że jak najszybciej zmieni się osoba pana Ministra Spraw Zagranicznych, niestety mamy wyjątkowego pecha jeżeli chodzi o sprawujących tę funkcję.

***

To drugi felieton kontynuujący krótki cykl dotyczący małych podsumowań 2017 roku. Część pierwsza zamieszczona poprzednio, to „gospodarka”. W tym felietonie przedstawiamy zagadnienia dotyczące podsumowania „polityki zagranicznej”. W najbliższym czasie ukaże się trzecia część zamykająca cykl. Jej tematyka będzie odnosiła się do podsumowania stanu naszego państwa – „w stosunkach wewnętrznych”.

Proszę pamiętać, że to są subiektywne i autorskie obserwacje dotyczące naszej rzeczywistości. Ze względu na zakres i skalę tematów oraz celowe uogólnienia, konieczna jest forma syntezy. Większość z tych zagadnień była poruszana na naszych łamach w ciągu ostatniego roku.

Źródło: Obserwator Polityczny

   za: alexjones.pl

Czas małych podsumowań 2017 roku – polityka zagraniczna
Oceń artykuł
Udostępnij

Napisz co myślisz