Dlaczego upadł Związek Sowiecki. Oto ,,cichy zabójca” imperium, tak rzadko wymieniany w podręcznikach historii

Bolszewicy chcieliby, żeby historia wyglądała inaczej, ale to za czasów ich rządów w Rosji zaczęli pojawiać się alkoholicy. A bimber stał się nawet podstawową walutą wymienialną. Proces alkoholizacji społeczeństwa ruszył i doprowadził do rozpadu ZSRS.

 

Propaganda radziecka głosi, że alkoholizm mieszkańców imperium był efektem rządów cara. Badania pokazują jednak, że roczne spożycie alkoholu wynosiło wówczas tylko około 5 litrów czystego spirytusu na jednego mieszkańca, a 43 procent mężczyzn i 95 procent kobiet w ogóle nie używało alkoholu. Co więcej po wybuchu I wojny światowej car Mikołaj II wprowadził prohibicję, bo ziemniaki i zboża potrzebne były do innych celów.

Po upadku caratu alkohol lał się strumieniami już po zdobyciu Pałacu Zimowego. Co prawda wkrótce Lenin i Trocki wprowadzili egzekwowaną bez ulg karę śmierci za pijaństwo, ale lawina ruszyła. Prohibicję udało się utrzymać do 1923 roku, gdy dzięki instrukcji przypisywanej Pawłowi Mendelejewowi Rosjanie nauczyli się pędzić bimber. Kraj Rad stał zacierem i płynął 25-procentowym bimbrem. Abstynentów ubywało w ogromnym tempie.

Po dojściu do władzy Stalina państwo wprowadziło monopol na wyroby spirytusowe, a potem też wina i piwa. Oficjalnie chodziło o zdrowie obywateli, ale przywódca ZSRS widział w tym świetny interes. W 1940 roku królowała już 40-procentowa wódka, która była lekarstwem na strach, trudne warunki życia i brak rozgrywek oraz formą odreagowania. Po wybuchu wojny z III Rzeszą znowu panowała prohibicja. Oficjalne spożycie spadło do 200 gramów rocznie na mieszkańca, ale Rosjan rozpili Niemcy, którzy robili to celowo, by osłabić przeciwnika. Zresztą sam Stalin szybko cofnął zakaz picia, bo nakazał serwować żołnierzom codziennie 100 gram wódki lub spirytusu na odwagę. Jednym z najpopularniejszych łupów wojennych stał się alkohol. Pod koniec wojny trudno było znaleźć kogoś trzeźwego w armii.

Po II wojnie światowej Rosjanie nie zaprzestali picia.

Piwo i wino były sprzedawane dosłownie wprost na ulicy, a wódka w każdym sklepie, niezależnie od jego asortymentu. Tradycję frontowych 100 gramów przeniesiono na budowy socjalizmu. Jedna z kronik filmowych epoki upamiętniła toast „Za Stalina”, jaki wznosili codziennie komsomolscy ochotnicy odbudowujący zniszczoną Ukrainę. Zwiększyła się oczywiście moc wódki. 40-proc. mikojanówka ustąpiła miejsca alkoholowi 53-, a potem 60-procentowemu. Dlatego w trzy lata po śmierci Stalina poziom spożycia alkoholu przez statystycznego mieszkańca wzrósł do 8 litrów. Zgodnie z obecnymi normami Światowej Organizacji Zdrowia jest to próg, po którym następuje szybka degradacja każdej populacji

czytamy w Uważam Rze Historia.

Władze wiedziały, że następuje rozkład społeczeństwa, ale nie zamierzały zaprzestania swojej cynicznej polityki. W 1958 roku Nikita Chruszczow wycofał co prawda alkohol z ulic, sklepów przyzakładowych, dworców czy lotnisk, ale produkcja pozostała na takim samym poziomie, a nie zmieniła się też cena. ZSRS potrzebował tych ,,pijanych pieniędzy” ze sprzedaży wódki i innych trunków. Zarabiał rewelacyjnie, bowiem produkcja półlitrowej butelki wódki kosztowała 10-15 kopiejek, a w sklepie sprzedawano ją po 3 ruble.

W 1964 roku przeciętny obywatel radziecki pił już 11 litrów czystego spirytusu rocznie. Leonid Breżniew, który objął rządy w tym roku, aż 15-krotnie podniósł produkcję alkoholu. Co więcej Breżniew zaczął import alkoholu z krajów tzw. demokracji ludowej. Rosjanie spróbowali tokaju z Węgier, win z Bułgarii i Rumunii, wódki z Polski i rumu z Kuby.

Związek Sowiecki za powszechne pijaństwo zaczął wkrótce płacić wysoką cenę, bowiem nastąpił drastyczny spadek wydajności gospodarki. W latach 70-tych XX wieku radziecki ałkasza, czyli alkoholik, stał się wrogiem systemu. Państwo wydało wojnę niedawnemu ulubieńcowi. Sięgnięto po represyjne metody. Powstała specjalna milicja, która odwoziła pijanych do izb wytrzeźwień, organizowano obozy leczniczo-wychowawcze, gdzie miłośnicy alkoholu spędzali nawet 3 lata. Tam odizolowani od picia pracowali, a po wyjściu sięgali po butelkę na nowo… Spożycie alkoholu rosło. Gdy Breżniew umierał w 1982 roku, wynosiło już 14 litrów.

Jego następca Jurij Andropow tuż po objęciu władzy dostał wydany w konspiracji raport nowosybirskich uczonych o medycznych, społecznych i ekonomicznych kosztach alkoholizmu. Szybko go utajnił, ale zaczął działać, skoro w dokumencie padło, że pół miliona śmierci rocznie w ZSRS jest efektem alkoholu, a 40 mln Rosjan ma problem z piciem. Do tego doszły uwagi o kryminalizacji społeczeństwa i masowych narodzinach upośledzonych dzieci. Wszystko przez alkohol. Andropow podniósł ceny wódki i zmarł. Michaił Gorbaczow nie szukał półśrodków. Zamknął po prostu przemysł spirytusowy, a kampania była bezwzględna. Nie oszczędziła nawet hodowanych od setek lat szczepów winnych na Krymie. Te ekstremalne działania przyniosły pewne efekty. Zmniejszyła się umieralność, nastąpił boom demograficzny, spadła przestępczość czy ilość wypadków drogowych. Została słaba wydajność pracy, zachwiał się mocno budżet przy braku wpływów z sektora spirytusowego, a w efekcie Związek Sowiecki rozsadził się sam od środka. A i tak w latach 90-tych spożycie alkoholu na statystycznego Rosjanina wynosiło 18 litrów….

   źródło: niezlomni.com

Dlaczego upadł Związek Sowiecki. Oto ,,cichy zabójca” imperium, tak rzadko wymieniany w podręcznikach historii
Oceń artykuł
Udostępnij

Napisz co myślisz