Alternatywa na miarę Niemiec

Skręt w lewo chadecji pod przywództwem Angeli Merkel spowodował, że po prawej stronie niemieckiej sceny politycznej zrobiło się miejsce dla nowego ugrupowania. Alternatywa dla Niemiec z pewnością nie jest tak radykalna jak kreują ją media, ale biorąc pod uwagę stopień zaawansowania politycznej poprawności za naszą zachodnią granicą, narodowi konserwatyści wprowadzili niemałe zamieszanie na tamtejszej scenie politycznej.

Kilkuset „antyfaszystów” skrzyknęło się w zdominowanym przez lewicę Berlinie, aby w niedzielny wieczór protestować pod lokalem w którym swój wieczór wyborczy organizowała Alternatywa dla Niemiec (AfD). Przez kilka ostatnich miesięcy środowiska od lewicy do prawicy skupiały się na zwalczaniu narodowych konserwatystów, a w lecie pojawiła się nawet instrukcja dotycząca zakłócania kampanii wyborczej ugrupowania. Mnożyły się również fizyczne ataki na jej działaczy, co jednak nie złamało liderów Alternatywy, dzięki czemu w Bundestagu zasiądzie jej 94 przedstawicieli.

Od liberalizmu do radykalizacji

AfD jest nową siłą w federalnym parlamencie Niemiec, ale funkcjonuje na scenie politycznej naszych zachodnich sąsiadów nie od dziś. Stowarzyszenie będące zalążkiem ugrupowania powstało we wrześniu 2012 roku, a w lutym następnego roku oficjalnie przemieniło się ono w partię polityczną. Jej pierwsi liderzy wywodzili się głównie ze środowisk akademickich, krytycznych wobec polityki ratowania strefy euro, dlatego Alternatywa zaczęła działać w czasie największego kryzysu finansowego w państwach pokroju Grecji, Włoch czy Portugalii. Poza powrotem do narodowej waluty, AfD opowiadało się w swoim pierwszym programie za demokracją bezpośrednią, poszerzeniem udziału banków w partycypowaniu kosztów wspomnianego kryzysu, czy też za większą suwerennością państw narodowych wewnątrz Unii Europejskiej.

Jednocześnie partyjne kierownictwo złożone głównie z liberalnych ekonomistów wolało nie zabierać głosu w kwestiach ideologicznych i może dlatego w wyborach sprzed czterech lat nie przekroczyło progu wyborczego. Bernd Lucke, pierwszy szef Alternatywy, pozycjonował ją co prawda jako ugrupowanie konserwatywne, lecz jednocześnie chciał odbierać elektorat liberałom z Wolnej Partii Demokratycznej (FDP), która notabene była obok AfD największym zwycięzcą wrześniowych wyborów. Z tego powodu Lucke starał się ograniczać wpływy narodowo-konserwatywnej Platformy Patriotycznej, a miało mu w tym pomóc wprowadzenie do Parlamentu Europejskiego siedmiu europosłów. Dość szybko okazało się jednak, że liberałowie stanowią niewielki odsetek działaczy AfD, zaś jej baza członkowska domaga się bardziej konkretnego stanowiska partii w kwestiach ideologicznych.

Na korzyść radykalnego skrzydła Alternatywy przemówił oczywiście kryzys imigracyjny sprzed dwóch lat, a kongres partyjny z lipca 2015 roku wymienił władze ugrupowania, które zostało przejęte przez narodowych konserwatystów. Od tego momentu AfD zaczęło skupiać się na krytyce polityki imigracyjnej prowadzonej przez Merkel, polityce prorodzinnej, krytyce lewicowej inżynierii społecznej oraz na niemieckim patriotyzmie. Dodatkowo partia poparła oficjalnie antyislamskie demonstracje przeżywającego wówczas rozkwit ruchu PEGIDA, co spowodowało opuszczenie jej przez Lucke i czwórkę wiernych mu europosłów. Dotychczasowy lider AfD stwierdził bowiem, że nie chce firmować swoim nazwiskiem nowego „populistycznego” wizerunku ugrupowania, stąd wraz ze swoimi współpracownikami założył Sojusz dla Postępu i Przebudzenia (ALFA) przemieniony następnie w Liberalno-Konserwatywnych Reformatorów (LKR).

Niemcy lubią konkrety

Nowe ugrupowanie pierwszych liderów Alternatywy szybko zaginęło w odmętach niemieckiej polityki, stąd w ubiegłym miesiącu nawet nie wzięło udziału w wyborach do Bundestagu. Nieskonkretyzowany i zbyt liberalny program ugrupowania spowodował, że nie było ono w stanie przyciągnąć tych wyborców, którzy są rozczarowani obecnym kierunkiem ideowym obranym przez chadecję. Co zaskakujące jak na Europę Zachodnią, to właśnie radykalizacja AfD wpłynęła ożywiająco na tę partię, ponieważ dzięki mocnemu skrętowi w prawo zaczęła ona odpowiadać na oczekiwania sporej grupy niemieckich wyborców, mających dość politycznej poprawności oraz imigrantów. Pod koniec kampanii wyborczej można było odnieść wręcz wrażenie, że coraz bardziej kontrowersyjne wypowiedzi partyjnych liderów przysparzają Alternatywie kolejnych wyborców.

Przyjęty w ubiegłym roku nowy partyjny program różni się od pierwszego nie tylko obszerną zawartością (liczy 95 stron), ale przede wszystkim większą liczbą konkretów. Poczesne miejsce zajmują w nim oczywiście kwestie imigracji oraz islamu, stąd AfD opowiada się za zatrzymaniem napływu „uchodźców”, natychmiastową deportacją nielegalnych imigrantów, zakazem budowy minaretów i noszenia muzułmańskich burek w miejscach publicznych, oraz  nieprzyznawaniem niemieckiego obywatelstwa dzieciom przybyszy spoza Niemiec. Napływ osób o obcej kulturze nie jest jedynym elementem walki partii z tradycyjnym zestawem lewicowo-liberalnej inżynierii społecznej, ponieważ Alternatywa podkreśla przywiązanie do wartości rodzinnych, krytykuje rozpowszechnianie ideologii gender, sztuczne parytety płci oraz chce powstrzymać finansowanie aborcji ze środków publicznych, zaś spora część jej liderów mówi o jej całkowitym zakazie. Ponadto partia przewiduje większe wsparcie dla wielodzietnych rodzin, bowiem sama chce promować model niemieckiej rodziny z minimum trójką dzieci.

Znamienne, że przedwyborcze postulaty AfD spotkały się ze stanowczą krytyką przedstawicieli największych organizacji przedsiębiorców w Niemczech oraz sprzyjających im ekonomistów, którzy wcześniej pod hasłem braku rąk do pracy lobbowały na rzecz przyjęcia przez ten kraj fali „uchodźców”. To właśnie według nich antyimigracyjne ugrupowanie nie może być liberalne gospodarczo, zaś właśnie ów liberalizm ma być ich zdaniem receptą na niektóre negatywne trendy w niemieckiej ekonomii. Samo AfD opowiada się za modelem społecznej gospodarki rynkowej, nawiązując do modelu wprowadzonego przez Ludwiga Erharda, który jeszcze przed objęciem funkcji kanclerza w latach 60. ubiegłego wieku był okrzyknięty ojcem niemieckiego cudu gospodarczego. Przez to Alternatywa popiera podniesienie płacy minimalnej oraz wsparciem socjalnym dla osób najgorzej zarabiających.

Od początku istnienia AfD nie zmienił się natomiast partyjny program w zakresie polityki zagranicznej. Ugrupowanie wprost określa siebie mianem eurosceptycznego, uznając Unię Europejską za strukturę coraz bardziej scentralizowaną i ograniczającą uprawnienia państw narodowych. Ponadto Alternatywa chce rewizji niekorzystnych dla Niemiec zapisów Karty Narodów Zjednoczonych i stałego miejsca swojego kraju w Radzie Bezpieczeństwa ONZ, a przynależność do NATO akceptuje tylko jeśli działania sojuszu będą leżały w niemieckim interesie i rzeczywiście będą miały jedynie charakter obronny. Wiąże się to głównie z chęcią nawiązania poprawnych stosunków z Rosją uznawaną za sojusznika w walce z islamskim terroryzmem, a także za przeciwwagę dla Stanów Zjednoczonych, które dla polityków AfD są największym zagrożeniem dla pokoju na świecie.

Problem w liderach

Największym problemem Alternatywy są ciągłe kłótnie i walki frakcyjne. Ugrupowanie od początku swojego istnienia przeżywało wiele konfliktów, chociaż jak widać odejście jej założycieli wyszło AfD zdecydowanie na dobre. To przede wszystkim cena za kształt partyjnej struktury, która miała być emanacją podstawowych punktów programowych, czyli większej demokratyzacji życia publicznego. Z tego powodu AfD początkowo było zarządzane przez trójkę współprzewodniczących, natomiast obecnie ich liczbę zredukowano do dwóch. Różnice są widoczne również na szczeblu regionalnym. W zależności od landu w lokalnych strukturach AfD wciąż tli się rywalizacja pomiędzy skrzydłami radykalnym i umiarkowanym, a stały wzrost liczby członków Alternatywy powoduje, iż partia nie jest jeszcze zdyscyplinowana i w wielu miejscach zarządzana jest przez osoby niemające doświadczenia w sprawach organizacyjnych.

Dodatkowo sporo kontrowersji wzbudzają same postacie liderów AfD. Najbardziej szokująca wydawała się być pod tym względem deklaracja współprzewodniczącej partii, Alice Weidel, która tuż przed wyborami przyznała się do swojej homoseksualnej orientacji. Na dodatek Weidel jest w związku z imigrantką ze Sri Lanki, a także w szwajcarskim mieście Biel wychowuje z nią dwójkę dzieci, co stoi w całkowitej sprzeczności z programem AfD dotyczącym zwalczania ideologii gender. Choć partia w swoim programie opowiada się za tradycyjną rodziną i zapowiedziała zaskarżenie do Federalnego Trybunału Konstytucyjnego ustawy legalizującej „małżeństwa” homoseksualne, to właściwie od początku jej istnienia w jej ramach istnieje grupa skupiająca przedstawicieli środowisk LGBT.

Na jej czele stoi mający greckie pochodzenie Alexander Tassis, który twierdzi, iż obecnie w partii działa około dwudziestu zadeklarowanych homoseksualistów, a łączy ich przede wszystkim obawa przed skutkami islamizacji Niemiec. Tassis broni jednocześnie programu swojego ugrupowania, czego nie można powiedzieć o jego poprzedniku, Mirko Welschu, który przed rokiem opuścił AfD z powodu rosnącej niechęci działaczy ugrupowania wobec jakichkolwiek mniejszości. Zadeklarowanym pederastą jest również Sven Tritschler, współprzewodniczący Młodej Alternatywy, czyli partyjnej młodzieżówki, a osoby o jego orientacji kierują też jej lokalnymi strukturami.

AfD z resztą zachodnioeuropejskich partii negujących dotychczasową politykę imigracyjną łączy poparcie dla Izraela, choć trzeba podkreślić, że nie jest ono wyrażane tak otwarcie jak w zbliżonych ideowo ugrupowaniach pokroju Wolnościowej Partii Austrii czy Interesu Flamandzkiego. Co więcej, jednym z najbardziej kontrowersyjnych wystąpień działaczy Alternatywy były słowa Björna Höcke, szefa struktur partii w Turyngii, który w styczniu tego roku sprzeciwiał się budowaniu kolejnych pomników upamiętniających Holocaust jako pielęgnowania „kultu hańby”. Można więc uznać, że w kwestii izraelskiej ugrupowanie nie  posiada wypracowanego stanowiska, co można uzasadnić faktem niezwykle mocnej jego krytyki ze strony lokalnej społeczności żydowskiej.

Postrach systemu

Jak widać AfD ma swoje poważne wady, choć trzeba pamiętać , iż ugrupowanie cały czas skręca w prawo. Świadczy o tym chociażby odejście z AfD Frauke Petry, która odpowiadała za zmarginalizowanie przed dwoma laty liberalnych założycieli Alternatywy, zaś w ostatnich miesiącach postulowała powrót partii do bardziej umiarkowanego kursu. Osoby niektórych liderów narodowych konserwatystów powinny wręcz od nich odstręczać, ale na tle pozostałych podmiotów niemieckiej sceny politycznej, tylko AfD zdecydowanie broni tradycyjnego modelu rodziny i sprzeciwia się dalszemu dryfowaniu Niemiec w stronę lewicowo-liberalnej utopii.

Z tego powodu Alternatywa jest ostro zwalczana przez niemiecki establishment, bowiem poszerza obszary tamtejszej debaty publicznej o kwestie zarezerwowane dotychczas jedynie dla marginalnych grup pokroju NPD, które często zbyt dużo uwagi poświęcały na kwestie czysto historyczne. W Polsce powinniśmy natomiast zrobić wszystko, aby osoby pokroju „tęczowych” aktywistów AfD nie musiały być jednym z elementów oporu przeciwko dalszemu postępowi politycznej poprawności.

M.

    źródło: www.autonom.pl

Alternatywa na miarę Niemiec
Oceń artykuł
Udostępnij

Napisz co myślisz