NE PORA, NE PORA… Janusz Kowalczyk

(„…Uznając za bohaterów narodowych UPA i Banderę, Ukraina nie powinna brać pod uwagę krytycznych opinii innych państw, w tym nawet ich oficjalnych protestów i   negatywnych opinii”… – z przemówienia wygłoszonego w Kijowie, w dn, 24.08.2014 r. przez prez. ukrainy”, Chazara, Petro Poroszenko).

a

a

Janusz Kowalczyk

SPOTKAŁEM  NAWET  ŻYCZLIWYCH  UKRAIŃCÓW. Chociaż wielu Polaków, odwiedzających „Ukrainę” spotkało „życzliwych Polsce” „u- kraińców”, to przecież trzeba podkreślić, że nasi Rodacy głównie poruszali się po terytoriach ziem Rzeczypospolitej Międzywojnia. Jest więc oczywiste, że spotykali  na swej drodze potomków dawnych obywateli Polski. Lub  -jak ich nazywają – „życzliwych Polakom „u-kraińców”.

Niektórzy z nich, okazując życzliwość przyjeżdżającym Polakom, dopiero teraz (  w dobie „demokratyzacji” , katastrofalnego obniżenia stopy życiowej i narastającego terroru  chazaro-banderowskiego )  zrozumieli.,  jak bardzo się mylili w poglądach na „sprawę polską”.

U jakże nielicznych jest to  podbudowane  ludzką życzliwością, wyniesionymi z domu  i cerkwi zasadami etyki chrześcijańskiej. Nie pierwszy raz swojej  historii.

Ale tych  „u-kraińców” jest  niewielu – tak mało, że perfidna, oficjalna, „u-kraińsko”- polska propaganda  nasuwa z miejsca  podejrzenia, że „życzliwi” nie do końca są całkiem szczerzy, że coś ukrywają.

Fakty nie pozostawiają w tej materii żadnych wątpliwości  : przeważająca liczba „wolnej u-krainy” (otwarcie lub chyłkiem) sprzyja „bohaterom” spod znaku OUN – UPA, a cała historia ziemi ukraińskiej, otrzymanych w spadku po unii polsko-litewskiej przez Polskę ziem „Wielkiego Księstwa Litewskiego świadczy niezbicie, że te ziemie zamieszkiwała ludność szczerze, nienawidząca Polski. Co one nam mówią fakty historyczne?

U- KRAJA. Bardzo często autorzy ukraińscy, opisując wydarzenia dotyczące okresu IX-XIV wieku, nieustannie używają terminu „Ukraina” dla oznaczenia rozległego terytorium południowo-wschodniej Europy, a ludność tego kraju nazywają „narodem ukraińskim”. Analizując jednakże dawne teksty źródłowe można bez trudu stwierdzić, że wówczas w języku słowiańskim „u-kraina” oznaczała jedynie ziemię pograniczną, kresową, poszczególnych państw. Stąd także i Kijów, i Polska, i Halicz, i Psków, i Połock, i Moskwa, i inne księstwa miały swoją „u-krainę”, czyli że był to rzeczownik pospolity, nie zaś własny.

Tak więc wbrew temu co nieraz twierdzi ukraińska propaganda, historycznie ani Podole, ani Wołyń, ani ziemia halicko-lwowska, ani tym bardziej przemyska nigdy mianem „Ukrainy” nie były objęte.

Powtórzę : etymologicznie w językach słowiańskich, „ukraina” jest określeniem czegoś, co „leży u kraja”, np. ziemie na zachód Moskwy leżały „u kraja” księstwa moskiewskiego tak samo, jak „u kraja” Rzeczpospolitej leżały na jej kresach ziemie zamieszkałe przez ludność słowiańską.

Tak więc  widziane z Kijowa, który przez krótki okres czasu był stolicą księstewka założonego przez Wikingów na szlaku do „Miklagrodu”( Kostantynopola), były „u kraja” tegoż księstewka : „u kraja” zachodniego leżały „ziemie królestwa polskiego” („ziemiel carstwa polskoho” ),  „u kraja”  pólnocnego.-  „ ziemiel kniazistwa litweskoho”, a „u kraja wschodniego – „księstwa moskiewskogo” („ziemiel  kniaźiem Moskwi”).

Oznacza to, że „u-kraina” jest rzeczownikiem pospolitym – na co  wskazywał już Zygmunt Glogier, który jednoznacznie stwierdził, że jest to „każda ziemia na kraju czyli na krańcu, u granicy, u kraju państwa położona.”

W tym kontekście „ukraina” nie może być nazwą państwa ( bo takowe nie istniało)  i najwłaściwsza  definicja „u-krainy” jest definicja Zygmunta Glogera, że jest to : „każda ziemia na skraju czyli na krańcu, u granicy, u kraju państwa położona.”

W tym sensie także  Śląsk mógł być uznawany za…”polską u-krainę”, a widziany z Pragi– „czeską u-krainę” – mógł równie  dobrze należeć do królestwa polskiego, jak i czeskiego.

W  Polsce „u –kraina” staje się nazwą własną  dopiero w XVII w, ale  jej zasięg ograniczał się jedynie do  województwa czernihowskiego, bracławskiego i  kijowskiego. Tak więc „u-kraina” nie stała się powszechną nazwą urzędową a jedynie była nazwą o charakterze topograficzno-geograficznym i nie oznaczała nic więcej jak tylko część ziem ówczesnej Rzeczypospolitej.

Kiedy Wielkie Księstwo Litewskie  narzuciło swoje władztwo lokalnym kniaziom, władającym poszczególnymi księstewkami „u-krainy”(jednakże podlegającym Wielkiemu Księciu z Kijowa), nazwa „u-kraina”, oznaczająca całość małych tych malutkich księstewek, nie istniała.

Istniało założone przez Wikingów ze Szwecji (Rusów) „ruskie” Księstwo Kijowskie , którego władca  narzucił swoje zwierzchnictwo właśnie tym drobnym kniaziom  ziem „u-krainy” poza Kijowem.  

Rzut oka wstecz na historię pradawnych ziem polskich, będących od zarania polskiej państwowości w polskim  władaniu wykazuje więc niezbicie  , że okres władania „Kresami” jest w przypadku Polski ciągły, nieprzerwany i trwa aż do rozbiorów.

 Gdyby zastosować prymitywną logikę czerni ukraińskiej do stosunków europejskich,  np. do Szwajcarii, to  mogliby sobie do niej rościć pretensje Niemcy, Włosi, Francuzi, a nawet …Hiszpanie z Katalonii…

A komu powinna przypaść Alzacja i Lotaryngia? Przecież jest ona typowym przykładem „kresów”  francusko-niemieckich i z tego tytułu może zarówno należeć do Francji, jak i Niemiec.

Szlezwig- Holsztyn długi okres czasu należał do Danii jako jej „kresy”, a dziś należy do Niemiec i żadna siła nie jest w stanie tego zmienić. I jest to sprawiedliwe.

  ZIEMIA CZERWIEŃSKA. PLAN ROZBIORU POLSKI.  Kiedy  pojawiła się   nazwa, „Kresy Wschodnie”, to nazwą tą  objęto  „wschodnie pogranicze Polski” otrzymane w spadku od Wielkiego Księstwa Litewskiego   i w takim sensie używano jej w II RP –„ Kresy”  oznaczały wschodnie pogranicze, graniczące z Sowietami)  na skutek unii polsko-litewskiej.

Tutaj uwaga: „Ziemia Czerwieńska” z Lwowem, wchodząca jako integralna część  Królestwa Polskiego od czasów Mieszka I i króla Bolesława Chrobrego, stanowiła „u-krainę” Królestwa Polskiego : od 1387 aż do pierwszego rozbioru Polski (1772) terytorium byłych „Grodów Czerwieńskich” znajdowało się w Królestwie Polskim, a po unii lubelskiej  – w Rzeczypospolitej.

Trzeba stale podkreślać – czego jak diabeł święconej wody unikają „niepodległościowcy” z  „lewa i prawa”że „Grody Czerwieńskie”, zwane wymiennie także „Ziemią Czerwieńską”,  zawsze należały do Polski, że zostały jej zabrane przez sowieckiego okupanta   i  pozostają dziś jej integralną częścią  -tyle, że  pod tymczasowym zarządem chazarsko-banderowskim.   Zaprzeczanie tego, to de facto godzenie się z tym, że  „Polska Ludowa” Bieruta była „suwerenna i niepodległa” i nigdy nie była okupowana przez Sowiety przez cały okres „Peerelu”.

Historia wskazuje ponadto jeszcze inną ciekawą rzecz : to nie Rosja, Prusy i Austria po raz pierwszy zrealizowały plan rozbioru Rzeczypospolitej –   to przodkowie dzisiejszych  „ukraińców” już przed 1000 lat, łącząc się sojuszem…z Niemcami  popróbowali…pierwszego rozbioru Królestwa Polskiego. Właśnie z Niemcami, także dyszącymi z wrodzonej nienawiści do Słowian.

Już wtedy, przed 1000 lat, a nie jak pisał H.Sienkiewicz w „Ogniem i mieczem” w XVIIw., azjatycka czerń stepowa żywiła nienawiść do Polski – taką, że „zatruła ona krew pobratymczą”.

Jakże strasznie się mylił wielki pisarz…

Oto co się zdarzyło przed 1000 lat :

„Wykorzystując zerwanie sojuszu polsko-czeskiego i najazd Ottona II na Polskę w 979 roku., książę kijowski, Włodzimierz Wielki, w 981 roku zagarnął zamieszkany przez Lędzian obszar Grodów Czerwieńskich” ( „Wikipedia” – https://pl.wikipedia.org/wiki/Grody_Czerwie%C5%84skie).

Grody Czerwieńskie w 1018 roku odzyskał Bolesław Chrobry podczas powrotu z wyprawy kijowskiej. Kronikarz, Nestor, zanotował, że:

 „…Bolesław (…) uciekł z Kijowa, zabrawszy skarby i bojarów Jarosławowych, i siostry jego, a Anastazego z Dziesięcinnej cerkwi przystawił do skarbów, bowiem [ten] pochlebstwem pozyskał jego zaufanie. I ludzi mnóstwo uprowadził ze sobą, i Grody Czerwieńskie zajął dla siebie, i przyszedł do swego kraju…”

W roku 1031 wojska ruskich Rurykowiczów zajęły Bełz, a w następnym roku w wyniku wyprawy Jarosława Mądrego i Haralda III inne grody Lachów aż po San!. Z tego samego roku pochodzi ostatnia wzmianka o „Grodach Czerwieńskich”:

„…Roku 6539 [1031]. Jarosław i Mścisław zebrali wojów mnogich, poszli na Lachów i zajęli Grody Czerwieńskie znowu, i spustoszyli ziemię lacką, i mnóstwo Lachów przywiedli, i rozdzielili ich. Jarosław osadził swoich nad Rosią, i są do dziś…..”     Duża część ludności lędziańskiej została przesiedlona do Kijowa, miało to ułatwić administrację kolonistom z Rusi. Od tego czasu ziemie te miały charakter mieszanego pogranicza polsko-ruskiego.

Na krótko podporządkował sobie te tereny Bolesław Śmiały (lata 1077-1086), po czym trafiły one pod panowanie książąt ruskich, wchodząc w skład Rusi „Halicko-Włodzimierskiej”  („ Księstwo halicko-wołyńskie” ). Ci „lędzianie” to inaczej Lachowie, Lędzice, Lendisi, Lendzaninoi, staronormańskie Laesa, Laesar (1031), staroruskie Лѧхъ (Lęch/Ljach/Lach) (1115) – zachodniosłowiańskie plemię lechickie zamieszkujące tereny pogranicza dzisiejszej Polski i Ukrainy.

Tak wyglądają „prawa” „ukraińców”  do prapolskich ziem. Ale trzeba mieć cywilną odwagę o tym mówić.

Bowiem  jeśli upominamy się o Śląsk  i Pomorze „mające charakter mieszanego pogranicza polsko- niemieckiego czy polsko – czesko – niemieckiego” jako o „ziemie polskie”, to jakim prawem (chyba, że „prawem Kaduka”) polskie „ełyty” polityczne dziś zrzekają się należnych praw  do polskich „Kresów” ?

Rzut oka wstecz na historię pradawnych ziem polskich, będących od zarania polskiej państwowości w polskim  władaniu wykazuje więc niezbicie  , że okres władania „Kresami” jest w przypadku Polski ciągły, nieprzerwany i trwa aż do rozbiorów.

„NIEWOLA POLSKA” JEST LEPSZA.  Należy nadmienić, że przodkowie Petro Tymy, którzy oddali się w pacht moskiewskiemu  carowi, już w parę miesięcy po „umowie perejesławskiej” szybko się zorientowali, że jednak „niewola polska” jest o niebo lepsza niż carska co zaowocowała tzw. „Umową hadziacką”, która była „nowocześniejszą” wersją „unii polsko-litewskiej”- tworu, jaki już w tamtych odległych czasach, coraz wyraźniej stawał się  przeżytkiem aż stal się głównym źródłem utraty niepodległości przez I Rzeczpospolitą.

Ale nieprzychylna konfiguracja politycznej (walka Rzeczpospolitej z królem szwedzkim w Danii) w XVII w. oraz zaciekły opór samych „u-kraińców”(!) uniemożliwił  realizację „Paktów hadziackich”, które by zmieniły  na całe wieki stosunki polityczne całej Europy. W każdym razie z pewnością nie wymazałyby na paręset lat Polski z politycznej mapy Europy..Ale zapobiegłyby kumaniu się Niemców i Rosjan….

„Pakty Hadziackie” pozostały martwe. Ale nie dlatego, że Polska nie chciała demontażu już w tamtych czasach straszliwie przestarzałej „unii polsko-litewskiej” (w tzw. „Wielkim Księstwie Litewskim”, w którym „Ukraina” była częścią największą,  Litwini stanowili malutki procent ludności) i zastąpienia jej nową unią z „u- krainą”, oddającą rzeczywiste stosunki polityczne w tzw. „Wielkim Księstwie Litewskim” tylko dlatego, że czerń ukraińska, podbechtywana przez agentów kremlowskich i sprzedajnych „atamanów siczowych” stale pilnowała, żeby do takiej unii nigdy nie doszło.

Taka jest historyczna prawda-jakże różna od tej serwowanej dziś Polakom przez banderowskiego, Petro Tymę.

I, co znacznie gorsze –także serwowanej  przez „obóz niepodległościowy” nie bardzo wiedzący jak się zachować wobec reaktywowanego , chazarskiego państwa na Wschodzie.

TYPOWY UKRAINIEC.   Dopiero wybitny historyk, Mychajło Hruszewski ( mason – działacz kijowskiego oddziału towarzystwa Hromada” – wspominał o nim mason, Ludwik Hass w  swojej książce poświęconej lożom rosyjskim; vide „Loża i Polityka” ), uznawany dziś przez „ukraińców” za „najwybitniejszego działacza społeczno-politycznego”, za „chlubę ukrainy” w 10-tomowej pracy Historia Ukrainy-Rusi upublicznił termin „ukrainiec” w sensie społeczno-politycznym.

Trzeba nadmienić, że  ten  Mychajło Hruszewski,  jako przewodniczący ”Ukraińskiej Centralnej Rady” pod egidą …Niemiec i Austro-Wegier w I w. św.(1917 r ) był jej pierwszym prezydentem. Do sukcesów masona, Hruszewskiego, należy przede wszystkim doprowadzenie do korzystnych postanowień „Pokoju brzeskiego” z 9 lutego 1918, w którym Niemcy i Austro-Węgry  uznały „państwo ukraińskie.”

Ale także karta bolszewicka także była nie do pogardzenia! Może nawet lepsza z uwagi na …tradycję!. Hruszewski przebił współpracą z bolszewikami  nawet J. Piłsudskiego!

Kiedy bolszewicy zagarnęli władzę w Rosji , Mychajło Hruszewski ostatecznie …wybrał bolszewicką Rosję za „gwaranta ukraińskiego bytu „państwowego”.  Po przekształceniu się „Ukraińskiej Republiki Ludowej”  („UPSR”) w „Hetmanat” (tzn. obaleniu „republki ludowej” przez Petlurę)   mason Hruszczewski wyjechał do Austrii , w której – z uwagi na duże skupiska „ukraińców”-  prowadził działalność publicystyczną w   „Ukraińskiej Partii Socjalistów-Rewolucjonistów” („UPSR”).

W maju 1920 wraz z członkami delegacji zagranicznej tej partii, ostro potępiając rozstrzygnięcia terytorialne umowy warszawskiej  pomiędzy „Ukraińską Republiką Ludową”,  a Polską , skierował 19 lipca 1920 list do „ KC Komunistycznej Partii bolszewików Ukrainy” („KP(b)U”) oświadczając w nim, że „  popiera stanowisko Kominternu”,  zaproponował „KP(b)U”… współpracę z UPSR  i wyraził pragnienie powrotu do USRR.

W 1923 r. pozwolono Mychajle wrócić na Ukrainę. Nie wiadomo jak wysoko by się wspiął po  szczeblach władzy bolszewickiej bo samo OGPU wytypowało go na przywódcę  „Ukraińskiego Centrum Narodowego”, gdyby nie aresztowanie go przez Gienricha  Jagodę. Pewnie by go rozstrzelano ale masonowi…. udało się umrzeć przed czystkami Stalina : otoczony opieka w 1934 r. zmarł spokojnie, w Kisłowodsku, w luksusowym sanatorium.

Dziś pomniki Mychajły Hruszewskiego  stoją w prawie każdym mieście „samoistinnoj”, a przecież ten osobliwy „niepodległościowiec” zmarł w 1934 r. podczas  strasznych czystek bolszewickich na „ukrainie” i „Wielkiego głodu  w latach 1921–1923 i  1932–1933. Musiał  o wszystkim  wiedzieć bowiem stalinowskie  „ Prawo Pięciu Kłosów”  (za zerwanie takiej liczby groziła kara śmierci lub 10 lat łagru) opublikował Stalin 7 sierpnia 1932 r – na dwa lata przed jego śmiercią.

A oni sami?… Ci żyjący na Kresach w Rzeczpospolitej, np. na Wołyniu „ukraińcy”: co robili w latach międzywojennych?

NALEŻY WSPÓŁPRACOWAĆ Z KOMUNISTAMI. Pomimo „Wielkiego głodu i czystek realizowali dalej…kartę sowiecką chociaż  w Polsce dobrze wiedziano o wszystkim. Petro Tyma, wywodzący się z nacjo-bolszewickiego chłamu powinien wiedzieć najlepiej : „tryzub” sprzymierzył się z pięcioramienna gwiazdą.

Na spotkaniu jaczejki nacjonalistycznej „OUN”  („Organizacja Ukraińskich Nacjonalistiw”) 14 marca 1937 r (!) we Lwowie, studenci ukraińscy  z Wołynia zapoznali się w wytycznymi prowydnika ,Nikoły Mostowicza.

Były to praktyczne wskazówki w jaki sposób należy podchodzić do komunistów w celu zjednania ich dla sprawy ukraińskiego nacjonalizmu”.

 Zgodnie z tymi wytycznymi należało „ nawiązać z komunistami kontakt i przez stałe obcowanie z nimi, urządzanie wspólnych zebrań dyskusyjnych i kolportaż literatury o treści nacjonalistycznej werbować ich w szeregi nacjonalistów…Przez stałe obcowanie z komunistami i sympatykami kompartii studenci muszą wytworzyć przekonanie, że mimo różnicy w poziomie intelektualnym nie stronią od nich i pragną wspólnie pracować dla sprawy narodowej…”

Konia z rzędem temu, który potrafi wykazać różnicę z wytycznymi Hitlera dla NSDAP – on także nakazał werbować komunistów jako „wypróbowanych towarzyszy” do swego ruchu.

Śmiać się chce z tego motłochu : dzisiejszy operetkowy chazarski prezydent „ukrainy”, Poroszenko-Walcman, opatrzył urzędowe papiery „państwa”… godłem  nie rycerskim ( choćby książęcym herbem  noszonym przez kolejnych władców Kijowa ) ale… właśnie chazarskim tryzubem. Mordujący Chazarów podczas II w..ś. „ukraińcy” nosili znaczki „tryzuba”, godło Chazarii…  wyznającej…judaizmGroteska. Ostateczne zdiabolenie. Ale jaki Pan taki chłam….

Dzisiejsi następcy banderowców, bijących w Międzywojniu Polaków, bezczeszczących polskie cmentarze, krzyże, godło Rzeczpospolitej,   mordujących reprezentantów polskich władz , opluwających Polaków, ci na oko poczciwi, żyjący jeszcze tu i ówdzie , siwi staruszkowie z UPA  i OUN zbiegli spod konopnego powroza  za granicę, ba, także sam Petro Tyma wykształcony w Polsce, też mają  takie znaczki – tego jestem na 100% pewien.

Tyle, że  Petro dziś „politykuje” i na wszelki wypadek się z nim publicznie nie obnosi w klapie marynarki. Na razie! Dlaczego?

Dlatego, że jeszcze „nie pora, ne pora” by przystąpić do wyzwalania ziem „ukraińskich” spod obecnej „polskiej okupacji”. Jakich ziem?

Ano „chachły” ( popularna nazwa „ukraińców” w byłych Sowietach; Białorusini i Rosjanie nie cierpią- łagodnie mówiąc – „ukraińców”)   są wyrozumiałe – wspaniałomyślnie zostawiają Lachom… Mazowsze i Wielkopolskę. Także Kujawy…

Oni sami „chcą odzyskać tylko ziemie ukraińskie zagrabione przez Lachów” – te, leżące  wzdłuż  rzeki San aż do Wisły. Z Sandomierzem…No i  całą Lubelszczyzną na dodatek. Dlaczego nie?

Także kawał Małopolski aż po Kraków.”Chachły”…nie chcą wiele – są wyrozumiali i „pragną pojednania”.

 BANDEROWIEC PETRO  TYMA. Wystarczy zapoznać się z pełnymi nienawiści i  pogardy do Polaków wypowiedziami, „Piotra Tymy” ( prawdziwe. nazwisko –  Petro Tyma, udającego Polaka „ukraińca” o pro-banderowskich, a więc, wrogich  Polakom  zapatrywaniach, by natychmiast pozbyć się najmniejszych wątpliwości co to za „sokół” ; vide wywiad  „Problemem jest polski nacjonalizm” – opublikowany w „Do rzeczy”, nr. 17, str.39-41.;  https://dorzeczy.pl/kraj/28114/Tyma-Problemem-jest-polski-nacjonalizm.html

Odmawiając Polakom prawa do miłości ojczyzny i , oskarżając ich o „szowinizm i nacjonalizm”, sam jest …skrajnym ukraińskim szowinistą. Inaczej: faszyzującym głuptakiem.

a

Petro Tyma- cóż za lisia gęba!

„Ciekawy” typ  ten Petro Tyma . Zdobywa w Polsce wykształcenie, pozycję , a  nienawidząc  naszego narodu uczepił się go,  jak wesz kożucha. Jak pijawka.  Jest w swej chorobliwej nienawiści do Polaków kubek w kubek podobny do  Niemców. Najwidoczniej ma do spełnienia określoną role; nie zdziwiłbym się gdyby się okazało w przyszłości, że  rola „krzewiciela porozumienia polsko -„ukraińskiego” została rozpisana przez Berlin lub Moskwę. Może nawet te dwa ośrodki opracowały wspólny plan działania?

Ale co za różnica  przez który ośrodek  – grunt, że sposób działania jest absolutnie zgodny z oficjalną linią polityczną tych dwóch stolic. Oczywiście jest nim likwidacja suwerennej, niepodległej Polski i wspólna niemiecko-rosyjska granica na Wiśle Taki Tyma i jego „ukraińscy  kompani” Dziś, poprzez obecność Polski w „unii europejskiej”, Niemcy wydają się być  głównym inspiratorem tej kreciej roboty.

Ale Moskwy nie da się całkowicie wykluczyć : w końcu miała z  do czynienia aż 400 lat z „ukraińskimi sokołami”.

„UKRAINA”  AŻ PO KRAKÓW. Oprócz „karty sowieckiej” także  karta” niemiecka” była pilnie wykorzystywana przez „ukraińskich sokołów”. Może nawet częściej? Może zawsze?

Znaczenie Niemców zdecydowanie wzrosło po uznaniu przez Austrię „Galicji”- „państwa ukraińskiego”, obejmującego ….część pradawnego terytorium polskiego.

a

Mistrzowskie pociągnięcie nienawidzących Polaków Germanów z Austrii: tracą nieodwracalnie władzę i opuszczają  zabór z miejsca zaczęli podsycać „niepodległościowe” mrzonki „zaporożców: „Ukraina tak, a nawet powiększona o część zagarniętą wcześniej przez Lachów”. .Widzimy teraz  jak na dłoni na czym opierają się nieprzytomne żądania banderowców i lisio patrzącego Petro Tymy.

Mapy „wielkiej ukrainy”  są w obiegu „patriotów” na dzisiejszej Ukrainie -”suwerennej” ale pod zarządem różnych „Walcmanów”.

CDN

Janusz Kowalczyk

    źródło: wolna-polska.pl

NE PORA, NE PORA… Janusz Kowalczyk
Oceń artykuł
Udostępnij

Napisz co myślisz