Czeka nas indukowany z zewnątrz kryzys gospodarczy i krew na ulicach?

Czeka nas indukowany z zewnątrz kryzys gospodarczy i krew na ulicach? To są jedyne sposoby, którymi Zachód jest w stanie zapewnić sobie władzę w Polsce, sprawowaną przez powolnych jego celom polskojęzycznych sprzedawczyków, uważających się bardziej za „obywateli” Europy, niż Polski.

Zachód chce mieć wygodną władzę w Polsce, partnera, który zapewni jego interesy, jak również nie będzie wbijał klina, na którym wywiesi amerykańską flagę. Interesy Niemiec są bezpośrednio powiązane z Federacją Rosyjską, Europa bez gazu z Rosji miałaby bardzo poważne problemy z bilansem energetycznym.

Zachód chce mieć kontrolę nad Polską, co jest najważniejsze na swoich własnych warunkach. Chcą mieć pewność, że tutaj będzie tak, jak oni pozwolą. Nie ruszą naszej religijności, bo to by spowodowało burzę, ale bez najmniejszego problemu będą promować dekompozycję państwa narodowego, zorientowanego na narodową rację stanu. Dla każdego, kto chciałby żeby Polska była czymś więcej, niż zachodnią kolonią gospodarczą poddawaną stopniowemu formatowaniu społeczno-cywilizacyjnemu – orientacja na wartości narodowe MUSI BYĆ najważniejsza. Nie można być dalej ślepym i udawać, że nie widzimy jak wygląda bilans dyfuzji. Żyjemy w kraju, w którym gospodarka nie należy do nas, nie ma polskich firm w Europie, ale zachodnie są u nas i mają się dobrze. W tych realiach niech nam nikt nie opowiada idiotyzmów o jakiejś spójności! Wyrównywaniu poziomów, czy innych bzdur. Zwłaszcza, jak Zachód chce wyrugować polskich pracowników delegowanych!

Dzisiaj władza w Polsce jest zblokowana, rządzący stopniowo przejmują kolejne zakresy odpowiedzialności państwowej. Prokuratura, Sądy, sektor bankowy, ubezpieczenia, struktury siłowe i inne – to z jednej strony dowody na „repolonizację”, a z drugiej na głębokie zmiany dotychczasowego paradygmatu – kulawej i niedomagającej, ale jednak demokracji.

Rządzący mając władzę nad Sądem Najwyższym, będą w stanie orzekać o ważności wyborów. Już się mówi o tym, że kto inny ma pracować w Komisjach Wyborczych, a kto inny ma liczyć głosy. Urny mogą być przeźroczyste, mogą być kamery i mężowie zaufania, ale zawsze liczy się protokół. Jeżeli system uzna wynik wyborów, ten zostanie ogłoszony – możemy mieć do czynienia z manipulacjami wyborczymi. Chodzi o to, że rządzący nie są w stanie ustrzec się przez skutecznie zgłaszanymi zarzutami – manipulowania wynikiem wyborów, jeżeli będą mieć totalną kontrolę nad systemem.

Co więcej, wcale nie jest powiedziane, że nie dojdzie do manipulacji już na poziomie ustalania okręgów wyborczych, o czym była już wiele razy mowa – oczywiście w kategoriach potrzeby reformy. Tego naprawdę trzeba się bać, ponieważ nie ma argumentów, których można użyć przeciwko szyciu okręgów na wymiary i potrzeby rządzących. Będzie to miało tym większe znaczenie – im bardziej będziemy podążać w kierunku ordynacji większościowej. Wówczas np. w dużych miastach – przesunięcie granicy o dosłownie kolejny blok lub dwa, może oznaczać preferencję wyborcze dla konkretnej partii. Jednak wyłapanie tych zagrożeń w skali makro jest prawie niemożliwe, dlatego jest to totalne zagrożenie. Partia mająca struktury lokalne, może przygotować cały pakiet takich manipulacji, w majestacie prawa i pod pozorem reform.

Możemy być w sytuacji, w której przejęcie władzy od obecnie rządzących – demokratycznymi metodami, może być niemożliwe i to przez długie lata. Do póki będziemy się poruszać w ramach dotychczasowego paradygmatu.

Społeczeństwo będzie dalej popierać dobrą zmianę, ponieważ jest rozdawnictwo socjalne, sprawnie prowadzona jest propaganda emocjonalna – np. poprzez ochronę Polski przed nielegalnymi imigrantami i uchodźcami z innych kręgów kulturowych. Narracja przekazu politycznego jest emocjonalna i trafia do społeczeństwa, jak również – niestety – jest spójna i adekwatna przynajmniej wobec części zagrożeń. Dodatkowo wiele robi jeden z Kościołów, którego dominująca cześć hierarchów i struktur – bardzo istotnie wspiera autorytet i stanowisko rządzących. Nie da się tego przebić, ponieważ mamy do czynienia z połączeniem elektoratu emocjonalnego, socjalnego i betonowego, który preferuje wartości tradycyjne. Tego się nie da przebić innymi postulatami, zwłaszcza że społeczeństwo nieufnie odnosi się do opozycji (chcą zabrać 500+)! Więcej argumentacji nie potrzeba.

Zachód już w latach 80-tych wykorzystał przeciwko Polsce broń ekonomiczną, sankcje nałożone na PRL, doprowadziły nas do skrajnej nędzy. Ówczesne negatywne impulsy gospodarcze, były silnymi bodźcami dla społeczeństwa, które nie rozumiejąc realiów – buntowało się. Co więcej, to wówczas zdecydowała się przyszłość o likwidacji naszego nierentownego przemysłu, jednak on po prostu nie miał szans być rentowny. Zachód nakładając sankcje w prosty sposób osiągnął dwa cele. Najpierw doprowadził do zmian politycznych, a później do konieczności ludobójczych „reform”, o których do dzisiaj mało kiedy mówi się prawdę w naszym kraju. Ludzie, którzy wówczas żyli, a pamiętali niemiecką okupację, często mówili, że „za Niemca”, było łatwiej żyć, niż za pewnego pana, którego nazwisko nie padnie na naszym portalu, albowiem jest synonimem hańby i wyniszczenia naszego państwa i Narodu.

Dzisiaj nikt nie musi nakładać na nas sankcji gospodarczych, zwłaszcza dlatego bo sami by na tym stracili. Wystarczy, że spowodują kolejną dewaluację Złotego wobec Euro, wzrost oprocentowania długu, co już miało miejsce po kryzysie z 2008 roku – i od razu będziemy ustawieni w pozycji, w której mamy być ustawieni.

Jak docisną nam śrubę, to natychmiast pojawią się problemy budżetowe. Nie będzie na wypłaty, żeby finansować dług – trzeba będzie szukać oszczędności. Bardzo łatwo i bardzo szybko, możemy stać się wyjątkowo smutnym krajem.

Wówczas pojawi się nowa retoryka partii rządzącej, że oto mszczą się na nas – ponieważ nie chcemy się im podporządkować. Hasła o konieczności zachowania suwerenności i wyjścia z Unii Europejskiej będą na porządku dziennym. Sytuacja w kraju będzie się zaogniać, a o zło będzie oskarżana Europa, która drenuje Polskę z kapitału (co jest w dużej mierze prawdą – jednak sami ich zaprosiliśmy). W konsekwencji będzie nerwowo i pojawią się ludzie zdolni do zachowań radykalnych.

Nie trzeba być wybitnym analitykiem, żeby żyć ze świadomością, że nie brakuje czynników i sił zewnętrznych, które są gotowe wspierać w Polsce środowiska radykalne. Przekazując przede wszystkim pieniądze i wsparcie propagandowe. O to ostatnie nie jest trudno na naszym rynku medialnym. Należy pamiętać, że są także siły, zdolne do przekazywania – lub nawet inicjowania zdarzeń skrajnie radykalnych. Z wykorzystaniem broni i materiałów wybuchowych. Scenariusze z Syrii, Libii i Ukrainy są powszechnie znane, tam to przetestowano – nagle ktoś z tłumu strzelał do sił porządkowych, które odpowiadały zmasowanym ogniem. Naprawdę nie potrzeba wyobraźni, żeby to sobie u nas zobrazować. Nie brakuje u nas osób z innego kraju, po przeszkoleniu wojskowym i z doświadczeniem frontowym.

NAJBARDZIEJ PRZERAŻAJĄCE W TAKIEJ NARRACJI jest to, że w Polsce są ludzie, którzy rozumieją, że tylko przez scenariusz indukowania kryzysu ekonomicznego i rozlewu krwi na ulicach – można odsunąć rządzących od władzy.

W konsekwencji tych okoliczności, już dzisiaj widać, że historia się powtarza. Jeżeli chcemy umocnić suwerenność, musimy zmienić politykę na wersję na tyle „soft”, żeby nie dostarczać wrogom zewnętrznym argumentów przeciwko Polsce. Problem wrogów wewnętrznych, to osobna kwestia, jednak niestety łącząca się z całą spuścizną tzw. opozycji totalnej i jej zdolnych do radykalizacji zwolenników.

Dla Zachodu Unia Europejska jest narzędziem do sprawowania władzy i dalszego bogacenia się. Dla nas przez głupotę neoliberalnych elit, była przez ostatnie lata – celem samym w sobie. Nikt tutaj nie twierdzi, że Zachód jest naszym wrogiem, ale np. Niemcy prowadzą politykę – totalnego uzależnienia i podporządkowania Polski. Nie widać, żeby przez tyle lat współpracy i rzekomego dobrostanu, jaki Unia nam „dała”, coś się zmieniło. Nadal tak naprawdę jesteśmy biedni i co najważniejsze – uzależnieni. Jak tylko przytną nam środki pomocowe, to natychmiast wyzeruje się wzrost gospodarczy. Nie jesteśmy w stanie z nimi konkurować, mamy gospodarkę zależną. Jeżeli Prawo i Sprawiedliwość chce zadać pytanie o alternatywę dla Unii Europejskiej, to powinno to zrobić w ramach szerokiej dyskusji publicznej – naświetlając fakty. Wiele ciekawych informacji np. o różnicach w Produkcie Krajowym i Produkcie Narodowym – znajdziecie państwo w Strategii na Rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju pana Morawieckiego. Zwłaszcza część diagnostyczna jest tam bardzo ciekawa.

Zaraz usłyszymy, że nie ma zaufania do kraju, który nie wykonuje zaleceń Trybunału Sprawiedliwości i innych w istocie wirtualnych instytucji, na które nie mamy żadne wpływu. Brak zaufania zaś oznacza wyższe ryzyko, a za wyższe ryzyko zawsze płaci się większe odsetki…

Źródło: Obserwator polityczny

   za: alexjones.pl

Czeka nas indukowany z zewnątrz kryzys gospodarczy i krew na ulicach?
ocena 1 głosów 1
Udostępnij

Napisz co myślisz