Moc feminizmu czy imprezka odrealnionych pań z klasy średniej

Blisko pięć tysięcy delegatek. Głosy z prowincji i dużych miast. Bojowe deklaracje i zróżnicowany blok tematyczny, wsparcie polityków i polityczek z wielu partii – tak o Kongresie Kobiet, który zakończył się w niedzielę w Poznaniu, mówią jego entuzjastki. Nie brakuje jednak głosów krytyki. Jeszcze nigdy największe feministyczne wydarzenie nie wzbudziło tak wielu kontrowersji. Dzisiaj na łamach Strajk.eu oddajemy głos krytyczkom i zwolenniczkom KK.

feminizm photo
Photo by Kuba Bożanowski

“My kobiety zgromadzone na ogólnopolskim Kongresie Kobiet w Poznaniu, deklarujemy wolę dalszej walki o prawa kobiet i realizację postulatów równościowych, bez których żadna wspólnota nie może być wolną i sprawiedliwą. Nieustannie i z pełną determinacją domagamy się szacunku dla naszej autonomii i uznania praw reprodukcyjnych, domagamy się podjęcia skutecznych działań przeciwko przemocy, a więc stosowania w praktyce Konwencji Rady Europy o zapobieganiu przemocy domowej, domagamy się realnej polityki socjalnej, to znaczy takiej, która nie wyklucza kobiet z rynków pracy i emerytur, domagamy się parytetów w polityce i życiu gospodarczym, domagamy się edukacji nowoczesnej i wolnej od dyskryminacji, domagamy się równej płacy za równą pracę, domagamy się uznania praw osób LGBT, domagamy się zaprzestania dewastacji przyrody, domagamy się ekwiwalentnego do potrzeb wsparcia dla kobiet wychowujących niepełnosprawne dzieci i samotnych matek, domagamy się ściągalności alimentów. Domagamy się równego traktowania, równej wolności, równych szans i możliwości” – czytamy w manifeście imprezy, która odbyła się w stolicy Wielkopolski. Odezwa była cytowana przez większość mediów głównego nurtu i uzyskała spory rezonans w środowiskach lewicowych.

Mocna stroną tegorocznej imprezy był z pewnością niezwykle zróżnicowany program. W kilkudziesięciu panelach w ciągu dwóch dni wzięło udział ponad 100 uczestniczek i uczestników. Dyskutowano zarówno na tematy, które znalazły się w ostatnim czasie w centrum wydarzeń politycznych w naszym kraju, jak i o sprawach, które, mimo swojej istotności, wciąż nie są podnoszone przez mainstream. Mowa była m.in. o przyszłości walki przeciwko zaostrzeniu prawa antyaborcyjnego, wspólności sprawy feministycznej z kwestią ochrony przyrody, konstrukcie płci i jego znaczeniu politycznym, standardach opieki medycznej, problemie mobbingu, niepełnosprawności, sojuszu feminizmu z ruchem LGBT, kobietach w mediach, samorządzie, polityce, uchodźczyniach, seniorkach i wielu innych sprawach społeczno-politycznych. Nie zabrakło również użytecznych kursów, warsztatów, projekcji filmów  i imponujących przedstawień artystycznych.

Agnieszka Grzybek z Partii Zieloni, uczestniczka tegorocznego Kongresu Kobiet, w rozmowie ze Strajk.eu zwraca uwagę na pozytyw jakim było zorganizowanie wydarzenia w Poznaniu. “Wyjście poza Warszawę było bardzo dobrym pomysłem, mocno odświeżającym formułę. Poznań zapewnił dobrą energię, pojawiło się wiele nowych osób, które po raz pierwszy uczestniczyły w Kongresie” – zwraca uwagę działaczka, która podkreśliła również wysoką jakość merytoryczną zjazdu. “Debaty były bardzo polityczne i bardzo krytyczne – sesje ogólne >>Parasolek nie składamy<< czy ekologiczna, podejmująca problemy globalne związane z ochroną środowiska, jak i lokalne w postaci dewastującej środowisko polityki PiS. Prawo do legalnej i bezpiecznej aborcji, skuteczna egzekucja alimentów, kwestia zabezpieczenia przyszłości osób dorosłych z niepełnosprawnością, deforma edukacji, sytuacja uchodźczyń i uchodźców, prawa osób LGBTQIA to tylko niektóre tematy kongresowych paneli” – mówi Grzybek. Polityczka Zielonych podkreśla jednak, że najważniejsza była możliwość nawiązania więzi społecznych, czyli “to się działo między debatami – sieciowanie się, wymiana doświadczeń, wzajemne wzmacnianie”. Spore wrażenie zrobił na niej takze występ artystyczno-polityczny “Chóru Czarownic”, który określiła jako “rewolucyjny i absolutnie fenomenalny”.

Zupełnie inne spojrzenie na Kongres Kobiet ma Karolina Lemur Niedźwiecka, działaczka na rzecz osób lgbt+, która również uczestniczyła w wydarzeniu. Aktywistka zwraca uwagę na brak rzetelnego panelu o aborcji i prawach reprodukcyjnych “Jedyne, co widziałam, to wzmianka w manifeście kongresu i stoisko inicjatywy ustawodawczej Ratujmy Kobiety. Tak duża impreza jak Kongres powinna również mówić o szkodliwych mitach wokół aborcji i promować wolność wyboru, skoro w Polsce mamy takie problemy z aborcją, zaprosić Women Help Women albo Ciocię Basię z Berlina, niech opowiedzą jak pomóc sobie w tym. tymczasem nie można tego tam znaleźć” – mówi dla Strajku Karolina, dla której rażący był również problem klasowej niesprawiedliwości. “Dla bogatych pań z klasy średniej brak dostępu do aborcji to nie problem – stać je na zagraniczne wyjazdy” – wskazuje.

Na Lemur Niedźwieckiej fatalne wrażenie zrobiły też warsztaty z parkowania auta dla kobiet. “Czy to jest impreza do powielania stereotypów o kobietach za kółkiem?” – pyta aktywistka. Tak samo krytycznie ocenia warsztaty “Jak Cię widzą – tak Ci płacą”, na których trenerka Tatiana Sokołowska – “dyplomowana trenerka biznesu” nauczała kobiety jak mają się ubierać, aby zwiększyć swoje szanse na znalezienie dobrej pracy. Opis eventu faktycznie przypomina najbardziej odpodmiotawiające zajęcia z uległości na kapitalistycznym rynku. “Biała koszula czy garsonka? Szpilki? To wszystko zależy gdzie, z kim i po co. Kim chcesz być? Jaki chcesz osiągnąć cel. Na rozmowę, trzeba więc przygotować się tak, aby pokazać się z jak najlepszej strony, ale nie zaprzeczając sobie i temu kim się jest” – czytamy w zapowiedzi wydarzenia. “Sądziłam, że jako rzekomo feministyczna impreza, KK nie promuje zdobywania kariery wyglądem, a stawia na to, że kobietom należy się równa płaca za równą pracę, szacunek do ich kompetencji, równe szanse na rynku pracy, dostęp do stanowisk, ale widać się pomyliłam” – wyraża swoje rozgoryczenie Lemur Niedźwiecka.

To jednak nie koniec krytyki. Działaczka akcentuje, że na imprezie współorganizowanej przez przywódczynie polskiego biznesu – Henrykę Bochniarz w znaczący sposób pominięto tematy dotyczące strukturalnego ubóstwa dotykającego kobiety. “Nie było ani słowa o feminizacji biedy, o kobietach pracujących fizycznie, o umowach śmieciowych, o żenujących zasiłkach i emeryturach, o tym, że bieda w Polsce jest kobietą” – mówi działaczka lewicy, według której “Kongres Kobiet to imprezka białych, uprzywilejowanych pań z klasy średniej, które nie wiedzą, że są uprzywilejowane. Symbolicznie zaświadczyć o tym moga choćby stroje, w jakie ubrały się panie z Centrum Stulecia Praw Kobiet – same suknie, kapelusze i pióra a’la Izabela Łęcka. Żadna nie chciała być robotnicą z krakowskiej cygarfabryki z końca XIX wieku. bo przecież bieda nie pasuje, kłuje w oczy, no i nie przystoi”.

Z takim spojrzeniem zgadza się inna poznańska działaczka ruchu feministycznego, która perspektywę wyzwolenia kobiet łączy z marksizmem. “Feminizm Kongresu Kobiet nie wskazuje potrzeby wyjścia poza ramy niesprawiedliwego systemu. Osoby takie jak Henryka Bochniarz proponują jedynie dopuszczenie kobiet do udziału w kapitalistycznej strukturze nadzoru i kontroli. Chcą właścicielek firmy, które wyzyskują tak samo, tyle, że są kobietami. Policjantek, które stają po stronie kamieniczniczek, zabezpieczając eksmisje na bruk” – przekonuje działaczka.

Na inny problem zwraca uwagę Florentyna Gust z poznańskiego koła Partii Razem. Jej zdaniem skandalem było nawiązanie współpracy z przedstawicielami dyplomacji Izraela i organizacjami biznesowymi z tego kraju. “Nie rozumiem, jak można przemilczeć łamanie praw człowieka przez izraelski rząd i armię i na wydarzenie feministyczne zapraszać do rozmowy o równości przedstawicielkę rządu, który prowadzi politykę apartheidu, pozbawiając Palestynki prawa do sprawiedliwego procesu. Pamiętajmy, że wojska tego kraju dopuściły się czynów noszących znamiona zbrodni wojennych” – wskazuje Gust, która, jak sama przyznaje – Kongres Kobiet z tego powodu zbojkotowała.

W tej samej sprawie petycje wystosowała Kampania Solidarności z Palestyną. Odezwa opublikowana na stronie organizacji miała charakter listu otwartego. Czytamy w nim m.in. “Dotychczasowa, jak i obecna polityka państwa Izrael opiera się na wartościach i praktykach, których Kongres Kobiet nie tylko nie powinien wspierać, ale także propagować. Kolonizacyjna oraz rasistowska polityka państwa Izrael powoduje że Izrael jest uznawany przez organizacje praw człowieka w tym także palestyńskich kobiet, za jednego z liderów w łamaniu praw człowieka”. Udało nam się ustalić, że list nie został bezpośrednio wysłany do organizatorek KK, co jednak nie tłumaczy do końca ich milczenia w tej sprawie.

“Działania członkiń Kongresu Kobiet oburzają i zasmucają jednocześnie, ponieważ udowadniają, że ponad kobiecą solidarność przedkładają zysk i kapitał, a ksenofobiczne klapki na oczach nie pozwalają w Palestynkach, przedstawicielkach odmiennej kultury, dostrzec sióstr, które potrzebują naszego wsparcia” – ocenia Karolina Gierszewska, feministyczna działaczka i publicystka.

“Technologie informatyczne, które promuje Kongres Kobiet wykorzystywane są przez izraelską armię na Palestyńskich Terytoriach Okupowanych. W ten sposób Kongres Kobiet legitymizuje politykę rządu Izraela, który od 70 lat prześladuje ludność palestyńską” – dodaje Florentyna Gust.

Emocje rozgrzało również pojawianie się na Kongresie niejakiego stoiska Jerzego Zięby – znachora, zwolennika i praktyka medycyny alternatywnej, który poleca pacjentom m.in. leczenie raka witaminą C i olejem z wiesiołka. Środowiska lekarskie uważają go za oszusta. Dlaczego więc Kongres Kobiet zaprosił jego firmę na imprezę? Florentyna Gust sugeruje, że chodzi o pieniądze. “Promowanie takich szarlatanów udowadnia, że Kongres Kobiet jest odklejonym od rzeczywistości spotkaniem kobiet z elit intelektualnych i finansowych, które nie zauważając problemów pracownic, problemu niskich płac w sfeminizowanych sektorach pamiętają zaproszeniu znajomych biznesmenów- chociażby zajmowali się żerowaniem na ludzkiej krzywdzie i cierpieniu, jak to”specjaliści medycyny alternatywnej” – komentuje działaczka Razem.

“Kongres Kobiet w poszukiwaniu sponsorów zaszedł tak daleko, że promuje szarlatanerię” – dorzuca Karolina Lemur Niedźwiecka.

W tym przypadku fala krytyki spotkała się jednak z odpowiedzią organizatorek. – Ubolewam nad tym, że doszło do tego tego incydentu – powiedziała portalowi “NaTemat” Dorota Warakomska, prezeska Stowarzyszenia Kongres Kobiet. – Uważam, że zostałyśmy wprowadzone w błąd. Podpisywałyśmy umowę ze sklepem internetowym z szeroką ofertą produktów. W dokumencie nie było mowy o promowaniu Jerzego Zięby – tłumaczy Warakomska.

Karolina Lemur Niedźwiecka Kongresowi Kobiet wystawia jednak najniższą ocenę. Jej zdaniem symbolem poziomu tego wydarzenia było zachowanie publiczności podczas projekcji filmu dokumentalnego Artykuł Osiemnasty, mówiące o staraniach na rzecz rónwnouprawnienia ludzi LGBT w Polsce. Swoje wrażenia opisała na Facebooku.

“Jak widać organizatorkom kongresu nie przeszkadza cierpienie ludzi, tak długo jak same nie cierpią. To przykra prawda o Magdzie Środzie, Henryce Bochniarz i Dorocie Warakomskiej (a także o zgrozo Marcie Mazurek, pełnomocniczce prezydenta Poznania do spraw wykluczeń). W Kongresie Kobiet nie ma nic wspaniałego, to neoliberalne pierdololo ze studium tipsa (tak, paznokcie też sobie można było na kongresiku zrobić)” – kwituje Karolina.

   źródło: strajk.eu

Moc feminizmu czy imprezka odrealnionych pań z klasy średniej
Oceń artykuł
Udostępnij

Napisz co myślisz