Bułgaria: Represje wobec dziennikarki, która opisała przerzut broni do Syrii

Wielomiesięczne, dziennikarskie śledztwo w sprawie przerzutu broni dla syryjskiej „opozycji”, skończyło się dla prowadzącej je bułgarskiej dziennikarki długimi przesłuchaniami i zwolnieniem z pracy. Sprawa jest niezwykle wrażliwa politycznie, gdyż cały proceder odbywał się pod nadzorem CIA i innych agencji wywiadu, zaś dostawy trafiały do Syrii na pokładach samolotów, w ramach lotów dyplomatycznych z państw Kaukazu i Europy Południowo-Wschodniej. Ładunki przewożone w ramach takich rejsów nie podlegają kontroli, są także zwolnione od podatków oraz opłat lotniczych.

Obszerny raport, którego autorką jest dziennikarka śledcza Dilyana Gajtandżiewa opublikował bułgarski „Dziennik Trud”, z siedzibą w Sofii. Opisała w nim, jak pod przykrywka lotów dyplomatycznych państwowe linie lotnicze Azerbejdżanu „Silk Airlines” regularnie transportowały setki ton broni do Arabii Saudyjskiej, Zjednoczonych Emiratów Arabskich (ZEA) oraz Turcji – będąc częścią niejawnego programu CIA, którego celem było zbrojenie tzw. syryjskiej opozycji. Jednak jak wykazała Gajtandżiewa, ta broń ostatecznie skończyła w rękach terrorystów Al-Kaidy i ISIS w Syrii oraz Iraku. Przy czym trzeba zaznaczyć, że stało się tak nie tylko za sprawą znanego mechanizmu „dezercji z bronią w ręku” – ale także z jak najbardziej planowego dostarczania broni ISIS przez wahabickie monarchie Zatoki Perskiej.

W cały proceder, obok amerykańskiego Dowództwa Operacji Specjalnych (USSOCOM), władz bułgarskich, azerskich, saudyjskich oraz ZEA, miały być również zaangażowane stacjonujące w Afganistanie kontyngenty wojskowe Niemiec oraz Danii, a także przebywające w Iraku siły zbrojne Szwecji. Natomiast jeśli chodzi o podmioty prywatne uczestniczące w łańcuchu dostaw, na szczególną uwagę zasługują amerykańskie firmy Purple Shovel , a także spółki Jugoimport (Serbia), CHIHAZ (Azerbejdżan) oraz Elbit Systems (Izrael). W raporcie zauważono także, że sam mechanizm przerzutowy był wykorzystywany nie tylko na potrzeby „syryjskiej opozycji” – jeden z takich „rejsów dyplomatycznych” do Burkina Faso poprzedzał bezpośrednio próbę zbrojnego zamachu stanu w tym państwie. Mechanizm miał być wykorzystywany także do zbrojenia lewicujących bojówek Kurdów w północnej Syrii – możliwe, że w jego ramach będą dalej otrzymywać broń, tak długo jak politycy USA będą przekonani, że dzięki temu nadal będą mieć jakąkolwiek realną możliwość wpływania na sytuację w Syrii.

Choć od dawna było wiadome, że broń dostarczana islamistycznym „rebeliantom” w Syrii przez koalicję USA-państwa Zatoki Perskiej-państwa NATO ułatwiła ekspansję Państwa Islamskiego, raport jest przełomowy także dlatego, że jako pierwszy dostarcza całościowych informacji (wraz z oficjalną dokumentacją!) nt. łańcucha dostaw broni, od momentu opuszczenia przez nią krajów pochodzenia aż do znalezienia się na bitewnych polach Syrii i Iraku. Autorka raportu już wcześniej posiadała pewne informacje o broni wędrującej do islamistów z Bułgarii – jak sama przyznała, w tym poglądzie utwierdził ją wyjazd do syryjskiego Aleppo w grudniu 2016 roku, gdzie miała relacjonować przebieg przełomowych walk o miasto. Była świadkiem wyzwolenia ostatnich zajmowanych przez islamistów dzielnic, a także jedną z pierwszych osób spoza Syrii, które miały okazję zobaczyć, co znajdowało się w magazynach terrorystów. Wtedy też sporządziła solidną dokumentację filmowo-zdjęciową, zwracając szczególną uwagę na numery produkcyjne broni – oraz na oznaczenia skrzyń, w których ta broń się znajdowała – z zaskoczeniem odkrywając, że znaczna część sprzętu pochodziła z jej ojczyzny.

Jak wyjaśniała, później udało jej się ustalić, w jakich bułgarskich fabrykach ta broń została wyprodukowana – by następnie odkryć, że została ona legalnie wyeksportowana do Arabii Saudyjskiej, która następnie zaopatrzyła w nią popierane przez siebie grupy islamistyczne w Syrii.

Jednak zakrojone na szeroką skalę dziennikarskie śledztwo rozpoczęła wkrótce po tym, jak pod koniec czerwca na Twitterze używanym przez bułgarskich członków sieci „Anonymous” (@anon_bg) opublikowano link do materiałów, zawierających korespondencję dyplomatyczną, skany listów przewozowych oraz wykradzione emaile podmiotów państwowych i prywatnych, uczestniczących w tym procederze. Nie jest jasne, jak bułgarscy „Anonymous” weszli w ich posiadanie – ciekawe są zwłaszcza uwagę skany listów przewozowych, oraz inne dokumenty, które wyglądają jakby miały być sporządzone jedynie w wersji papierowej. Wiele z nich wygląda na zeskanowane w pośpiechu, niezbyt estetycznie. Zastanawia też, skąd hakerzy wiedzieli, gdzie i czego szukać, na co zwracać uwagę w olbrzymiej ilości danych? Niewykluczone, że w ujawnieniu procederu pomógł im jakiś dysydent, będący dość wysoko w którymś z pionów bułgarskiego państwa (dyplomacja? wywiad?). Jeżeli tak było w istocie, to znając specyfikę Bułgarii należy pochylić czoła przed odwagą – gdyż mowa tu o strukturach państwa kontrolowanego przez mafię, rozliczającą się w bezwzględny sposób z każdym, kto zagraża jej interesom.

Z pewnością nie jest też kwestią przypadku, że na jedno z państw przerzutowych CIA wybrało właśnie Bułgarię – amerykańska agencja dobrze zna specyfikę tego kraju, a jako organizacja posiadająca doświadczenie w różnych „nie do końca legalnych” działaniach na pewno umie wykorzystywać ją do własnych celów. Jeszcze bardziej skorumpowany, przeżarty klanowo-mafijnymi układami jest Azerbejdżan – kraj, gdzie od kilkunastu lat rządzi prezydent Ilhan Alijew, a państwowa komisja wyborcza przez przypadek ogłasza wyniki wyborów… jeszcze zanim zaczęło się głosowanie. Co oczywiście nie przeszkadza „obrońcom demokracji” z Ameryki i Europy – a przynajmniej tak długo, dopóki azerski satrapa będzie nadal realizował ich wolę.

Z uwagi na kaliber sprawy, wkrótce po ukazaniu się raportu Bałkańska Sieć Dziennikarstwa Śledczego przystąpiła do jego weryfikacji – przeprowadzając własne śledztwo, które ostatecznie potwierdziło ustalenia dziennikarki.

Pełen tekst raportu, opublikowany w jęz. angielskim na stronie trud.bg można znaleźć pod poniższym linkiem.

Dilyana Gajtandżiewa, bułgarska dziennikarka śledcza

Dilyana Gajtandżiewa, bułgarska dziennikarka śledcza

Wartościowy jest również tekst opublikowany przez portal „Zero Hedge” (niezależny, ceniony na Zachodzie za podejmowanie niewygodnych tematów i podważanie propagandy mediów głównego nurtu). Ujęto w nim także to, co się wydarzyło (i nie wydarzyło) już po opublikowaniu raportu.

Choć raport jest dostępny od wielu miesięcy, a drogę utorowała mu seria pomniejszych śledztw związanych z tematem, nie poświęcono mu wielkiej uwagi w prasie zachodniej czy międzynarodowej – nawet pomimo faktu, że był rozpowszechniany za pomocą mediów społecznościowych oraz dyskutowany przez jednych z najbardziej znanych ekspertów ds. Syrii i Bliskiego Wschodu. Jednak co zaskakujące, w ubiegłą niedzielę dłuższy tekst nt. raportu i związanych z nim dalszych perypetii bułgarskiej dziennikarki opublikowała… katarska telewizja Al-Jazeera. Oprócz kwestii podejmowanych w samym raporcie, katarscy dziennikarze przekazali światu informację, że Gajtandżiewa była przesłuchiwana przez bułgarskie władze, a następnie zwolniono ją z pracy.

Śledzący temat wiedzieli o tym już w czwartek, gdyż to wówczas na swoim Twitterze i Facebooku dziennikarka poinformowała o represjach, jakie ją spotkały:

a

Al-Jazeera nieprzypadkowo opisała sprawę  dopiero teraz, gdy obecny kryzys na linii Katar-Arabia Saudyjska pogłębia się – skutkując dyplomatyczną wojną w której obie strony wyciągają sobie wzajemnie wszelkie „brudy” z przeszłości, w szczególności te związane ze wspieraniem terroryzmu. Niezależnie od swego miejscami eufemistycznego języka i niedopowiedzeń, artykuł Al-Jazeery stanowi pierwszy przypadek, gdy media głównego nurtu zwróciły uwagę na sprawę. I co ciekawe – choć powszechnie wiadomo o niedawnej decyzji prezydenta Trumpa w sprawie zakończenia prowadzonego przez CIA programu dozbrajania „syryjskiej opozycji”, wygląda na to, że cały aparat dostaw broni do Syrii istnieje nadal. Na dodatek azerskie linie lotnicze „Silk Airlines” nadal w nim uczestniczą. W rozmowie telefonicznej dla dziennikarzy Al-Jazeery, jaka miała miejsce w ubiegłą niedzielę, Gajtandżiewa powiedziała: „Arabia Saudyjska, Zjednoczone Emiraty Arabskie i USA muszą zaprzestać przerzutu broni za pośrednictwem lotów dyplomatycznych Silk Airlines, która później ląduje w rękach terrorystów na całym świecie”.

(na podst. trud.bg, zerohedge.comaljazeera.com oprac. M. Mazur)

Komentarz Redakcji xportal: Chcielibyśmy mieć nadzieję, że odważnej dziennikarki nie spotkają dalsze przykrości czy prześladowania. Niestety, istnieje nawet ryzyko, że Gajtandżiewa może podzielić smutny los Sereny Shim – urodzonej w USA reporterki tureckiego pochodzenia, śledzącej dla irańskiej sieci medialnej Press TV wątki wspierania syryjskich dżihadystów przez Turcję. W końcu nieprzypadkowo mówi się o Bułgarii (trawestując znane powiedzenie o militarystycznych Prusach): „to nie państwo, które ma mafię – to mafia, która ma państwo”

Źródło: http://xportal.pl/?p=30538

    za wolna-polska.pl

Bułgaria: Represje wobec dziennikarki, która opisała przerzut broni do Syrii
Oceń artykuł
Udostępnij

Napisz co myślisz