Czy solidarność europejska ma polegać na naszym podporządkowywaniu się?

Niemcy i Francja skutecznie dzielą Unię Europejską – interesują ich tylko własne interesy. Prowadzą politykę kolonizatorów, wobec innych krajów, które się od nich uzależniły gospodarczo i politycznie. Do kwestii politycznych i ekonomicznych usiłują dodać problematykę militarną oraz szczególnie zabójczą dla procesów integracji – migracyjną. Pomysły na przymusową dyslokację migrantów, stanowiących zbiorowe zagrożenie dla bezpieczeństwa są tak poronione, że nie mogą być przypadkowe. Niemcom i Francji mającym w swoich krajach inno-kulturowe mniejszości, które stworzyły społeczeństwa alternatywne jest już wszystko jedno, kolejne sto tysięcy obcych niczego nie zmieni. Dla nas oznaczałoby to poważne zagrożenie, którego w kraju nie było od lat, a konkretnie od uporania się z ukraińskimi bandytami i terrorystami w latach 40-tych.

Nie da się zrozumieć polityki tych państw europejskich, nie chodzi tylko o to, że to polityka autodestrukcji, zmierzająca co najmniej do modyfikacji kodów cywilizacyjnych tych krajów. Przede wszystkim szokuje to, że narzucają uniformizację zachowań i orientacji strategicznych, dla innych krajów, które po prostu chcą iść inną drogą. Nawet Komunizm wprowadzano na zasadzie, znalezienia lokalnej drogi, po uwzględnieniu lokalnej specyfiki. Stalinizm się nie sprawdził NIGDZIE, włącznie z ZSRR. Pod przymusem nie da się stworzyć niczego wspólnego, poza problemami. To powinni rozumieć zachodni politycy, zwłaszcza pani Merkel, bo czy w ogóle pan Macron jest w stanie zrozumieć o co chodzi na świecie – w to trzeba już wątpić.

Niemcy sprzężone gospodarczo z Francją – podporządkowały sobie gospodarczo całą Europę. Siła powiązań jest totalna, te kraje najbardziej na tym korzystają. Obecnie Francja uruchamia jedną z najtrudniejszych zmian, jakie w ogóle można sobie wyobrazić – w zakresie pracowników delegowanych. Formalnie wszystko jest w porządku, chodzi o to, żeby płace były równe. Można się na to zgodzić, bo to słuszny postulat. Tylko, że nikt wówczas nie będzie zatrudniał pracowników z tańszych krajów. W konsekwencji setki tysięcy ludzi znajdą się w zupełnie nowej sytuacji. 

Ciekawe dlaczego pan Macron, czy osobiście pani Merkel nie martwią się o los polskiego handlu i przemysłu – w Polsce, totalnie zdominowanych przez inwestycje ich koncernów handlowych i przemysłowych? Widział ktoś w Paryżu polski hipermarket? Może w Monachium jest jakaś sieć polskich dyskontów? Może zbudowaliśmy fabrykę samochodów w Stuttgarcie i zdominowaliśmy niemiecki rynek aut luksusowych? Jakoś nikt się tym nie przejmuje, a to są właśnie powody, dla których około pół miliona ludzi z Polski pracuje na zachodzie na zasadzie delegowania! Po prostu nie ma w Polsce dla nich pracy! Być jej nie może, ponieważ nie ma zakładów pozwalających na zatrudnienie – rynek jest przesycony inwestycjami potężnych zachodnich firm, konkurencja w tych warunkach w branżach prostych jest niemożliwa. Po prostu się nie da jak konkurent ma silną logistykę, lokalizację, marketing i jeszcze do tego tak duży udział w rynku, że może dyktować warunki dla dostawców. Oczywiście to nie jest problemem dla pana Macrona. 

Nikt na Zachodzie nie tłumaczy tamtejszym, często pokrzywdzonym na rynku pracy ludziom, że winny jest kapitalizm – to jest zło wcielone. Jednak takich tłumaczeń nie będzie, ponieważ Francuzi i Niemcy, w ogóle cały bogaty Zachód narzeka, że pracownicy ze Wschodu zabierają mu pracę, ale zarazem czeka na odsetki od akcji spółek, które zdominowały Polskę i inne kraje biedniejszej części Europy.

Można wiele powiedzieć o europejskiej solidarności, ale jeżeli ktoś myśli że uwierzymy w to, że ma ona polegać na sprzedaniu wszystkiego co się posiada. Przyjmowaniu obcych kulturowo ludzi, którzy są problemem cywilizacyjnym. Rezygnowaniu z możliwości zatrudnienia się, żeby zarobić na życie w warunkach dzikiego i bezwzględnego kapitalizmu – ten jest idiotą. Zwłaszcza, że równolegle kupując rosyjski gaz, finansuje potęgę rosyjskiej armii, którą formalnie musimy traktować jako zagrożenie dla całego NATO. Czy tak mamy rozumieć solidarność europejską? Czy solidarność europejska ma polegać na naszym podporządkowywaniu się?

W tym względzie – pomimo wszelkich ułomności – należy popierać Prawo i Sprawiedliwość, bo przy wszystkich błędach, które robią, jednak reprezentują odrębną retorykę, inną niż fikcja europejskiej jedności i solidarności. Zachód nigdy nie był z nami solidarny, pomoc jaką dostaliśmy jest znacząca, jednak czy potrzebowalibyśmy jej, gdybyśmy byli parterem a nie wasalem i kolonią?

To smutne i żenujące, ale niestety pomyliliśmy się, europejski sen okazał się zwykłym oszustwem. Bogaci i potężni realizują swoje interesy, z ich perspektywy zrobienie sobie z Polski „chłopca do bicia” jest bardzo wygodne i bezpieczne. Skupiają na nas swoje fobie, których nie wypada im wyrażać wobec realnych zagrożeń, ponieważ uderzając w nas nie narażają się na zarzut rasizmu lub religijnej ksenofobii. 

To wszystko powoduje, że trzeba przemyśleć koncepcję funkcjonalną państwa na nowo. Dotychczasowy paradygmat współpracy z Zachodem, polegający na ślepym przeszczepianiu ich wzorców do nas – to już nie jest modernizacja. To jest zagrożenie dla przyszłości Polski. Proszę popatrzeć na to, jak wyszliśmy demograficznie na neoliberalnej gospodarce! Winni tego stanu rzeczy chodzą wolni po ulicach naszych miast, nawet są autorytetami w niektórych głównie zagranicznych mediach. Czy stać nas na zmianę? Zwłaszcza, że to będzie bolało…

Źródło: Obserwator polityczny

   za alexjones.pl

Czy solidarność europejska ma polegać na naszym podporządkowywaniu się?
Oceń artykuł
Udostępnij

Napisz co myślisz